Nowy numer 33/2020 Archiwum

Kobieta w futrze

W marcu 1942 roku około sto dzieci z żydowskiej Ochronki przy ul. Grodzkiej 11 w Lublinie wywieziono samochodami ciężarowymi lub poprowadzono pieszo na łąki na Tatarach i tam zamordowano.

Na jednym z pięter kamienicy przy Grodzkiej 11 w Lublinie były zebrane żydowskie sieroty. Po zajęciu miasta przez Niemców i utworzeniu Judenratu pomieszczenia tego domu zostały także przeznaczone na jego siedzibę. W sierocińcu na wiosnę 1942 roku znajdowały się dzieci od 2 lat i starsze. Dokładna liczba nie jest znana. Mogło to być 100 albo więcej dzieci.

Podczas drugiej fazy wysiedlenia z getta, na początku kwietnia 1942 roku na rozkaz Globocnika sieroty zostały zabrane z miasta i rozstrzelane w przygotowanych grobach. Zginęły wtedy także trzy opiekunki: Anna Taubenfeld, Hanna Kupperberg i panna Rechman, które razem z dziećmi poszły na śmierć.

Wstrząsającą relację z egzekucji spisała Anna Langfus, przypadkowy świadek zdarzenia:

" Tego dnia, pod koniec zimy przechadzałam się po polach otaczających nasze miasto. Weszłam na niewielkie wzgórze i oglądałam stamtąd ziemię uśpioną pod niskim niebem, do którego ociężałe gawrony daremnie próbowały dolecieć. To samo niebo, te same gawrony, tę samą ziemię, które widziałam każdej zimy.

W oddali pojawiła się jakaś grupa, a jakiś czas potem, gdy była już bliżej, dostrzegłam dzieci w parach. Obok nich szła kobieta w futrze, a towarzyszyli im esesmani z karabinami w rękach. Byli jeszcze daleko, gdy zatrzymali się - wiatr nie donosił do mnie żadnego odgłosu. Wszystko działo się bardzo szybko, jak w niemym filmie.

Kobieta ustawiła dzieci wzdłuż rowu, który musiał być wcześniej przygotowany. Podchodziła od jednego dziecka do drugiego, podnosiła kołnierze, poprawiała wełniane czapki. Dzieci podały sobie ręce. Chodziła przed nimi tam i z powrotem, żwawa, szybka, i chociaż nie mogłam dostrzec jej twarzy, wydawała się radosna. Odgadywałam, że cały czas coś mówi. Esesmani też się ustawili, w pewnej odległości. Wtedy kobieta zrobiła ostatnie okrążenie i zobaczyłam, jak nad każdym dzieckiem się pochyliła. Potem stanęła na jednym z końców szeregu. Rozpięła futro i gestem, którego nigdy nie zapomnę, opuściła je do stóp. Wydawała się teraz mniejsza, zbliżona do tych dzieci. Wzięła za rękę ostatnie dziecko w szeregu. Długo, bardzo długo, widziałam, jak grzecznie stoją, równiutko, a oni byli już w rowie, jedni na drugich, pomieszani, nadal widziałam, jak podają sobie ręce, jak gdyby czekali na sygnał do zabawy. Później dowiedziałam się, że byłam świadkiem egzekucji żydowskiego sierocińca. Kobieta w futrze, zajmująca się sierotami, odmówiła rozłąki z dziećmi".

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama