Nowy numer 44/2020 Archiwum

Przygoda życia

Ciężka praca, wielogodzinne próby i końcowy efekt, który porywa publiczność. Do tego niesamowita chóralna rodzina i chwile, które zostają w pamięci przez całe życie.

Rodzice Andrzeja Gładysza poznali się w chórze akademickim KUL. Nic dziwnego, że w ich domu każde dziecko śpiewa od kołyski. Andrzej jednak sądził, że jego przygoda z muzyką zakończy się w szkole średniej, i jako kierunek studiów wybrał historię. – Myślałem wówczas, że mam dosyć muzykowania i chciałbym w życiu robić coś innego. Dla przyjemności jednak chodziłem na wykłady z muzykologii, a gdy szedłem korytarzem i słyszałem, że ktoś ćwiczy na fortepianie czy innym instrumencie, zatrzymywałem się, by posłuchać – opowiada dr Andrzej Gładysz, pracownik w Instytucie Muzykologii KUL. Okazało się, że nie ma co się oszukiwać i uciekać od muzyki, więc po pierwszym roku historii zdecydował się na drugi kierunek studiów, muzykologię, oczywiście. Pomny opowieści rodziców, jak to poznali się w chórze akademickim, poszedł w ich ślady.

Muzyczna pasja

Magda jest studentką IV roku psychologii. – Zawsze lubiłam śpiewać, ale nigdy z muzyką nie wiązałam swojej przyszłości – opowiada. Śpiew jednak sprawiał jej taką przyjemność, że kiedy będąc na pierwszym roku, zobaczyła ogłoszenie o przesłuchaniach do chóru akademickiego, postanowiła spróbować. – Zgłosiłam się i zostałam przyjęta do sopranów. Od tamtej pory łączę miłość do psychologii z miłością do muzyki. Czasem znajomi pytają mnie, czy nie jest mi trudno chodzić dwa razy w tygodniu na próby, jeździć na koncerty i przygotowywać się do nich. Odpowiadam zawsze, że przy muzyce odpoczywam. Moje zmęczone ciało na próbach się odpręża, a kiedy zaczynamy śpiewać, zmęczenie znika – opowiada Magda. Krzysztof jest na trzecim roku muzykologii. Wybrał te studia z miłości do muzyki i pasji, jaką od najmłodszych lat obserwował w swoim rodzinnym domu. – Mój tato jest organistą, więc wychowałem się przy muzyce. Kiedy podrosłem, mogłem pójść do szkoły muzycznej – opowiada. Wybór studiów był więc czymś naturalnym. – Mój starszy kolega, gdy dowiedział się, że wybieram się na studia na KUL, powiedział mi, żebym od razu zgłosił się do chóru, że to, czego się tam nauczę i czego doświadczę, będzie jedną z największych przygód w moim życiu. Nie pomylił się – przyznaje Krzysztof. Potwierdza to Zdzisław Cieszkowski, który śpiewa w chórze od 40 lat. – Tak się zdarzyło, że gdy przyszedłem na studia, mieszkałem w akademiku w jednym pokoju z chłopakami zaangażowanymi w chór akademicki. Przychodził do nas czasem ówczesny dyrygent, prof. Górski, by omówić różne chóralne sprawy. To on któregoś dnia zapytał mnie, czy nie chciałbym śpiewać w chórze. Pomyślałem: czemu nie – opowiada pan Zdzisław. Chór stał się dla niego wielką pasją, tym bardziej że liczne próby, koncerty, wyjazdy chóralne sprzyjały nawiązywaniu przyjaźni, a wśród chórzystek pan Zdzisław znalazł żonę. Skończenie studiów nie przerwało jego przygody z chórem. – Zacząłem pracę na KUL, którą wciąż łączę ze śpiewaniem, a że żona ma za sobą podobne doświadczenia, pozwala mi wymykać się z domu na próby – mówi pan Zdzisław.

Wyjątkowe chwile

Śpiew w chórze uczy nie tylko emisji głosu i obycia muzycznego. Patrząc na historię chóru akademickiego KUL, można powiedzieć, że jest na świecie niewiele miejsc, gdzie jeszcze nie koncertował. – Zanim zacząłem śpiewać w chórze, nie byłem nigdy za granicą, a teraz tych wyjazdów mam za sobą kilka. Pamiętam, jak wracaliśmy po koncertach do kraju i przekroczyliśmy granicę polsko-niemiecką. Był środek nocy i nagle ktoś zaczął nucić poloneza „Powrót do Ojczyzny”, wszyscy podchwycili melodię, rozbudzili się i śpiewali. To było niezapomniane wrażenie, jak za pomocą muzyki można spontanicznie wyrazić tyle uczuć – wspomina Krzysztof. Wiele wspomnień wywołujących wzruszenie ma także pan Zdzisław, który śpiewał z chórem KUL na Pasterce w Watykanie. Był rok 1986 i po raz pierwszy w Polsce transmitowano Pasterkę z Watykanu. – Nie dość, że byliśmy tak blisko Jana Pawła II, to jeszcze wiedzieliśmy, że w telewizorach oglądają nas tysiące rodaków. Potem jeszcze wielokrotnie śpiewaliśmy dla papieża i spotykaliśmy się z nim – wspomina. Chórzyści mają często możliwość wejścia do miejsc niedostępnych dla przeciętnego turysty, spotkania z ważnymi osobistościami, bycia świadkiem wielkich wydarzeń.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama