Nowy numer 42/2020 Archiwum

Nie jestem kurą domową

Książki czyta zazwyczaj między drugą a czwartą nad ranem. Jest żoną, mamą czwórki dzieci, zaangażowała się w działalność społeczną, z mężem należy do domowego kościoła, organizuje spotkania weekendowe dla kobiet. Dzięki niej w Lublinie odbywa się wyścig kaczek.

Czasami ciężko jest jej pogodzić wszystkie obowiązki, zwłaszcza, gdy zbliża się wyścig kaczek.

- Dużym wsparciem są rodzice, którzy pomagają w opiece nad dziećmi. Także mój mąż Darek wiele mi pomaga, choć jest zajętym człowiekiem, bo prowadzi dwie restauracje. W życiu ustawiliśmy sobie pewne priorytety. Mamy priorytet Boga, rodziny i pracy. To wszystko daje mi możliwość działania, realizacji własnych celów. Choć jak sobie przypominam - nigdy nie byłam kurą domową. Zawsze ciągnęło mnie do różnych zajęć i aktywności społecznej. Wysłaliśmy dzieci do niepublicznej placówki prowadzonej przez fundację „Skrzydła dla Edukacji”. Zauważyłam wtedy, że jest mnóstwo potrzeb w tej organizacji i zaczęłam się tam angażować - mówi Katarzyna Klimek.

Inspiracją dla jej aktywności był fragment Ewangelii. - „Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”. Tę obfitość rozumiem szeroko. Chrystus nie miał na myśli pełnego brzucha, ale szczęście człowieka, w różnych wymiarach, poprzez dawanie się innym - tłumaczy.

Jednak nie wszyscy rozumieją jej zaangażowanie w życie wiary i Kościoła. - Osoby, które nie rozumieją mojego związku z Bogiem – nie robią tego specjalnie. Nie miały po prostu okazji się przekonać, jak to jest naprawdę - mówi K. Klimek. Twierdzi, że znakiem autentycznej wiary jest jej dom i rodzina. - Jest nas dużo, mamy swoje temperamenty i myślę, że to widać i słychać. Nasz dom jest bardzo otwarty, przewija się przez niego mnóstwo osób, mamy wielu znajomych. Jestem zwolenniczką nauki dzieci aktywności społecznej i przekonywania na własnym przykładzie, że bycie chrześcijaninem nie ogranicza, wręcz odwrotnie. Nie jest prawdą, że wierząca kobieta, katoliczka - cały dzień odmawia różaniec. Modlitwa jest ważna, ale nie można nią zastąpić wszystkiego. Pokazujemy, że przedłużeniem modlitwy jest aktywność - wyjaśnia.

A wyścig kaczek zrodził się dość spontanicznie w głowie Katarzyny Klimek. - Chciałam zorganizować coś, co pomoże dofinansować kolonie dzieciom z rodzin wielodzietnych. Pomysł wyścigu kaczek, przywiózł z Londynu ojciec jednego z uczniów. Gdy zobaczyłam jak to wygląda to postanowiłam wyścig zaszczepić w Lublinie. To fantastyczna impreza: pomaga dzieciom, pozwala angażować się społeczności i daje frajdę. Nie ma drugiego takiego wydarzenia. Każdy może zgłosić swoją kaczkę do wyścigu, wystarczy ją kupić - to swoista cegiełka - tłumaczy K. Klimek.

22 maja w Parku Ludowym odbędzie się już trzeci wyścig kaczek w Lublinie. Gumowe kaczki popłyną Bystrzycą. To wydarzenie rodzinne, gromadzi tysiące osób, ale wymaga ogromu pracy i przygotowań. - Głównym organizatorem są „Skrzydła dla Edukacji”, ale wspierają nas organizacje partnerskie, bez których nie bylibyśmy w stanie wszystkiego przygotować. Mam na myśli:  katolickie stowarzyszenie „Agape”, KSM i księży Sercanów. W tych placówkach można też kupić i zgłosić do wyścigu kaczkę. Oczywiście potrzebujemy do współpracy wolontariuszy i liczymy na ich obecność i wsparcie - podsumowuje.W kolejnym wyścigu kaczek w Lublinie wystartuje kilka a może nawet kilkanaście tysięcy kaczek. Więcej informacji na stronie www.wyscigkaczek.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama