Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wychodzenie na prostą

Niejeden z nich został doświadczony przez życie bardziej niż wielu dorosłych. Mimo to są dziś radosnymi, pełnymi pasji ludźmi. W dużej mierze dzięki sportowi lub innym zainteresowaniom.

Dawid gra w piłkę nożną, Czarek też uprawia sport, drugi Dawid od kilku lat pasjonuje się obronnością kraju, Karolina jeździ konno. W wolnych chwilach zajmują się teatrem lub kręcą amatorskie filmy historyczne. Łączy ich obecne miejsce zamieszkania – dom dziecka w Lublinie.

– Pokazując pasje naszych wychowanków, chcemy złamać stereotyp, że jak ktoś jest z domu dziecka, to będzie chuliganem, złodziejem czy przestępcą. To bardzo nieprawdziwe opinie – podkreśla Sławomir Piotrowski, dyrektor Domu Dziecka nr 2.

Każdy z podopiecznych ma za sobą trudne dzieciństwo, a pierwotne środowisko rodzinne często nie sprzyjało kształtowaniu postaw odpowiedzialności czy rozwoju zainteresowań.

– Kiedy dzieci do nas trafiają, potrzebują czasu na odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Z czasem, dzięki pracy zespołu wychowawców, psychologów, rodzin zaprzyjaźnionych, a także nierzadko rodziców, zaczynają rozumieć, że życie może wyglądać inaczej niż dotychczas. Nieocenioną pomocą w tym procesie jest rozwijanie zainteresowań naszych podopiecznych – podkreśla dyrektor.

Dawid gra w piłkę, odkąd pamięta. – Chyba zanim nauczyłem się chodzić, już bawiłem się piłką. Potem grałem z chłopakami na podwórku, aż wreszcie trafiłem do prawdziwego klubu sportowego. To wtedy zacząłem myśleć o piłce poważnie – opowiada.

Granie w klubie wiązało się z niemal codziennymi treningami. To uczyło dyscypliny, a że trzeba było pogodzić to jakoś ze szkołą, konieczna była taka organizacja pracy, by ani nauka, ani sport nie ucierpiały. Sukcesy odnoszone na boisku pokazały Dawidowi, że wcale nie jest taki do niczego, jak zdarzało się mu myśleć. To z kolei zaczęło się przekładać na inne dziedziny, gdzie okazało się, że także można odnosić sukcesy. Dziś Dawid gra w klubie Lublinianka, uczy się w liceum, zamierza studiować na AWF.

Czarek boksuje. Zaczął dwa lata temu, trochę bez przekonania – tak, żeby spróbować. Szybko okazało się, że na codzienne treningi czeka z niecierpliwością.

– Mam trzech braci i różnie w naszym życiu bywało. Popalaliśmy papieroski, uciekaliśmy ze szkoły, biliśmy się. Odkąd zacząłem uprawiać boksing, tam wyładowuję swoją agresję, o używkach nie ma mowy, a i ze szkołą jest dużo lepiej. Gdybym szkołę odpuścił, trener pewnie wyrzuciłby mnie z zajęć – przyznaje Czarek.

Drugi Dawid studiuje na KUL bezpieczeństwo narodowe. To jego pasja, odkąd w gimnazjum pierwszy raz usłyszał o tym, jakie ważne zadania mają policjanci i żołnierze.

– Wybrałem liceum policyjne. W tamtym czasie oglądałem także „Czas honoru” i dużo uczyłem się historii. Jakoś tak to wszystko się zbiegło, że obudziły się we mnie wielkie pokłady patriotyzmu. Potem wybuchła wojna na Ukrainie, tuż za naszą granicą. Pomyślałem, że chciałbym robić coś, co uczyni nasz kraj bezpiecznym, stąd moje studia – mówi Dawid.

Pasje podopiecznych wspierają wychowawcy. – Zdarza się, że dzięki nim kolejne z dzieci chcą uprawiać jakiś sport lub rozwijać szczególne zainteresowania. Każdy, kto znalazł swoją pasję, porzuca złe nawyki. Jesteśmy dumni z naszych podopiecznych – podkreślają pracownicy Domu Dziecka nr 2.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama