GN 32/2018 Archiwum

Bycie uchodźcą to krok desperacji

Kiedy wspomina, jak było 10 lat temu, sama się sobie dziwi, że dała radę. Miała 41 lat, była wdową, miała czterech synów na utrzymaniu. Swoje i ich życie niosła na plecach. Każdy z uchodźców mieszkających w Lublinie ma swoją trudną historię.

Sama już nie wiem, co było gorsze, jak leciały bomby czy jak ostrzeliwali nas Rosjanie. Strach podchodził do gardła. Żebym tylko mogła bać się o własne życie, to może jeszcze jakoś bym to zniosła, ale bałam się przede wszystkim o moich czterech synów i męża. Najstarszy z chłopców miał 12 lat, najmłodszy 4. Znalazł się on w grupie dzieci uprowadzonych przez Rosjan. Trzymali ich w lesie w jakichś norach. Kiedy nasi odbili dzieci, mój syn nie był sobą. Zachowywał się jak zwierzątko, wszystkiego się bał. Myślę, że nigdy już nie będzie beztroski, choć od tamtej pory minęło ponad 10 lat – opowiada Lida Khamzatowa z Czeczenii.

Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma