Nowy numer 48/2020 Archiwum

Przede wszystkim ojciec

Jacek Brzeziński, aktor Teatru Provisorium i wykładowca języka polskiego na UMCS, mówi o roli i znaczeniu Abrahama we współczesnej kulturze oraz o własnym doświadczeniu ojcostwa.

Ks. Rafał Pastwa: Zostałeś poproszony, aby zagrać rolę ojca naszej wiary w spektaklu na Arenie Młodych, podczas głównych obchodów ŚDM w naszej archidiecezji. Jak do tego doszło?

Jacek Brzeziński: Główni producenci przedstawienia znają mnie od dawna. Ks. Mariusz Lach z Teatru ITP i Marcin Wąsowski z kabaretu Świerszczychrząszcz zaproponowali mi tę rolę, a ja przyjąłem z wdzięcznością. Tak, bo jestem wdzięczny, że moje uczestnictwo w życiu teatralnym przekłada się również na takie wyjątkowe wydarzenie religijne. A poza tym zawsze sobie ceniłem twórczość Teatru ITP, jego wizyjność i plastyczność.

No ale jak twórcy widowiska o Abrahamie wpadli na pomysł, żeby zatrudnić łysego aktora Teatru Provisorium?

Sam ich zapytałem o to, jak mam być Abrahamem, skoro nie mam nie tylko długiej brody, ale i włosów – bo taki jest stereotyp, że ojciec narodów jest zarośnięty. Miałbym inne typy do obsadzenia tej roli. Ale reżyserzy powiedzieli mi, że wygrałem casting właśnie dzięki temu, że jestem łysy. Jestem raczej przedstawicielem pokolenia zstępującego, choć niedawno widziałem spektakl w teatrze Osterwy, gdzie występował aktor osiemdziesięciopięcioletni.

Jesteś profesjonalistą, więc rolę patriarchy Abrahama potraktowałeś zdecydowanie poważnie…

Rola i całe zdarzenie należą do nietypowych. W sztukach teatralnych zazwyczaj gram na małej odległości w stosunku do widza, na małym dystansie. Uruchamiam swoją mimikę i gesty. To wszystko jest niezwykle ważne dla całości przedsięwzięcia. Tym razem moja osoba w przestrzeni Areny Lublin to tylko rzeczywistość mikroskopijna. Moja postać, jak również postać towarzyszącej mi Sary to uczestnictwo w dynamice scenicznej zgodnie z założeniami scenariusza.

Abraham jest ważny dla Żydów, chrześcijan i muzułmanów. Jako aktor i człowiek wielkiej wrażliwości z pewnością zastanawiałeś się nad różnymi odniesieniami do ojca narodów w sztuce współczesnej

W naszych poszukiwaniach w ramach Teatru Provisorium od kilkunastu lat Abraham w różny sposób nam towarzyszy. To postać wyjątkowa, kluczowa dla religii i kultury. Okazuje się, że żądanie ofiary z Izaaka przez Boga budzi w wielu ludziach głęboki protest. Oczywiście są różne interpretacje tego wydarzenia. Istnieje tłumaczenie kulturowe, według którego Bóg powstrzymuje Abrahama przed zabiciem Izaaka, żeby pokazać, że On jest Bogiem, który nie chce ofiar z ludzi. Natomiast według interpretacji religijnej, której mnie uczono i w domu, i na katechezie, jest to próba miłości. Ta scena budzi zastanowienie, bo z perspektywy Nowego Testamentu wiemy, że w parze z miłością do Boga musi iść miłość do człowieka.

Sam jesteś ojcem. Masz dwie córki i syna. Rzeczywiście relacja z synem jest inna, wyjątkowa?

Myślę, że nic nowego nie powiem ponad to, że ojciec ma bliższe relacje uczuciowe z córkami. Natomiast z synem jest to relacja bardziej racjonalna, w synu pokłada się nadzieje kontynuowania tego, co najlepsze, realizowania tradycji domu ojca i wartości. Syn jest twardym potwierdzeniem przekazania tego, co najlepsze.

Trudno jest być ojcem dla syna?

Nie jest łatwo. Z doświadczenia osobistego mogę powiedzieć, że córki łatwiej respektują i przyjmują to, co się im ofiaruje i przekazuje. Syn jest bardziej oporny, szuka na własną rękę, chce iść swoją własną drogą. To niekiedy prowadzi do konfliktu, kłótni, zagniewania się. Ale trzeba uszanować ten bunt, trzeba uszanować chęć wyboru własnej drogi, a syn musi wiedzieć, że ojciec stoi za nim murem. Syn musi wiedzieć, że ojciec szanuje go i kocha, nawet wtedy, gdy ten popełnia błędy. Mam takie doświadczenie, że trudne relacje na etapie dojrzewania syna nabrały zupełnie nowego wymiaru w momencie, gdy powiedziałem synowi: „Bez względu na to, co byś zrobił i jak by cię ludzie oceniali – ja za tobą zawsze będę stał murem”. Nie przełożyło się to od razu na reakcję bezpośrednią, ale było widać z biegiem czasu, jak ta relacja się zmienia, dojrzewa. Po dwóch latach usłyszeliśmy z żoną podobne zapewnienie z jego strony.

Abraham miał dwóch synów. Według interpretacji niektórych rabinów, obu kochał wyjątkowo mocno. Czy dostrzegasz w literaturze próby zrozumienia tej relacji lub jej kontynuację?

Motyw Abrahama w literaturze jest dość powszechny. Nie bezpośrednio, ale wyraźnie w „Braciach Karamazow” Fiodora Dostojewskiego. Stary Karamazow jest szalony, jest kanalią, podważa istnienie Boga. Przepytuje swoich synów na okoliczność istnienia Stwórcy. Ale konkluzja tej powieści jest taka, że nawet gdyby Boga nie było, to należałoby Go wymyślić, bo bez Niego nie powstałaby ani kultura, ani cywilizacja. Bardzo mocny obraz ojca i syna, w formie nieco wykrzywionej, jak to u Gombrowicza, mamy w „Transatlantyku”. Ojciec próbuje narzucić synowi szczegółową drogę postępowania w życiu. Cudak Gonzalo reprezentuje nowe spojrzenie i chce, aby dział się porządek synów, a nie ojców. Ten problem przekłada się z kolei na kwestię rozumienia ojczyzny, tradycji i wartości.

Abraham był już stary, gdy opuścił ojca, tradycję, majątek i poszedł w kierunku krainy, którą wskazał mu Bóg. Czy wraz z wiekiem łatwiej jest ufać Bogu?

W moim przekonaniu działają zawsze dwie sprzeczne siły w człowieku. Jedna go pcha w kierunku uporządkowania życia, sortowania rzeczy ważnych i mniej ważnych, dobrych i złych. Jest też skłonność do tego, by się buntować wobec niektórych sytuacji lub zdarzeń. Natomiast doświadczenie uczy po wielekroć – zwłaszcza te momenty, kiedy zawierzamy Bogu trudne sytuacje i chwile – że On znajduje rozwiązanie, na które byśmy sami nigdy nie wpadli, że On znajduje najprostsze rozwiązania, że pozwala nam zachować godność.

Są też tacy ojcowie i takie matki, którzy musieli przeżyć śmierć swojego dziecka. To ból, którego nie da się zapomnieć…

Utrata dziecka jest zdecydowanie końcem świata dla wielu rodziców. Nie wszyscy mają siłę, by nie złorzeczyć Bogu w takich chwilach. Myślę, że ból i cierpienie przysłaniają całą hierarchię rzeczy. Natomiast powinniśmy żyć ze świadomością, że dzieci, które rodzą się w naszych rodzinach, nie są naszą własnością, są nam dane tylko w depozyt.

Jakie widzisz szczególne przesłanie osoby i historii Abrahama dla współczesnej kultury?

Abraham to ojciec. Przede wszystkim ojciec. Tamta historia nie jest legendą, którą można odłożyć na półkę. Należy dziś odnowić znaczenie i rolę ojca w rodzinie.

Bywają różni ojcowie…

Niestety. Przy tym pokutuje tradycja społeczeństwa patriarchalnego, gdzie ojciec rządził twardą ręką i wydawał polecenia, zarabiał na chleb i tyle. Ale przez wieki mamy do czynienia z zaburzoną realizacją powołania do ojcostwa. Ojciec musi być kimś więcej niż tylko mężczyzną stojącym w cieniu matki dziecka. Swój autorytet powinien budować na miłości i na obecności. Nie oznacza to, że nie powinien być karcący lub wymagający.

Co powiedziałbyś tym młodym ludziom, którzy przeżywają Światowe Dni Młodzieży, a nie mają dobrych relacji ze swoimi ojcami?

Zawsze trzeba mieć poczucie wdzięczności i szacunku, bo nikt z nas nie byłby tym, kim jest, bez ojca i matki. Warto być przyzwoitym człowiekiem, warto również być przyzwoitym ojcem, synem, córką. Abraham jest człowiekiem pokory, jest człowiekiem wiary, jest otwarty na innych, przyjmuje w gościnę nieznajomych. Bycie przyzwoitym to rezygnacja z tego, co nie daje szczęścia moim bliskim. Żeby być w przyszłości dobrym ojcem lub matką, trzeba uczyć się tej przyzwoitości każdego dnia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama