Nowy numer 49/2020 Archiwum

Sztuka ranienia bliźniego

„Dopóki w naszym kraju przydrożny krzyż pozostanie nadal znakiem wiary, religijnego zamyślenia lub znakiem pamięci po ofiarach katastrof – nie dajmy się oszukać nudnymi bzdurami o nieograniczonej wolności twórczej”. prof. Stanisław Rodziński, II KKCh 2004

Raz na jakiś czas jesteśmy w Polsce świadkami nadrabiania braku talentu przez niektórych artystów poprzez technikę wywoływania skandalu. Przed dziesiątkami lat domalowywanie wąsów na obliczu Giocondy było wyrazem sprzeciwu wobec nienaruszalnej artystycznej hierarchii wartości.

Nikogo to nie raniło chociażby z tego powodu, że spór o tożsamość modelki trwa do dzisiejszego dnia i nie wiadomo do końca, czy osoba na obrazie to rzeczywiście żona florenckiego kupca Giocondo. Chęć wywoływania skandali przez niektórych współczesnych artystów sprowadza się do łatwizny polegającej na uderzeniu w uczucia religijne osób, których jedyną obroną jest modlitwa różańcowa i pikieta przed gmachem teatru lub galerii. Taki artysta-skandalista pytany, co chciał wyrazić przez swoją prowokację, najczęściej kluczy wokół jakiejś bliżej niesprecyzowanej „nieograniczonej wolności twórczej”. Prof. Stanisław Rodziński, malarz, były rektor i profesor ASP w Krakowie, w czasie II KKCh przypomniał, że nie można ranienia uczuć religijnych innych osób uzasadniać prawem do wolności sztuki. Żadna wolność nie jest absolutna. Napotyka bowiem granicę w postaci obowiązku poszanowania wrażliwości i intymności drugiego człowieka. Artysta profanujący krzyż i wyśmiewający wiarę staje się w sumieniu winien łez tych ludzi, którzy klęcząc przed krzyżem, przeżywają dramat choroby swojej lub najbliższych lub stawiają ten znak na drodze, gdzie w wypadku stracili kogoś, kogo kochali. Prawdziwemu artyście nie zabraknie wyobraźni i wrażliwości

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama