Nowy numer 49/2020 Archiwum

Pojechał rowerem na Syberię i nie wrócił

O wyprawie rowerowej, która zajęła 85 dni, wysokiej trawie koło kościoła i zesłańcach na Syberię opowiada ks. Dariusz Stańczyk, który przyjechał do Dąbrowicy z młodzieżą pielgrzymującą na ŚDM z Tobolska.

Agnieszka Gieroba: Przez wiele lat pracował Ksiądz we Włoszech i na Litwie. Jak to się stało, że znalazł się Ksiądz w Tobolsku?

Ks. Dariusz Stańczyk: Pojechałem tam na rowerze. Najpierw dostałem rower od Jana Pawła II. Ktoś dał go papieżowi podczas jednej z audiencji i kiedy go odwiedziłem i rozmawialiśmy o duszpasterzowaniu na Litwie, wyszło jakoś, że jeżdżę na rowerze, motorze, że opiekuję się trochę duszpastersko motocyklistami w Rosji. Wówczas papież podarował mi rower, bym dobrze go wykorzystał, a może i wyruszył taką drogą, którą Pan Bóg mi wyznaczy.

To była droga do Tobolska?

Wówczas nie wiedziałem, że ta właśnie droga zmieni moje życie. Po kanonizacji Jana Pawła II przyszedł mi do głowy pomysł, by wyruszyć na rowerze szlakiem polskich zesłańców do Tobolska. Chciałem w ten sposób podziękować za kanonizację papieża Polaka i uczcić bł. Rafała Kalinowskiego, który 150 lat wcześniej właśnie drogą z Wilna do Tobolska udał się na zesłanie.

Dlaczego akurat wybrał Ksiądz Tobolsk, a nie jakieś inne miejsce zesłańców na Syberii?

Na przełomie XIX i XX wieku liczba polskich zesłańców mieszkających w Tobolsku na Syberii wahała się od 5 do 9 tys. Wywożono ich tam masowo zarówno po powstaniu listopadowym, jak i styczniowym oraz później, kiedy rosyjskiej władzy nie podobał się któryś z naszych rodaków. Jechali w nieznane, by z obcej ziemi zrobić namiastkę ojczyzny. Wszyscy, którzy usłyszeli wyrok zesłania, jechali najpierw do Tobolska. To była taka stacja przeładunkowa zesłańców, miejsce, przez które każdy zesłaniec musiał przejść. To Polacy w 1907 roku wybudowali w Tobolsku kościół. Jego proboszczem i duszpasterzem tamtejszych wiernych został ksiądz z diecezji lubelskiej – Wincenty Przesmycki.

Od tamtej pory w Tobolsku była polska parafia?

Niestety nie. W 1937 roku bolszewicy wymordowali tysiące ludzi wierzących określanych mianem wroga narodu. Kościół zamknięto, z czasem zburzono jego wieże i przerobiono go na magazyn i jadłodajnię. Katolikom zwrócono go w 1993 roku. Był zrujnowany, nienadający się do użytku. Pan Bóg miał jednak inny plan. Znalazła się polska firma z Krakowa, która realizując w Tobolsku swoje inwestycje, postanowiła pomóc w odbudowie tego kościoła. Dzięki pomocy wielu ludzi w 2000 roku kościół rekonsekrowano. Nie było tam jednak księdza na stałe.

I wtedy na rowerze dotarł tam ks. Dariusz Stańczyk…

Można tak to uprościć. Dojechałem do Tobolska, a tam zastałem kościół zamknięty i opuszczony. Wokół trawa sięgała niemal do pasa, walały się śmieci. Widać było, że to miejsce opuszczone i rzadko ktoś tu zagląda. To wtedy przyszła mi do głowy myśl, że Pan Bóg prowadził mnie przez 85 dni na rowerze, bym zajął się tym miejscem. Zacząłem załatwiać wszystkie formalności, by znów w Tobolsku była parafia. Do tej pory przyjeżdżał tam czasami ksiądz z Nowosybirska, ale ja chciałem zostać tam na stałe. Udało się.

Tak zwyczajnie pozwolono Księdzu tam zostać?

Z tym wiąże się nieco inna historia. Jestem kapelanem rajdu katyńskiego, czyli wyprawy motocyklistów z różnych krajów szlakiem zbrodni katyńskiej. Jadą w nim Polacy, Ukraińcy, Rosjanie, różni ludzie. Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński jest ważnym nośnikiem pamięci. Kilka motocykli jadących razem zwraca na ogół uwagę; jeśli jedzie kilkadziesiąt maszyn z biało-czerwonymi chorągiewkami, to robi wrażenie. Trasa wiedzie przez Polskę, Rosję, na Białoruś i Ukrainę. No i wtedy do Polski nie wpuszczono rosyjskich motocyklistów. Zwrócili się do mnie z prośbą o pomoc. Pojechałem, interweniowałem u władz Polski. Rosyjskie media to podchwyciły, pokazały, że polski ksiądz broni rosyjskich motocyklistów. Tym sposobem stałem się w Rosji bardzo popularny. Tak bardzo, że w Tobolsku o mnie słyszano. Dowiedziałem się, że gdzieś z góry merostwo w Tobolsku dostało „prikaz”, by Stańczykowi pomóc, w czym się da. Było mi więc łatwiej.

Zatem parafia w Tobolsku odżyła?

Stawiamy pierwsze kroki. Kościół jest otwarty, trawa wykoszona. Zacząłem organizować koncerty, na które przychodzą ludzie w różnym wieku i różnego wyznania. Czasem ktoś chce porozmawiać, o coś zapytać. Tak rodzi się duszpasterstwo. Na razie stałych parafian mam około 15. Połowa z nich przyjechała ze mną na Światowe Dni Młodzieży do Polski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama