Nowy numer 48/2020 Archiwum

Bezsenność do końca życia

22 lipca 1944 roku Niemcy przeprowadzili ostatnią i największą egzekucję na więźniach lubelskiego zamku. W ciągu dwóch godzin zamordowano ponad 300 osób.

Masakra więźniów została wstrzymana z chwilą otrzymania przez władze więzienne polecenia o natychmiastowym opuszczeniu Lublina. Gestapowcy wraz z naczelnikiem więzienia, niemiecką załogą oraz grupą około 200 więźniów Niemców opuścili zamek. Po tej ucieczce polscy strażnicy otworzyli cele i więzienie opuściło około 1000 osadzonych. Mieszkańcy weszli na zamek, poszukując swoich bliskich i udzielając pomocy rannym.

– Co roku chcemy upamiętniać to tragiczne wydarzenie – mówi Barbara Oratowska z Muzeum Lubelskiego. – Jednak tegoroczne obchody są wyjątkowe, ponieważ wiążą się z wydaną przez Muzeum Lubelskie książką ze wspomnieniami naocznego świadka mordu Czesława Górniewicza. Dotację na wydanie tej publikacji otrzymaliśmy z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Czesław Górniewicz pisanie wspomnień ukończył pod koniec 1983 r., jednak jego śmierć w 1984 r. odsunęła w czasie starania o wydanie książki. W 1987 r. mieszkające we Francji dzieci Górniewicza złożyły pełnomocnictwo w Wydawnictwie Lubelskim, ale z niewiadomych przyczyn książka się nie ukazała. – Dwa lata temu córka Czesława Górniewicza Bożena Górniewicz-Roy, przyjechała z Francji i odwiedziła Muzeum Martyrologii pod Zegarem – wspomina Barbara Oratowska. – Pokazała nam maszynopis wspomnień ojca. Postanowiliśmy zdobyć pieniądze na ich wydanie i chcieliśmy, by publikacja ukazała się 22 lipca – w rocznicę likwidacji więzienia. Dziś świętujemy ukoronowanie naszych starań. – Ojciec przez lata żył trudnymi wspomnieniami z czasów okupacji – mówi Bożena Górniewicz-Roy. – W czasie emerytury przelał je na papier. Opisał swoje aresztowanie w Zamościu. Zatrzymano go wraz z ojcem – weterynarzem i dwoma braćmi. Został przewieziony na lubelski zamek 12 czerwca 1942 r. Tata opisał uratowanie przed wywozem do Oświęcimia, które zawdzięczał ojcu. Eugeniusz Górniewicz, który jest główną postacią tych wspomnień, wyleczył konia komendanta więzienia. Najwięcej miejsca jednak autor poświęcił na szczegółowy opis ostatnich trzech dni funkcjonowania więzienia na zamku oraz masakry ponad 300 osób. Po tych wydarzeniach ojciec, który w tym czasie miał niespełna 20 lat, już do końca życia nie zasnął bez środków nasennych. Swoją książkę poświęcił bratu Wiesławowi, więźniowi obozu na Majdanku, przyjaciołom i kolegom, którzy nie dożyli wolności – opowiada, nie kryjąc wzruszenia, córka byłego więzienia lubelskiego zamku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama