Nowy numer 49/2020 Archiwum

Jak rozśmieszyć Pana Boga?

– Myślałam, że rekolekcje nie są dla mnie. Zasypiałam na konferencjach, modlitwa mi nie wychodziła. Któregoś wieczoru schyliłam się, by podnieść jakąś zabawkę dziecka – i tak zostałam. Jedyna pozycja, która nie sprawiała mi bólu, to klęczenie. Tak Pan Bóg mnie przemienił – mówi Jola.

Tylko w jednym turnusie oazowych rekolekcji w diecezji lubelskiej uczestniczy ponad 400 osób. Turnusy w te wakacje są dwa, w niektórych diecezjach trzy. W Polsce oznacza to kilka tysięcy ludzi, którzy decydują się poświęcić dwa tygodnie wakacji na spotkanie z Panem Bogiem. Dla niektórych to cały urlop, jaki mogą wziąć latem.

– To nie jest zwyczajne spotkanie, nawet jeśli rekolekcje wydają się nam trudne, a my sami mamy ochotę uciec. Decyzja o poświęceniu Panu Bogu tego czasu jest zawsze dobra, choć najczęściej owoce nie są widoczne od razu – mówi ks. Piotr Drozd, moderator Ruchu Światło–Życie archidiecezji lubelskiej. Jak bardzo Pan Bóg działa, widać najlepiej w trzynastym dniu rekolekcji, kiedy odbywa się dzień wspólnoty. To spotkanie wszystkich, którzy na terenie danej diecezji przeżywają rekolekcje oazowe. Ludzie dzielą się świadectwem, opowiadają o swoich doświadczeniach. – Bardzo często jest wiele przeszkód, które chcą nam uniemożliwić wyjazd na rekolekcje. Pojawiają się kłopoty z urlopem, pieniędzmi, zdrowiem, następują jakieś zdarzenia losowe, które próbują nas powstrzymać. Na szczęście Pan Bóg to jakoś tak prowadzi, że mimo wszystkich niedogodności wyjazd na rekolekcje jest możliwy – podkreślają uczestnicy oaz.

O zgiętym karku

Każdy z nich ma swoją historię życia i spotkania z Jezusem. Każda jest niesamowita, bo dotyka ludzkiego serca, porusza je i przemienia. Jedno ze świadectw podczas dnia wspólnoty dawała Jola, która na rekolekcje Domowego Kościoła Ruchu Światło–Życie przyjechała z mężem i dwojgiem dzieci. – Przyznaję, że przez pierwszy tydzień miałam przekonanie, że decyzja o rekolekcjach była błędem. Chciało mi się ciągle spać, nie mogłam wysiedzieć ani na konferencjach, ani na modlitwie. Czułam się zmęczona i najchętniej wróciłabym do domu. Codziennie otrzymywaliśmy do rozważenia dużo tekstów biblijnych opowiadających o wyprowadzeniu Izraela z niewoli. Każdy odnosił to do swego życia, próbował się wyzwalać z jakichś swoich słabości. Mnie wydawało się, że Pan Bóg nie ma mi nic do powiedzenia na ten czas. Kiedy nadszedł na rekolekcjach dzień spowiedzi, drgnęło moje serce. Usłyszałam od spowiednika, żebym nie rozśmieszała Pana Boga, wmawiając sobie i Jemu, że wiem najlepiej, czego mi potrzeba. To dało mi do myślenia. Może ja nie chcę usłyszeć prawdy o sobie? Wieczorem przed modlitwą schyliłam się, by podnieść jakąś zabawkę dziecka – i tak zostałam. Klęczałam podczas wieczornej konferencji i modlitwy, podczas której modliliśmy się psalmami. W jednym z nich był wers, że Pan Bóg zgina grzesznika do ziemi, by go uwolnić i na wolność wyprowadzić. To było dosłownie o mnie. Tak Pan Bóg mnie przemienił. Inaczej spojrzałam na wiele spraw, swoje życie, małżeństwo, dzieci. Kolejny raz doświadczyłam, że rekolekcje nigdy nie są czasem zmarnowanym – opowiada Jola.

Dla świętego spokoju

O swoim spotkaniu z Panem Bogiem na rekolekcjach opowiadał też 13-letni Kuba. – W moim domu o Panu Bogu mówiło się zawsze dużo. Często myślałem, że za dużo, że rodzice przesadzają, modląc się z nami codziennie, pilnując, byśmy chodzili do spowiedzi i w ogóle do kościoła. Wkurzałem się strasznie. Mówiłem mamie, że mi się nie chce iść do kościoła, a ona zawsze odpowiadała: „Nie pytam, czy ci się chce, informuję tylko, że masz być gotowy, bo zaraz wychodzimy”. Uważałem, że tego Pana Boga jest za dużo, dlatego w szkole i na podwórku chętnie kumplowałem się z takimi chłopakami, którzy do kościoła nie chodzili zbyt często i u których w domu tyle o wierze się nie mówiło. Na oazę pojechałem dla świętego spokoju. Myślałem, że będę tu umierał z nudów, a tymczasem okazało się, że poznałem wspaniałych przyjaciół, zobaczyłem, że życie z Panem Bogiem to wielka frajda i nie ma ani chwili nudy. O tym, co myślałem wcześniej, porozmawiałem z księdzem i po tej rozmowie postanowiłem napisać list do rodziców, dziękując im za to, że pokazali mi Pana Boga i że jest On taki ważny w naszej rodzinie – dawał świadectwo Kuba.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama