Nowy numer 47/2020 Archiwum

Życie jest piękne

Znana na całym świecie obrończyni życia osób nienarodzonych odwiedziła Lublin. Uczestniczyła we Mszy św. i spotkaniu z wiernymi w parafii Nawrócenia św. Pawła.

Obecność Mary Wagner w Polsce była związana ze spotkaniem młodzieży z papieżem Franciszkiem w Krakowie. Mary Wagner wyszła z więzienia 25 kwietnia tego roku. Odsiadywała kolejny wyrok za to, że swoją obecnością „utrudniała prowadzenie działalności gospodarczej klinikom aborcyjnym” w Kanadzie. Na zaproszenie ks. Mirosława Matusznego, proboszcza parafii przy ul. Bernardyńskiej 5 w Lublinie znana obrończyni życia osób nienarodzonych spotkała się ze wspólnotą parafialną i gośćmi, którzy przyszli na spotkanie do kościoła Nawrócenia św. Pawła.

Cena życia

Jest obrończynią życia, a raczej jego promotorką – bo tak została wychowana i ukształtowana w domu rodzinnym. I nie chodzi jedynie o słowa, noszenie transparentów czy wznoszenie haseł. Wielokrotnie, wraz z członkami swojej rodziny pomagała nieletnim i samotnym ciężarnym kobietom, które myślały o dokonaniu aborcji. A w sercu nosi sprzeciw wobec prawa, które w Kanadzie nie chroni nienarodzonych w żadnym stopniu. – Spędziłam w więzieniu łącznie cztery i pół roku. Byłam aresztowana za sprzeciw wobec aborcji, która w Kanadzie wykonywana jest na żądanie. W 1988 r. aborcję wyrzucono w naszym kraju z kodeksu karnego, a przecież jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku aborcję traktowano u nas jako zabójstwo. Nie ma we mnie zgody na zabijanie nienarodzonych osób. Mogę siedzieć cicho, ale modlitwa skłania mnie do konkretnych postaw. Decydowałam się, by przychodzić do klinik aborcyjnych i rozmawiać z kobietami. Mówiłam o dramacie i złu aborcji. O cierpieniu dzieci i niesprawiedliwości, jaka dotyka nienarodzonych. Zdarzało się, że kobiety po wysłuchaniu moich słów opuszczały klinikę aborcyjną tuż przed udaniem się na aborcję – opowiada.

Siła ideologii

– Moje działania sąd uznał za utrudnianie działalności gospodarczej klinik i jako niezgodne z prawem Kanady dotyczącym aborcji. Pamiętam, gdy po raz pierwszy wezwano policję. Policjant okazał się katolikiem, wyprowadził mnie grzecznie i prosił, bym uważała. Była to bardzo trudna sytuacja, płakał. Modliliśmy się wspólnie. To było bardzo trudne dla niego, musiał robić to, co do niego należało, mimo sprzeciwu wobec praktyk aborcyjnych – wspomina. Mary Wagner pochodzi z rodziny czechosłowackich emigrantów, którzy uciekli za ocean w związku z dość wysokim poparciem dla idei głoszonych przez Hitlera w społeczeństwie czechosłowackim. Choć Mary ma liczne rodzeństwo, jej rodzice adoptowali jeszcze pięcioro dzieci. Wielokrotnie ojciec z matką pomagali młodym kobietom, które znalazły się w dramatycznej sytuacji. – Być po stronie życia to być miłośnikiem życia. Potrzebna jest nasza jasna i zdecydowana postawa, ale też konkretna pomoc i bliskość z tymi, którzy potrzebują pomocy – podkreśla Kanadyjka. – Podczas jednej z rozpraw w sądzie lekarz, który okazał się osobą niewierzącą, wyjaśniał sądowi, że życie człowieka zaczyna się w momencie powstania zygoty, a nie na późniejszym etapie, czy, jak chcą niektórzy, w momencie narodzenia. Jednak taka argumentacja medyka nie przekonała nikogo. To jest ideologia, która kojarzy się bezpośrednio z dramatem okresu II wojny światowej. Zwolennicy aborcji wiedzą, że mają do czynienia z człowiekiem i nic sobie z tego nie robią. Oni poszli już o krok dalej – podsumowuje Mary Wagner. Zapytana o pobyt w więzieniu uśmiecha się delikatnie. – Wiara dodawała mi sił. Nie byłam źle traktowana, choć zaliczono mnie do grona groźnych przestępców.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama