Nowy numer 47/2020 Archiwum

Kobiety w czasie okupacji

Irka pochodzi z patriotycznej, inteligenckiej rodziny, Ewka ze środowiska przestępców, a Marysia jest córką bogatego żydowskiego przedsiębiorcy – ich losy w zaskakujący sposób splatają się w okupowanej stolicy.

Plac Rybny w Lublinie. Mercedes-Benz 170V, stragany z kapustą i ziemniakami, plakaty zapraszające do kina na film „tylko dla Niemców”, fotografie oficerów SS w gablocie przy wejściu do „Fotografa” i tłum statystów odpowiednio ucharakteryzowanych oznaczać może tylko jedno: rozpoczęły się zdjęcia do serialu „Morowe panny”. Lublin na kilka dni zamienił się w Warszawę z 1941 roku. Po „Czasie honoru” nowy serial TVP w produkcji Michała Kwiecińskiego ma szansę w walce o rekordy popularności w naszym kraju. Czy tak się stanie, okaże się już niebawem. Serial „Morowe panny” jest ukłonem w stronę kobiet, które w czasie okupacji hitlerowskiej odegrały znaczącą rolę. Produkcja będzie liczyć 13 odcinków, a pierwszy będzie można obejrzeć w TVP w połowie października.

Czas kobiet

Gdy okazało się, że serial „Morowe panny” będzie realizowany, pojawiły się głosy, że będzie to odpowiedź na poprzednią udaną produkcję Michała Kwiecińskiego. Tymczasem okazuje się, że twórcy dobrego kina nie zawsze kierują się prostymi schematami, a zazwyczaj marzą o pokazaniu dobrej jakości budującej historii. Oczywiście nie wszyscy są zachwyceni kolejnym odniesieniem do historii związanej z okresem ostatniej wojny. Ale ten serial, jak każda poprzednia produkcja tego typu, będzie opowieścią o życiu, marzeniach, miłości, śmierci i wolności. Zatem nie będzie to kino wojenne, lecz opowiadające o życiu w czasie wojny. – To nie do końca jest kobieca odpowiedź na „Czas honoru”. Ale robiąc „Czas honoru” i „Miasto 44” oraz „Katyń”, stwierdziłem, że należy oddać hołd kobietom, które walczyły, choć pewnie w sposób mniej spektakularny niż mężczyźni. Serial opowiada dość kameralną historię trzech młodziutkich dziewczyn, które przez przypadek poznały się ze sobą. Teoretycznie nie pasują do siebie, bo to jest: złodziejka, ukrywająca się Żydówka i polska inteligentka. Stanowią fantastyczne trio do wypowiedzenia prywatnej wojny okupantowi, działają nieraz poza strukturami – mimo że są w organizacji. Ten serial to połączenie akcji i psychologii – wyjaśnia Michał Kwieciński, producent serialu „Morowe panny”. – One są szalenie młode, to czas fascynacji, wchodzenia w życie i ekstremalna sytuacja wojny. Serial pokazuje hart ducha polskiej kobiety – precyzuje producent.

Łagodna odmiana

W ostatnim czasie można zauważyć wzmożoną i dość różnorodną interpretację słowa „patriotyzm”. Zdaniem Kwiecińskiego, to słowo raz jest nadużywane, raz niedowartościowane. – Wydaje mi się, że stosunek do tego słowa ugruntowałem sobie podczas rozmów z powstańcami, realizując „Miasto 44”. Według mnie, patriotyzm ma się w sobie. Patriotyzmu nie można się nauczyć, można nim jedynie przesiąknąć przez określone postawy w domu rodzinnym i obserwacje działań ludzi. Uważam, że jestem patriotą i kocham swoją ojczyznę, ale nie analizuję, za co ją kocham. Podobnie bohaterki serialu „Morowe panny” są patriotkami, mimo że działają w zasadzie z pobudek czysto prywatnych. Nie podejmują konkretnych akcji w imię patriotyzmu, chcą po prostu zrobić coś dobrego, w imię jaśniejszej przyszłości i wolności, bo nie chcą być podległe – tłumaczy producent. Powołując się na rozmowy z powstańcami, podkreśla, że ludzie żyjący w czasie zagrożenia wojennego nieustannie się bali, ale przełamywali ten strach.

Samo życie

Poznają się przez przypadek. Pochodzą z różnych światów. Ewa ratuje Marysię, młodą Żydówkę, a potem dołącza do nich Irka. Trzy młode kobiety czasu wojny będą tworzyły zgrany zespół, ale ich relacje nie będą pozbawione emocji i napięcia. – To jest przygoda, cały czas nie wierzę, że to się dzieje. Myślę, że moja dynamiczna osobowość zgrała się z charakterem postaci Ewki – złodziejki. Dowiemy się tego, kim jest, już w pierwszym odcinku. Natomiast pod wpływem wojny i ludzi, których spotyka, Ewa zaczyna mięknąć i decyduje się na życie bardziej sprawiedliwe – mówi Vanessa Aleksander, serialowa Ewa. Irkę, studentkę chemii na potajemnych kompletach, gra Marta Mazurek. – Główne bohaterki połączył wspólny los, wspólna niechęć i sprzeciw wobec okupacji, wobec zagrabionej wolności. Akcje dywersyjne, na które decydują się bohaterki, są walką ze światem, który chce im odebrać młodzieńcze marzenia – wyjaśnia aktorka. Marysię, ukrywającą się Żydówkę, gra z kolei Aleksandra Pisula. Aktorki podkreślają, że nadszedł czas niezwykle dogodny dla kobiet, które mają wiele do powiedzenia i mogą to robić, są obecne we wszystkich przestrzeniach życia, także w branży filmowej. A serial jest w pewnym sensie ukłonem wobec roli kobiet w społeczeństwie. – Kobiety mają w sobie pewną kruchość, ale są też bardzo silne i potrafią znosić ból, są wytrzymałe. Choć często stoją w cieniu mężczyzn, to mają przecież znaczący udział w ich sukcesach. Trzeba zatem umieć doceniać i podkreślać wzajemne uzupełnianie się świata męskiego i kobiecego – dodają aktorki.

Liczy się poziom

Według reżysera serialu już samo przygotowanie do zdjęć stanowi ogromny wysiłek, bo „Morowe panny” są serialem kostiumowym. – Współczesne miasto trzeba upodobnić do miasta z 1941 roku. Wygląd aktorów także trzeba dostosować odpowiednio w duchu epoki. Jest to zdecydowanie bardziej twórcze niż praca nad projektami współczesnymi – mówi Michał Rogalski. W jego opinii pokazywanie czasów wojny pozwala na opowiadanie o silnych emocjach i uczuciach, ale w dobrym stylu. – Serial musi być interesującą opowieścią na dobrym poziomie, bo jeśli coś jest źle zrobione, to żadnego przesłania nie będzie. Jeśli ludzie nie zechcą oglądać filmu, to niczego nie osiągniemy – tłumaczy reżyser. Wylicza również korzyści, jakie płyną z realizacji zdjęć do serialu. – Niektórym ludziom wydaje się, że wydawanie pieniędzy na filmy jest bez sensu, że się to nie opłaca. Ale tak naprawdę, gdy przyjeżdża ekipa filmowa, to zostawia mnóstwo pieniędzy w tym czy innym mieście. Ponadto jest to popularyzacja miasta i upowszechnianie jego pozytywnego klimatu wśród turystów – dodaje. Według Grzegorza Linkowskiego, szefa Lubelskiego Funduszu Filmowego, to bardzo dobrze, że najlepsi producenci i reżyserzy chcą realizować swoje filmy w Lublinie. – Jest już taka specjalizacja, że Warszawę do 1941 r. kręci się w Lublinie, a z czasów powstania warszawskiego – w Łodzi. Zdjęcia do tego serialu to duży krok rozwojowy dla Lubelskiego Funduszu Filmowego – twierdzi szef LFF.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama