Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie chcemy stąd uciekać

Wśród protestujących przedstawicieli zawodów medycznych na ulicach Warszawy była także spora reprezentacja z Lublina. W oczy rzucały się białe fartuchy i stroje ratowników medycznych. Do wyjścia na ulice skłoniły ich złe warunki pracy i niedofinansowanie sektora zdrowotnego.

Ulicami stolicy przeszedł marsz Porozumienia Zawodów Medycznych. To wydarzenie niecodzienne, bo zjednoczyło przedstawicieli niemal wszystkich zawodów związanych z ochroną zdrowia. W manifestacji wzięli udział diagności laboratoryjni, dietetycy, elektroradiolodzy, farmaceuci, fizjoterapeuci, lekarze, logopedzi, pielęgniarki, psychologowie kliniczni, radioterapeuci i ratownicy medyczni. Do wyjścia na ulice skłoniły ich złe warunki pracy i niedofinansowanie sektora zdrowotnego.

Niedawno głośno było o śmierci lekarki z Białogardu, która zmarła ze zmęczenia, będąc kolejną dobę na dyżurze. - Takie dyżurowanie nie jest niestety wyjątkiem - system działa nadal tylko dzięki temu, że personel medyczny pracuje o wiele dłużej, niż przewiduje prawo pracy. Utrzymywanie takiego stanu rzeczy jest bardzo krótkowzroczne. Przemęczeni pracownicy w poszukiwaniu normalności wyjeżdżają za granicę, więc w Polsce zostaje ich coraz mniej - i koło się zamyka. Już niedługo pielęgniarka czy położna będzie miała pod sobą 60 pacjentów. Dostępność dietetyka czy psychologa klinicznego w szpitalu pozostanie pobożnym życzeniem. Nie mówiąc już o tym, że przy obecnej sytuacji ratownictwa medycznego karetka może do nas nie dojechać - mówi młoda lekarka z Lublina.

- Obiecywany przez PiS poziom nakładów na publiczną służbę zdrowia w wysokości 6 proc. PKB ma być osiągnięty dopiero za 10 lat, kiedy nie wiadomo, kto będzie tworzył rząd. Bez natychmiastowej i znacznej poprawy finansowania publicznej ochrony zdrowia w Polsce nie zlikwiduje się kolejek do lekarzy, nie poprawi dostępu do skutecznego leczenia i nowoczesnego diagnozowania, nie zwiększy ilości personelu medycznego, nie poprawi jakości usług - napisali medycy w liście otwartym do premier Beaty Szydło kilka tygodni przed manifestacją. Przypomnijmy, że według Światowej Organizacji Zdrowia, minimalny poziom nakładów na system ochrony zdrowia zapewniający bezpieczeństwo obywatelom to 6,8% PKB.

Na placu Konstytucji z manifestującymi spotkał się minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Przyznał, że warunki pracy w polskim systemie ochrony zdrowia nie są zadowalające, jednak manifestujący nie usłyszeli żadnych konkretów poza deklaracją spotkania z ich przedstawicielami w najbliższy wtorek. Minister nie zgodził się odpowiedzieć na pytania przedstawicieli PZM.

Również lubelscy medycy aktywnie włączyli się w manifestację. - Każda grupa za pośrednictwem swoich przedstawicieli mogła powiedzieć, co leży jej na sercu. Obecność ratowników, diagnostów, techników radiologii była naprawdę widoczna. Najważniejsze było to, że wszystkie zawody po raz pierwszy się zjednoczyły. Obok lekarza mówił ratownik, pielęgniarka, technik radiologii. I wszyscy mówili jednym głosem. Można było poczuć jedność we wspólnej sprawie - mówi Tomasz Kortas, lekarz stażysta z Lublina.

- Jestem człowiekiem marzeń, chciałbym leczyć w Polsce, chciałbym pracować w zgranym interdyscyplinarnym zespole, godnie zarabiać i prowadzić szczęśliwe życie rodzinne. By przekuć te marzenia w rzeczywistość, zaangażowałem się w działania Porozumienia Rezydentów i Porozumienia Zawodów Medycznych, ponieważ jest to oręż do walki o nową jakość polskiej medycyny - tłumaczy Mateusz Latek, lekarz stażysta z Lublina i członek zarządu Porozumienia Rezydentów i Porozumienia Zawodów Medycznych. Protestujący ocenili zachowanie ministra resortu jako lekceważące ich, co zostało odebrane jako kontynuacja zachowań poprzednich ekip rządzących.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama