Nowy numer 33/2020 Archiwum

Katolik codziennego użytku

Szymon Hołownia mówi wprost, że ze złem najlepiej walczy się robiąc dobro. I dodaje: – Nie daj więc sobie wmówić, że nie masz na nic wpływu, bo masz większy, niż myślisz. Nie rezygnuj z wakacji, nadal chodź do kina i pij wino do kolacji.

Znany dziennikarz i publicysta, autor wielu książek, fundator fundacji „Kasisi” i „Dobra Fabryka” gościł w Lublinie na zaproszenie ojców kapucynów z parafii na Poczekajce oraz w Chełmie na zaproszenie Chełmskiego Domu Kultury. Drugie spotkanie wiązało się również z promocją „Gościa Niedzielnego”. Dwugodzinne spotkanie z chełmską publicznością, która składała się nie tylko z sympatyków programu „Mam talent”, ale również z czytelników książek Szymona Hołowni i sympatyków jego aktywności charytatywnej, miało charakter praktycznej, życiowej katechezy.

Róbmy swoje

Zapytany o to, czy musi się tłumaczyć z tego, że jest katolikiem i czy publiczne przyznawanie się do wiary stanowi dla niego kłopot, odpowiedział w tradycyjnym dla siebie stylu: – W TVN nikt nie ma z tym problemu. Nikomu to nie przeszkadza, nikogo nie dziwi. Raczej problem z tym mają moi bracia katolicy. A katolicyzm? Ja się bardzo cieszę, że jestem katolikiem, że należę do Kościoła – powiedział. Podkreślił, że jeśli komuś nie odpowiada chrześcijaństwo, jeśli ktoś chce żyć po swojemu, powinien wybrać swoją drogę. – Czy Jezus biegał za wszystkimi? Czy prosił, żeby szli za Nim ci, którzy tego nie chcieli? Dlatego i my mamy robić swoje, żyć Ewangelią i nie oglądać się na innych. Bo nie wystarczy mówić o Ewangelii, trzeba żyć Ewangelią – mówił Hołownia. Zachęcał, by dojrzale i odpowiedzialnie rozwijać swoją wiarę i dbać o nią.

Kolacja z papieżem

Autor książki „Jak robić dobrze” nawiązał na spotkaniu w ChDK do papieża Franciszka. Podkreślał, że jest on ewidentnym znakiem dla Kościoła i przejawem działania Ducha Świętego. – Kto z państwa nie chciałby, aby jutro gościem na kolacji w waszym domu był papież Franciszek? – pytał. – Każdy by chciał. Bo to człowiek, który żyje Ewangelią i jest fajny, dobry – precyzował. Opowiadał również o spotkaniach z abp. Konradem Krajewskim, jałmużnikiem papieskim, o tym, jak posługuje on bezdomnym i imigrantom, jak mieszka i kogo prosi o pomoc. – Styl realizowania wiary zależy od dojrzałości. Dotyczy to świeckich i duchownych, także biskupów. Można się zestarzeć i nie dorosnąć do Ewangelii, nic z niej nie zrozumieć – tłumaczył zebranym.

Wygodna Ewangelia

W rozmowie z chełmską publicznością autor „Tabletki z krzyżykiem” mówił też o niezmienności i radykalizmie Ewangelii. – Jeśli bronimy nierozerwalności małżeństwa, świętości życia od poczęcia do naturalnej śmierci, to brońmy także słów Chrystusa o przyjmowaniu przybyszów, odwiedzaniu więźniów, karmieniu głodnych i pojeniu spragnionych. Ewangelii nie da się podkreślić markerem i żyć w oparciu tylko o jej zaznaczone, wygodne fragmenty – mówił. Dyskusja przeniosła się również na temat działalności charytatywnej. Szymon Hołownia opowiadał o założonych przez siebie organizacjach. Fundacja „Kasisi” działająca w Zambii pomaga dzieciom osieroconym, chorym na AIDS, zakażonym wirusem HIV, które stały się obiektem handlu czy przemocy. Tłumaczył również, czym zajmuje się „Dobra Fabryka”, która działa na terenie kilku państw afrykańskich, ale być może będzie obecna także w jednym z rejonów Rosji, gdzie, zdaniem Szymona, pilnie potrzeba pomocy określonej grupie osób.

Chleb powszedni

Na pytanie dotyczące przyszłości odpowiadał, że Pan Bóg oduczył go skutecznie, we wszystkich wymiarach, myśleć o przyszłości. – Nie myślę w horyzoncie dłuższym niż jeden dzień. Słonia da się zjadać tylko po kawałku – jak głosi stare, afrykańskie przysłowie. Kiedy budzę się rano, mówię: „Panie Boże, daj mi, żebym wieczorem był bliżej Ciebie, niż jestem teraz”. Zawsze nam brakuje wszystkiego na za tydzień, na za dwa tygodnie. Ale na dzisiaj mi jeszcze nigdy niczego nie zabrakło. Modlę się przecież: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, a nie na za dwa tygodnie. Manna na pustyni wystarczała na jeden dzień, nie dało się jej odłożyć na lokatę – precyzował. Dodał jednak, że powinniśmy dbać też o to, żeby na dziś wystarczyło również tym, którzy nie mają niczego. – Chcę napisać książkę o tym „dzisiaj”. Jakoś nie daje mi spokoju to, że tylu z nas zakorzenionych jest w przeszłości, w przeszłości Kościoła, polityki, historii, „z głową do tyłu”. Tymczasem nie ma wczoraj, nie ma jutro – jest dziś. Dlatego chcę wycisnąć z „dziś” jak najwięcej – podsumował.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama