Nowy numer 33/2018 Archiwum

Ojczyzna była w potrzebie

Kończyli szkołę, a czasami nawet nie, i natychmiast stawiali się do wojska. Uczniowie lubelskich szkół szli walczyć zarówno w legionach Piłsudskiego, jak i w wojnie polsko-bolszewickiej.

O wielu z nich dziś nie można powiedzieć nic poza tym, że oddali życie w walce o wolność i niepodległość. Ich nazwiska zapisały się w szkolnych kronikach i rodzinnych archiwach, których część, niestety, nie przetrwała zawieruchy wojennej. Mimo to Muzeum Historii Miasta Lublina postanowiło odszukać młodych bohaterów tamtych czasów i pokazać ich podczas cyklu wystaw zatytułowanych „Uczniowie szkół lubelskich w walkach w okresie I wojny światowej oraz wojny polsko-bolszewickiej”.

– To tytuł całego cyklu, w którym będzie można zobaczyć kilka wystaw poświęconych poszczególnym szkołom z Lublina z tamtego czasu. Za nami już wystawa poświęcona Szkole Lubelskiej im. Batorego. Teraz zapraszamy do poznania losów absolwentów i uczniów Szkoły Handlowej im. Vetterów, którzy ruszyli do walki o niepodległą Polskę. Przed nami jeszcze wystawy związane z Liceum Staszica i Zamoyskich – wyjaśnia Małgorzata Surmacz z Muzeum Historii Miasta Lublina, współorganizatorka wystawy. Na wystawie znalazły się archiwalne fotografie, świadectwa szkolne, dokumenty, rodzinne pamiątki. – Pokazując je, chcieliśmy przypomnieć zapomniane. Nie o każdym młodym żołnierzu da się coś więcej powiedzieć, ale o kilku z nich możemy opowiedzieć ciekawą historię. Tak jest w przypadku Bartosza Jankowskiego i jego przyjaciela Kazimierza Baudouin de Courtenay, przyjaciół, uczniów Szkoły Handlowej. W rodzinnym archiwum państwa Magierskich – Bartosz Jankowski był bratem słynnej druhny Danusi Magierskiej – zachowały się pamiątki dotyczące nie tylko Bartosza, ale i jego przyjaciela Kazimierza – mówi Grzegorz Sztal, współorganizator wystawy w Muzeum Historii Miasta Lublina.

Patriotyzm wyniesiony z domu

Maria i Paweł Jankowscy poznali się na studiach medycznych w Zurychu. Pokochali się, pobrali i po uzyskaniu dyplomu zamieszkali w Warszawie. Tu zaangażowali się w działalność konspiracyjną. W 1905 r. uczestniczyli w przygotowaniach nieudanego zamachu na rosyjskiego generała gubernatora Skałłona, który krwawo tłumił strajki szkolne. Konspiratorom udało się uniknąć zesłania w głąb Rosji, ale Jankowscy musieli przenieść się na Wileńszczyznę do miejscowości Żołudy k. Nowogródka. Pracowali tam jako lekarze, założyli miejscową aptekę i słynęli z życzliwości i dobroci dla pacjentów. Po kilku latach uzyskali zgodę na powrót do Królestwa Polskiego pod warunkiem, że nie zamieszkają w Warszawie. W 1911 r. sprowadzili się więc do Lublina. Doktor pracował w szpitalu dziecięcym, był też współzałożycielem Lubelskiej Spółdzielni Spożywców, razem z żoną działali na rzecz ubogich rodzin i przyczynili się do powstania domu dziecka w Lublinie w dzielnicy Dziesiątej. Kiedy wybuchła I wojna światowa, Jankowscy pracowali w szpitalu dla legionistów. Wtedy też, w kwietniu 1916 r., gościli u siebie marszałka Piłsudskiego.

Jestem zdrowy jako i mój koń

Dzieci wzrastające w takim domu musiały widzieć, co robią rodzice. Nikogo nie dziwiło, kiedy Bartosz, najstarszy syn Jankowskich, skończył Szkołę Handlową Vetterów w Lublinie w 1919 r. i poszedł walczyć o niepodległą Polskę. Bartosz został przydzielony do Szwadronu Przybocznego Naczelnego Wodza. Była to jednostka bardziej reprezentacyjna niż bojowa. Jednak czas był ciężki, ze Wschodu nacierała rosyjska armia, chcąc zmieść Polskę. Ataki armii Budionnego były dotkliwe i zmuszały polskie wojsko do cofania się. Przyszło i jednostce Bartosza stoczyć bitwę pod Żytomierzem, w czerwcu 1920 roku. Była to jedyna bitwa tego plutonu w całej wojnie, ale właśnie w niej zginął młody żołnierz. Miał 19 lat. Przed bitwą napisał do domu list, który zachował się w rodzinnych zbiorach. Bartosz, zwracając się do matki, pisał: „Kochana, droga Matuchno (…), no więc do rzeczy: jestem zdrów jak ryba, jako i mój koń (nie dziwcie się, że wspominam o koniu, bo jak koń chory, ułan może się nie odzywać). Dziś tu, jutro tam, trzeba być gotowym w każdej chwili – ze spokojnego snu budzi trąbka – alarm. Siodłaj konia i już nas tu nie ma”. Kiedy list dotarł do matki, Bartosz już nie żył. Rodzinie nie udało się odnaleźć ciała syna. Został prawdopodobnie pochowany w jakiejś zbiorowej mogile. W tym samym czasie zginął przyjaciel Bartosza, Kazimierz Baudouin de Courtenay. Jego ciało jednak udało się sprowadzić do Lublina i jest złożone na cmentarzu przy ulicy Białej.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma