Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wychowawczy klaps? Niestety niesie on zgubne konsekwencje

Sporo się ostatnio mówi i pisze o przemocy wobec dzieci. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że klaps nie jest wcale złym narzędziem wychowawczym. Szczerze mówiąc, większych bzdur dawno nie czytałam.

"Stosowany mądrze i z miłością stanowi skuteczną pomoc w kształtowaniu maleńkiej osobowości. Poza tym, dziecka nie traktujemy po partnersku, bo kobieta względem dziecka jest przede wszystkim opiekunką, potem dopiero wychowawcą. Ona dba o dziecko, karmi je, ubiera, uważa, by nie było mu ani za zimno, ani za gorąco. Jednakże przez wzgląd na swą wspaniałą, emocjonalną naturę nigdy nie będzie tak skuteczna i konsekwentna, jak ojciec. To on powinien być nadrzędną i instancją wychowawczą w domu. I to on ma prawo wymierzać klapsy".

Szczerze mówiąc, większych bzdur dawno nie czytałam. Wiem, o czym mówię, bo widzę na podstawie własnej pracy w gabinecie psychologa, co taki niewinny klaps robi z ludźmi. Wielu z nich doświadcza konsekwencji klapsów w dorosłych życiu: w relacjach z własnymi dziećmi, z partnerem, z sobą samym. Smutną prawdą jest to, że wielu sprawców przemocy doświadczało jej w dzieciństwie lub było jej biernym świadkiem.

Przypomnę, że przemoc ogólnie możemy podzielić na psychiczną i fizyczną. W odniesieniu do dzieci przemocą psychiczną byłoby: podniesiony głos, wyzwiska, porównywanie z innymi, poniżanie, wyśmiewanie itp. Klapsy wpisują się wtedy w przemoc fizyczną. O przemocy zaś mówimy wtedy, gdy jedna strona ma wyraźną przewagę nad drugą i chce coś uzyskać. Rodzic ma bezsprzeczną przewagę, czy to fizyczną, czy tzw. dorosłą, wszechwiedzącą.

W mojej pracy spotykam bardzo wielu rodziców, którzy klapsa traktują wychowawczo. Zwykle jest to już zwieńczenie poczucia bezsilności, złości i braku innych pomysłów. Podobnie jak nawrzeszczenie na dziecko. Potem zwykle następuje rozpacz u dziecka, a u rodzica tzw. kac moralny. Dobrze, gdy rodzic porozmawia i przeprosi, gdy emocje już opadną, ale to nie jest częste zjawisko.

Sama jestem matką trójki dzieci i z własnego podwórka wiem, jak dzieci mogą wyprowadzić z równowagi. Z całych sił staram się sobie wtedy przypomnieć ze swojego dzieciństwa, jak się czułam po jakiejś nietrafionej „interwencji wychowawczej” – przestraszona, upokorzona, wściekła, niezrozumiana, żądna zemsty, zawiedziona na dorosłym. I wcale nie miałam ochoty na poprawę, wręcz przeciwnie. Klaps to żadna metoda wychowawcza. To pójście na łatwiznę i danie upustu frustracji i bezsilności rodzica. Czasem zwolennicy klapsa argumentują, że bicie było lekkie i właściwie bezbolesne. Rozumiem, że rodzic nie chciał zadać dziecku cierpienia. Ale je przestraszył, zasmucił - więc taki klaps przybiera formę przemocy psychicznej. Klaps wywołuje strach, a strach ogłupia, pokazuje, jak osiągnąć cel siłą. Upokarza, rani godność dziecka. A poza tym klaps klapsowi nie równy.

Przyzwolenie na przemoc jest zgubną konsekwencją niewinnego klapsa. Maluch traktuje bicie jako normalny odruch wyładowania emocji i przenosi takie zachowanie na inne osoby – traktując to jako naturalny sposób rozwiązywania problemów. Wystarczy zobaczyć jak starsze rodzeństwo odnosi się do młodszego. W taki sposób tworzy się spirala przemocy, która może doprowadzić do fatalnych skutków. Wszystko zależy od wrażliwości i siły charakteru oraz intensywności kar. Musimy pamiętać, że sporo ryzykujemy, stosując kary cielesne – w przyszłości nasze dorosłe już dziecko może czuć do nas skrywany żal, mieć dystans i wiele innych negatywnych uczuć. A stąd już niedaleka droga do rozluźnienia kontaktów.

Jeśli zaczniemy wykorzystywać przewagę fizyczną wobec własnych dzieci, to doprowadzimy do tego, że swobodniej będą się czuły wśród obcych niż w domu i od nich będą oczekiwać akceptacji. Jeśli dziecko szuka rodziny poza domem, to znak, że rodzina przestała się dla niego liczyć.

Trzeba się więc bardzo pilnować, by nie dać dziecku poznać, że jest słabsze i mniejsze. Fajnie jest dawać mu wybór, traktować z szacunkiem. Niech wybiera i niech wie, że ma w nas towarzysza zabawy, chętnego słuchacza i niezmordowanego pomocnika. Tutaj przypomnę słowa znanego pedagoga i lekarza Janusza Korczaka: „Dziecko nie staje się człowiekiem, ale już nim jest”. Wychowywać to znaczy: nie deptać, nie poniewierać, nie gasić; to znaczy: chować, chronić, ukrywać przed krzywdą i szkodą, zabezpieczyć.

Nierzadko też jeden rodzic jest zwolennikiem klapsów, drugi zaś stara się szukać innych metod. Sprzeczają się o to, wchodzą sobie w paradę, tracą autorytet. A to wpływa nie tylko negatywnie na relację z dzieckiem, ale i między rodzicami robi się nieciekawie.

Zgadzam się z tym, że trudno jest wyznaczać granice energicznemu dwulatkowi. To wymaga cierpliwości, panowania nad sobą, dojrzałości. Ale o to chodzi w byciu rodzicem - o pełnienie roli przyjaznego i życzliwego przewodnika. Dorosły człowiek nie powinien zachowywać się jak trzylatek, tupiący nogą ze złości i rozrzucający swoje zabawki. Z własnym wkurzeniem musimy nauczyć się sobie radzić. I tu znowu powiem za Korczakiem: „Jeśli chcesz zmieniać świat, zacznij od siebie”.


*Mgr Agnieszka Sadło, psycholog i psychoterapeuta. Pracuje z rodzinami i dziećmi w katolickim stowarzyszeniu AGAPE w Lublinie. Prowadzi szkolenia, warsztaty, poradnictwo i psychoterapię indywidualną i małżeńską. Realizuje bezpłatne warsztaty dla rodziców oraz na warsztaty radzenia sobie ze złością. Przyjmuje w ramach prywatnej praktyki w Ośrodku Terapeutyczno-Szkoleniowym w Lublinie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama