Nowy numer 33/2018 Archiwum

Wychowawczy klaps? Niestety niesie on zgubne konsekwencje

Sporo się ostatnio mówi i pisze o przemocy wobec dzieci. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że klaps nie jest wcale złym narzędziem wychowawczym. Szczerze mówiąc, większych bzdur dawno nie czytałam.

"Stosowany mądrze i z miłością stanowi skuteczną pomoc w kształtowaniu maleńkiej osobowości. Poza tym, dziecka nie traktujemy po partnersku, bo kobieta względem dziecka jest przede wszystkim opiekunką, potem dopiero wychowawcą. Ona dba o dziecko, karmi je, ubiera, uważa, by nie było mu ani za zimno, ani za gorąco. Jednakże przez wzgląd na swą wspaniałą, emocjonalną naturę nigdy nie będzie tak skuteczna i konsekwentna, jak ojciec. To on powinien być nadrzędną i instancją wychowawczą w domu. I to on ma prawo wymierzać klapsy".

Szczerze mówiąc, większych bzdur dawno nie czytałam. Wiem, o czym mówię, bo widzę na podstawie własnej pracy w gabinecie psychologa, co taki niewinny klaps robi z ludźmi. Wielu z nich doświadcza konsekwencji klapsów w dorosłych życiu: w relacjach z własnymi dziećmi, z partnerem, z sobą samym. Smutną prawdą jest to, że wielu sprawców przemocy doświadczało jej w dzieciństwie lub było jej biernym świadkiem.

Przypomnę, że przemoc ogólnie możemy podzielić na psychiczną i fizyczną. W odniesieniu do dzieci przemocą psychiczną byłoby: podniesiony głos, wyzwiska, porównywanie z innymi, poniżanie, wyśmiewanie itp. Klapsy wpisują się wtedy w przemoc fizyczną. O przemocy zaś mówimy wtedy, gdy jedna strona ma wyraźną przewagę nad drugą i chce coś uzyskać. Rodzic ma bezsprzeczną przewagę, czy to fizyczną, czy tzw. dorosłą, wszechwiedzącą.

W mojej pracy spotykam bardzo wielu rodziców, którzy klapsa traktują wychowawczo. Zwykle jest to już zwieńczenie poczucia bezsilności, złości i braku innych pomysłów. Podobnie jak nawrzeszczenie na dziecko. Potem zwykle następuje rozpacz u dziecka, a u rodzica tzw. kac moralny. Dobrze, gdy rodzic porozmawia i przeprosi, gdy emocje już opadną, ale to nie jest częste zjawisko.

Sama jestem matką trójki dzieci i z własnego podwórka wiem, jak dzieci mogą wyprowadzić z równowagi. Z całych sił staram się sobie wtedy przypomnieć ze swojego dzieciństwa, jak się czułam po jakiejś nietrafionej „interwencji wychowawczej” – przestraszona, upokorzona, wściekła, niezrozumiana, żądna zemsty, zawiedziona na dorosłym. I wcale nie miałam ochoty na poprawę, wręcz przeciwnie. Klaps to żadna metoda wychowawcza. To pójście na łatwiznę i danie upustu frustracji i bezsilności rodzica. Czasem zwolennicy klapsa argumentują, że bicie było lekkie i właściwie bezbolesne. Rozumiem, że rodzic nie chciał zadać dziecku cierpienia. Ale je przestraszył, zasmucił - więc taki klaps przybiera formę przemocy psychicznej. Klaps wywołuje strach, a strach ogłupia, pokazuje, jak osiągnąć cel siłą. Upokarza, rani godność dziecka. A poza tym klaps klapsowi nie równy.

Przyzwolenie na przemoc jest zgubną konsekwencją niewinnego klapsa. Maluch traktuje bicie jako normalny odruch wyładowania emocji i przenosi takie zachowanie na inne osoby – traktując to jako naturalny sposób rozwiązywania problemów. Wystarczy zobaczyć jak starsze rodzeństwo odnosi się do młodszego. W taki sposób tworzy się spirala przemocy, która może doprowadzić do fatalnych skutków. Wszystko zależy od wrażliwości i siły charakteru oraz intensywności kar. Musimy pamiętać, że sporo ryzykujemy, stosując kary cielesne – w przyszłości nasze dorosłe już dziecko może czuć do nas skrywany żal, mieć dystans i wiele innych negatywnych uczuć. A stąd już niedaleka droga do rozluźnienia kontaktów.

Jeśli zaczniemy wykorzystywać przewagę fizyczną wobec własnych dzieci, to doprowadzimy do tego, że swobodniej będą się czuły wśród obcych niż w domu i od nich będą oczekiwać akceptacji. Jeśli dziecko szuka rodziny poza domem, to znak, że rodzina przestała się dla niego liczyć.

Trzeba się więc bardzo pilnować, by nie dać dziecku poznać, że jest słabsze i mniejsze. Fajnie jest dawać mu wybór, traktować z szacunkiem. Niech wybiera i niech wie, że ma w nas towarzysza zabawy, chętnego słuchacza i niezmordowanego pomocnika. Tutaj przypomnę słowa znanego pedagoga i lekarza Janusza Korczaka: „Dziecko nie staje się człowiekiem, ale już nim jest”. Wychowywać to znaczy: nie deptać, nie poniewierać, nie gasić; to znaczy: chować, chronić, ukrywać przed krzywdą i szkodą, zabezpieczyć.

Nierzadko też jeden rodzic jest zwolennikiem klapsów, drugi zaś stara się szukać innych metod. Sprzeczają się o to, wchodzą sobie w paradę, tracą autorytet. A to wpływa nie tylko negatywnie na relację z dzieckiem, ale i między rodzicami robi się nieciekawie.

Zgadzam się z tym, że trudno jest wyznaczać granice energicznemu dwulatkowi. To wymaga cierpliwości, panowania nad sobą, dojrzałości. Ale o to chodzi w byciu rodzicem - o pełnienie roli przyjaznego i życzliwego przewodnika. Dorosły człowiek nie powinien zachowywać się jak trzylatek, tupiący nogą ze złości i rozrzucający swoje zabawki. Z własnym wkurzeniem musimy nauczyć się sobie radzić. I tu znowu powiem za Korczakiem: „Jeśli chcesz zmieniać świat, zacznij od siebie”.


*Mgr Agnieszka Sadło, psycholog i psychoterapeuta. Pracuje z rodzinami i dziećmi w katolickim stowarzyszeniu AGAPE w Lublinie. Prowadzi szkolenia, warsztaty, poradnictwo i psychoterapię indywidualną i małżeńską. Realizuje bezpłatne warsztaty dla rodziców oraz na warsztaty radzenia sobie ze złością. Przyjmuje w ramach prywatnej praktyki w Ośrodku Terapeutyczno-Szkoleniowym w Lublinie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Moroz
    05.11.2016 02:40
    Szanowna Pani, większość swoich teorii prezentowanych w artykule oparła Pani - jak się wydaje - o osobiste doświadczenia życiowe. Pani wypowiedzi są jednostronne i nie uwzględniają różnych metod wychowawczych, także tych odmiennych od Pani punktu widzenia. A szkoda, bo poruszony przez Panią temat jest ważny i wart podnoszenia. Bić, czy nie bić dzieci to temat - rzeka. Można powiedzieć, że co osoba, to inne spojrzenie na sprawę. Współcześni wychowawcy opuszczający wydziały pedagogiczne, ale też, jak widzimy psycholodzy - jak ja ich często nazywam "korczakowcy" - gotowi głowę na pniu złożyć, byle dziecko miało "lekko, miło i przyjemnie". Pragną oni konsekwentnie wychowywać młodego człowieka samą marchewką, bez użycia przysłowiowego kija. Dziecko w ich rozumieniu ma prawo do nagrody, dziecko ma prawo do intymności, dziecko ma prawo do oceniania dorosłych, dziecko ma .... same prawa, a coraz mniej, albo wręcz wcale nie ma obowiązków. Tak wychowani przez „korczakowców” rodzice boją się zajrzeć do szuflady syna podejrzewanego, że zażywa narkotyki, nie śmią zażądać powrotu nastoletniej córki przed północą, a broń Boże zajrzeć do wypasionej komórki, czy smartfona swojego potomka. Dla tak patrzących pseudohumanistów – rodziców, nauczycieli czy psychologów - dziecko nie może doświadczać karcenia, a od karania będą uciekać, jak diabeł od święconej wody. W ich ocenie jedną z najwyższych form kary jest pozbawienie dziecka nagrody. Dziecka, które przecież łamie obowiązujące w domu, szkole czy szeroko rozumianym życiu społecznym zasady i normy. Każdą inną formę skarcenia będą nazywać przemocą psychiczną, bądź fizyczną, wmawiając innym, że owa przemoc niesie same negatywne skutki nie tylko w okresie dzieciństwa, adolescencji, ale nawet w życiu dorosłym i dojrzałym! Pani Agnieszka pisze: „wielu ludzi doświadcza konsekwencji klapsów w dorosłym życiu, w relacjach z własnymi dziećmi, z partnerem, z sobą samym". Jakże tragiczne muszą być doświadczenia osoby tak właśnie przeżywającej klapsa! Bo skoro artykuł jest o tym, czy klaps jest środkiem wychowawczym, to z opisu wynika, że Autorka pisze nie o klapsie, ale raczej o maltretowaniu psychicznym i fizycznym dziecka. Konsekwencją klapsa, co sugeruje Pani psychoterapeuta, jest "rozpacz u dziecka, a u rodzica kac moralny". Jako antidotum na stosowanie przemocy praktykowane przez Nią samą poleca zaś wspominanie swojego dzieciństwa i doświadczeń związanych z biciem. Można się tylko domyślać traumatycznych przeżyć Autorki artykułu, która pamięta "jak była przestraszona, upokorzona, wściekła, niezrozumiała, żądna zemsty, zawiedziona na dorosłym i wcale nie mająca ochoty na poprawę, wręcz przeciwnie". Szanowna Pani, opisuje Pani wydarzenia jednostkowe, i raczej nie poparte obiektywizmem, ale nasączone brakiem wielopunktowego spojrzenia na zagadnienie, i przeżyciami własnymi, co wykazuje Pani w artykule kilkakrotnie. Z całą odpowiedzialnością muszę nie zgodzić się z Pani poglądami! Myli Pani klapsa ze znęcaniem się nad dzieckiem. Myli Pani dobro, ze złem. Nie pozwala Pani ani sobie, ani innym na tolerowanie innych metod wychowawczych tylko dlatego, że Pani osobiste odczucia wzięły górę nad obiektywnym spojrzeniem na omawiany temat. Czytając ten artykuł zadawałem sobie pytanie, jak tragiczne musiało być dzieciństwo Autorki, która swoją wypowiedź opiera przecież także na przeżyciach osobistych. Jeśli jednak nie było tak tragiczne, jak można odnieść wrażenie czytając artykuł, to jaki cel ma pisanie bzdur w katolickiej gazecie, jakże chętnie podnoszonych głównie przez laickie, liberalne środowiska? Klaps, jako kara nie może stać się powodem do tak tragicznych przeżyć, o których pisze Pani psycholog. „Wychowawczy klaps”, że pozwolę sobie zacytować tytuł artykułu, dany wyjątkowo, przez kochającego rodzica z rozsądkiem nie jest i nigdy nie był ani złością, ani mściwością dorosłego wobec dziecka, ale raczej może być dowodem troski o dziecko. I zaznaczam, że nie piszę tutaj o znęcaniu się nad dzieckiem, o regularnym biciu, poniżaniu werbalnym czy upokarzaniu wobec rówieśników. To środowiska lewicowe wmówiły społeczeństwu, że klaps jest zły, bo jest poniżeniem dziecka przez dorosłego. Być może z lewicowego punktu widzenia tak jest. Uważam jednak, że klaps będący jedną z wielu form wychowawczych, nie tą główną, ale ostateczną, umieszczoną gdzieś na czubku piramidy kar, a zapowiedzianą wcześniej dziecku może się okazać metodą czytelną, sprawiedliwą i skuteczną. Przyznawanie dzieciom przywilejów z równoczesnym odciążaniem ich z obowiązków skończyło się tym, że współczesna młodzież (uogólniam, mam tego świadomość) nie ma żadnych ideałów, nie uwzględnia żadnych wartości, a własnych rodziców traktuje bardzo często gorzej, niż rówieśników. To dziecko w tysiącach polskich domów decyduje o tym o której wychodzi i o której wraca, co ogląda w telewizorze i jak spędza czas przed komputerem. To pokolenie dzieci i młodzieży wychowywanych bez klapsa, ale za to w atmosferze „partnerstwa domowego”, kiedy do rodzica zwraca się po imieniu i żąda, nie oczekując innej reakcji matki, czy ojca, niż zrealizowanie swojej kolejnej zachcianki. Jeśli miłość w domu jest większa, niż obojętność, albo wręcz nienawiść nie ma potrzeby uciekania się do przemocy. Jeśli jednak w miejsce miłości między rodzicem a dzieckiem wchodzi „demokracja” – wtedy ani klaps nie pomoże, ani tym bardziej bardziej łagodne metody wychowawcze. W domu pełnym miłości, klaps nie zerwie mostów łączących dziecko z rodzicami. W domu, w którym nie ma wartości, zasad i norm – najczęściej nie ma klapsa, ale szybko też deficyt miłości rodzicielskiej trzeba nadrabiać drogimi smart fonami, markowymi ciuchami i wakacyjnymi wycieczkami dziecka po świecie. Jednak ani te drogie gadżety, ani ciuchy, ani bilety lotnicze na koniec świata nie wychowają młodego człowieka, co coraz powszechniej widzimy na ulicach. Rozwydrzenie, bandytyzm, brak poszanowania dla innych ludzi idą w parze z liberalizacją metod wychowawczych i odchodzeniem od kar, również cielesnych. Pani artykuł jest wodą na młyn dla tych, którzy brak miłości do własnego dziecka zasłaniają przyznawaniem im coraz większych praw, bez egzekwowania od nich jakichkolwiek obowiązków. A „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”
    doceń 4
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma