GN 43/2020 Archiwum

Małżeńskie górki i dołki

Kiedy pierwsza fascynacja mija, bywa, że trudno dogadać się ze współmałżonkiem. Sposobem na poprawę relacji i zwyciężanie kryzysów może być Domowy Kościół Ruchu Światło–Życie.

Małżeństwo jest jak góra, na którą trzeba się wspiąć. Problem w tym, że mąż wspinaczkę zaczyna z innej strony wzniesienia niż żona. Na szczęście im bliżej szczytu jest każdy z nich, tym są bliżej siebie.

– To oczywiście przenośnia, która pokazuje jedną z dróg, jakie małżonkowie mogą wybrać. Szczytem jest Pan Bóg. Im każde z nas stara się być bliżej Boga, tym bliżej jesteśmy siebie. Niby takie oczywiste, a jednak z tą wspinaczką bywa różnie. Czasem zwyczajnie się nie chce, czasem napotykamy różne trudności i zniechęcamy się, czasem ulegamy jakiemuś wypadkowi. Samemu pozbierać się jest trudno, ale jeśli z pomocą przyjdzie wspólnota, w której są małżeństwa idące podobną drogą, jest zwyczajnie łatwiej – mówią Maria i Krzysztof Kowalikowie, którzy prowadzili rekolekcje dla małżeństw z Domowego Kościoła. Co znaczy być bliżej Pana Boga? – To nic innego jak szukać Go w swoim życiu. Jednym przychodzi to łatwiej, dla innych to prawdziwe zmaganie. Jest tak zwłaszcza w przypadku, kiedy nie mamy dobrych doświadczeń wyniesionych z domów rodzinnych. Kiedy nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie, by nasz tata przytulał nas, brał na kolana i mówił, że nas kocha i jest z nas dumny, nawet gdy przynieśliśmy jedynkę ze szkoły, czy wybiliśmy piłką szybę sąsiadowi. Wielu ojców swoje relacje z dziećmi ogranicza do pytania: „Co tam w szkole?”, nie oczekując nawet wyczerpującej odpowiedzi, zadowalając się standardowym „w porządku”. Trudno wówczas, kiedy samemu się dorośnie, wyobrazić sobie Boga jako kochającego ojca, który bierze nas na kolana czy podaje rękę, by razem z nami pokonać jakieś przeszkody. Dlatego tak ważne jest, by mówić swoim dzieciom, iż jesteśmy z nich dumni i ich kochamy, ważne, by tata miał czas powygłupiać się z dzieciakami, okazać im czułość i prawdziwe zainteresowanie – mówił małżonkom ks. Marek Maj, posługujący podczas rekolekcji. – Dla nas w Ruchu ważne jest to, że obejmuje całą naszą rodzinę. Zaczynamy od siebie, budujemy jedność między małżonkami i przez naszą wzajemną miłość dajemy dzieciom poczucie bezpieczeństwa i świadomość bycia kochanym. Cenimy bardzo to, że na rekolekcje jeździmy całymi rodzinami. Nie tylko my poznajemy małżeństwa, które żyją podobnie, zawiązujemy przyjaźnie, które trwają przez całe życie, ale i nasze dzieci spotykają się z innymi dziećmi i widzą, że to, czym żyje nasza rodzina, jest bliskie także wielu innym – podkreślają małżonkowie. W archidiecezji lubelskiej do Domowego Kościoła należy ponad 1500 osób, które spotykają się w małych wspólnotach nazywanych kręgami rodzin. – Jest nas coraz więcej. Na początku 2000 roku w diecezji było około 80 kręgów, dziś jest ich ponad 200. Oznacza to, że małżonkowie poszukują wspólnoty, która pozwoli im razem iść do Pana Boga – mówią Iwona i Włodzimierz Pytlakowie, para diecezjalna Domowego Kościoła Ruchu Światło–Życie. Domowy Kościół jest otwarty na każde małżeństwo, takie, które zaczyna swoją wspólną drogę, czy takie, które od wielu lat idzie razem. To miejsce zarówno dla tych, którzy mają się dobrze, jak i dla tych, którzy przeżywają trudności i kryzysy. Zainteresowanych Domowych Kościołem odsyłamy na stronę www.oaza.lublin.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama