Nowy numer 33/2020 Archiwum

Do wielkich rzeczy nigdy za młodzi

Przeszło 20 lat temu plac przed lubelską archikatedrą po raz pierwszy wypełnili młodzi z całej diecezji. Ślubowali pracować nad sobą, służyć Bogu, Kościołowi i ojczyźnie.

Ciągle pamiętam ten wielki tłum i wspólnie wypowiadane słowa – wspomina Bożena Kaczyńska, jedna z wielu ludzi, którzy jako pierwsi po wojnie złożyli w diecezji lubelskiej przyrzeczenia Katolickiego Stowarzyszenia Młodych. – Do dziś to we mnie żyje – dodaje. Wskrzeszanie struktur KSM po długiej przerwie na Lubelszczyźnie ruszyło w 1991 r. Zaproszenie do odbudowywania tej organizacji przyjął od lubelskiego biskupa ks. Mieczysław Puzewicz, ówczesny wikariusz jednej z parafii w Łęcznej.

Najważniejsze relacje

Najpierw przy poszczególnych parafiach zaczęły pojawiać się małe grupki. Z roku na rok było ich coraz więcej. –To były czasy, kiedy nie było aż tak wielu możliwości dla młodych ludzi – zauważa pochodzący z Kraśnika Piotr Kaczyński, który przez wiele lat działał w zarządzie KSM. – Moja ekipa spotykała się w salce przy parafii Wniebowstąpienia NMP w Kraśniku. Głównie rozmawialiśmy na tematy trudne i ważne dla ludzi młodych. Jednym z pierwszych mocnych akcentów było organizowanie przez nas marszów przeciw przemocy. – To były pierwsze tego typu marsze w Polsce – podkreśla Michał Magoch, który 20 lat temu także dołączył do KSM w Kraśniku. Dzięki tworzącym się powoli strukturom, pojawiały się relacje między ludźmi. – Do KSM trafiłam w połowie szkoły średniej, szukając po prostu towarzystwa – wspomina Katarzyna Kępka. – Większość osób była ode mnie starsza. Pamiętam pierwsze rekolekcje, a potem kolejne. Wspólnie stwierdziliśmy, że konieczne jest nie tylko złożenie przyrzeczeń związanych z wstąpieniem do KSM, ale także zdanie specjalnego egzaminu. Nowi kandydaci musieli się więc przygotować ze znajomości historii Polski, stowarzyszenia, ale także musieli wykazać się znajomością poczucia humoru odpytujących. – Pamiętam jedno z naszych pytań: „Z kim Maryja poszła w góry?” Odpowiedź brzmiała: „Z pośpiechem”. – opowiada Bożena Kaczyńska, która będąc w zarządzie diecezjalnym KSM, miała okazję egzaminować wielu obecnych biznesmenów, polityków oraz duchownych.

Własny dom i biuro w szafie

KSM się rozkręcał. – Dzięki temu, że pojawiły się pewnego rodzaju ramy, mogliśmy młodym ludziom zaproponować jakąś konkretną formację. Koncentrowaliśmy się wokół nauczania Jana Pawła II i programu duszpasterskiego na zasadach: od ŚDM do ŚDM – informuje Katarzyna Kępka. – Będąc 6 lat w zarządzie, poznałam najmniejsze miejscowości. Staraliśmy się dotrzeć do wszystkich grup działających na Lubelszczyźnie. Zachęcaliśmy młodych do kierownictwa duchowego, do korzystania ze spowiedzi jak najbardziej dojrzale, do rozważania Pisma Świętego – dodaje. Pierwsze biuro zarządu KSM w Lublinie znajdowało się w… szafie. – Nie mieliśmy żadnego większego miejsca, tylko ten jeden mały kącik przy parafii Świętej Rodziny – wspomina Bożena. – Nie było też komputerów. Pamiętam jak dostaliśmy pierwszego macintosha. To było wielkie wydarzenie. Mogliśmy zacząć tworzyć konkretne konspekty i materiały, które rozsyłaliśmy do parafii – dodaje Piotr Kaczyński. Piotr i Bożena są małżeństwem od 15 lat. Poznali się właśnie w KSM, podobnie jak Katarzyna i Paweł Kępkowie oraz Magda i Michał Magochowie. – Od początku funkcjonowania KSM najważniejsze były wakacje. To był czas rekolekcji i bycia razem. To podczas takich wyjazdów zawiązywały się wielkie przyjaźnie i rodziły pierwsze poważne uczucia – podkreślają małżonkowie. Młodzi przez długi czas nie mieli swojego miejsca, które mogłoby pomieścić coraz większą grupę KSM-owiczów. – Marzyliśmy o domu. Wszędzie go szukaliśmy – mówią dziś „absolwenci” KSM. – Pamiętam Święto Młodzieży w Łęcznej w 1995 roku. Budowaliśmy wtedy taki dom – makietę – opowiada Bożena. – Każdy oddział KSM miał dostarczyć wielką tekturową cegłę. Na niej wypisana była jakaś konkretna wartość: przyjaźń, miłość, prawda, wolność. Z tych cegieł powstał dom. Dach zrobiliśmy z folii. Nazwaliśmy go Wymarzony Dom Młodych. Postanowiliśmy szukać takiego domu, który istniałby naprawdę. Był rok 1997 r. – Siedzieliśmy w kawiarence przy kościele na Czubach – wspomina Piotr. – Wszedł ks. Mietek Puzewicz. Wyjął zdjęcie. Na nim była stara, rozwalająca się plebania w Częstoborowicach. Musieliśmy podjąć decyzję, czy chcemy ją wyremontować. Jeśli tak, będzie nasza. Tak rozpoczęła się praca przy prawdziwym domu. – Dla nas to była szkoła dojrzewania, także do odpowiedzialności – zauważa Katarzyna. – Remont, wizyty sanepidu, później organizowanie obozów dla dzieci i młodzieży. – Dwa lata z rzędu spędziłam w Częstoborowicach całe trzymiesięczne wakacje, gotując dla podopiecznych – opowiada Bożena. – A Piotr był bardzo długo kierownikiem naszego domu – dodaje.

Widzieć potrzebujących

KSM, jak mówią ci, którzy na Lubelszczyźnie go odtwarzali, to był sposób na życie. – Studia były, bo były – zauważa Bożena Kaczyńska. – Każdy z nas musiał mieć jakiś zawód, wiec studiował z większą lub mniejszą pasją. Ale to w KSM uczyliśmy się żyć, tworzyć, uczyliśmy się współpracy i odpowiedzialności – podkreśla. – Nigdy nie zapomnę, jak ks. Mietek Puzewicz mówił nam: „Nie jesteście za młodzi, by robić rzeczy wielkie” – dodaje Kasia Kępka. – Był autorytetem. Uczyliśmy się od niego zwracania uwagi na potrzebujących, zarówno wierzących, jak i niewierzących – zaznaczają byli KSM-owicze. – Uczyliśmy się prawdziwego chrześcijaństwa. Okres funkcjonowania w KSM, zarówno kilkanaście lat temu, jak i dziś, to moment, w którym młody człowiek rozeznaje swoje życie. Spotyka Boga osobiście i zadaje pytania, co ma z tym życiem robić, jak je sobie ułożyć zawodowo i rodzinnie. Ale to też, jak zaznaczają „absolwenci” KSM, czas świadomego wzięcia odpowiedzialności za świat. – To środowisko jest wrażliwe na znaki czasu, otwarte na wsłuchiwanie się w to, czego świat potrzebuje – zauważa Kasia Kępka. – To z KSM wyrosło dzisiejsze Centrum Wolontariatu, to my zainicjowaliśmy funkcjonującą do dziś akcję Gorący Patrol. Z KSM wyszła też inicjatywa nabożeństwa Drogi Krzyżowej na Majdanku, która dziś jest jednym z ważniejszych elementów okresu Wielkiego Postu w naszej archidiecezji.

Tożsamość KSM-owicza

Choć losy byłych KSM-owiczów potoczyły się różnie, wielu po latach ciągle utrzymuje ze sobą kontakt. – Stowarzyszenie dało mi takich prawdziwych przyjaciół na całe życie – mówi Michał Magoch. – Wiem, że zawsze będę mógł na nich liczyć. Wielu z „absolwentów” wybrało także drogę życia w kapłaństwie bądź zakonie. – To na medytacjach biblijnych, przez nas wprowadzonych, po raz pierwszy usłyszałem zaproszenie Pana Boga do pójścia za Nim – opowiada ks. Tomasz Gap, były KSM-owicz, a od 4 lat asystent kościelny KSM archidiecezji lubelskiej. Ks. Tomasz zaznacza, że po latach udało się dopracować kwestię formacji, która, jak zauważa, jest naprawdę na wysokim poziomie. – Na początku korzystaliśmy z konspektów oazowych, coś tam próbowaliśmy tworzyć sami. Teraz mamy stały fundament, na którym można się oprzeć. Dopracowaliśmy tożsamość KSM-owicza – podkreśla. Aktualnie członkowie KSM spotykają się raz w tygodniu w 50 oddziałach. Pracują na podstawie stworzonych przez instruktorów KSM pakietów, przygotowanych w duchu kerygmatu i fundamentalnych prawd naszej wiary. – Ważnym elementem jest też dziennik medytacji – zauważa Aleksandra Pacholik, obecny wiceprezes zarządu KSM. – To książeczka, w której znajdują się fragmenty Ewangelii na każdy dzień oraz kilka słów komentarza przygotowanego przez instruktorów. Mamy zasadę, że każdy członek KSM powinien mieć taki dzienniczek i codziennie sięgać do słowa Bożego – dodaje. Zdaniem ks. Tomka, formacja KSM bardzo mocno wpisuje się w nauczanie Kościoła oraz w to, co papież Franciszek mówił podczas tegorocznych ŚDM. – Nam chodzi o to, by młody człowiek chciał odejść od wszystkiego, co jest dla niego w życiu wygodne, a przy tym jest biernością, brakiem poszukiwania ideałów. W KSM chcemy, by – mówiąc językiem Franciszka – ludzie zeszli z kanapy wygodnictwa, lenistwa, nicnierobienia. Trzeba podjąć pewne ryzyko zaangażowania. Jeśli KSM-owicze nie widzą możliwości zaangażowania, to znaczy, że coś z nimi jest nie tak. KSM-owicz powinien różnić się od innych członków tego typu wspólnot tym, że działa. Przeżywana wiara i formacja mają owocować. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama