Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ludzie, którzy wstali

Potrafią w środku nocy odebrać telefon z prośbą o pomoc i w ciągu kilku minut być gotowymi do jej niesienia. To nic nadzwyczajnego, mówią, bo wiedzą, że na kanapie szczęścia nie znajdą.

Wolontariat to cała gama barw, wielkie pole możliwości działania na rzecz drugiego człowieka. Chodzi o to, by, jak apelował papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, porzucić kanapę, założyć buty i wyjść z domu. My dziś chcemy docenić ludzi, którzy tak właśnie zrobili – mówi Jacek Wnuk z Centrum Wolontariatu w Lublinie.

Możliwości jest wiele

– Często sądzimy, że do szczęścia potrzebujemy dobrej kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, bezpiecznie. Kanapa – jak te nowoczesne, łącznie z masażami usypiającymi, gwarantujące godziny spokoju, żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem. Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. „Kanapa szczęścia” jest prawdopodobnie cichym paraliżem, który może nas zniszczyć najbardziej; bo po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się ospali, ogłupieli, otumanieni – mówiła Justyna Domaszewicz prowadząca galę. O ospałości czy otumanieniu nie może być mowy w przypadku wielkiej rzeszy wolontariuszy, którzy spieszą, by być z drugim człowiekiem. – Możliwości jest naprawdę dużo. Można czytać bajki dzieciom w szpitalu, prowadzić dla najmłodszych świetlice, pomagać im odrabiać lekcje. Można przyjść z pomocą uchodźcom, którzy czują się zagubieni w nowej rzeczywistości. Nie znają polskiego, więc można pomóc im w nauce, zająć się ich dziećmi, pomóc w urzędzie, znalezieniu szkoły, pracy, mieszkania. Można iść do więźniów, by pomóc im inaczej patrzeć na świat, towarzyszyć na nowej drodze, którą próbują iść. Można iść do ludzi starszych, zrobić im zakupy, pójść z nimi do lekarza lub po prostu porozmawiać, pobyć, by nie czuli się samotni. Można karmić bezdomnych, zanieść im zimą kubek gorącej herbaty. Możliwości jest bardzo dużo – podkreśla Justyna Orłowska z Centrum Wolontariatu.

Wolontariusze roku

Tradycyjnie już podczas Gali Wolontariatu został przyznany tytuł Wolontariusza Roku Lubelszczyzny. Tym razem tytuł przyznano nie jednej osobie, ale grupie wolontariuszy z Janowa Lubelskiego za całokształt działań. – 10 lat temu w Janowie zrodził się pomysł, by zaprosić chętnych do wolontariatu. Wystarczyło się rozejrzeć, by zobaczyć, jak wiele jest potrzeb – mówi Natalia Kiszka, koordynator Centrum Wolontariatu w Janowie. Zaczęło się od pomocy osobom starszym. – Widzieliśmy, że istnienie domów pomocy społecznej nie rozwiązuje problemów ludzi starszych czy chorych. Wielu z nich żyje samotnie, nie ma siły wyjść z domu, by zrobić zakupy, nie mówiąc już o udziale w jakichś spotkaniach organizowanych w mieście. Do nich więc w pierwszej kolejności poszli wolontariusze – mówi Magdalena Kolasa, dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej w Janowie Lubelskim. Szybko okazało się, że pole do działań wolontariackich jest ogromne. W Janowie, tak jak chyba w każdym mieście, są dzieci, które potrzebują pomocy, chorzy i osoby niepełnosprawne. Jest więc co robić. – Najbardziej jednak cieszy to, że wolontariuszy jest tak wielu. Są to zarówno ludzie młodzi, których ostatnio szczególnie było widać podczas Światowych Dni Młodzieży, jak i starsi, którzy chcą dzielić się swoim czasem i wiedzą z innymi – mówi Beata Kołtysz z Janowa. – Gdy raz zacznie się komuś pomagać, trudno przestać. To wchodzi w krew, jest jak tlen potrzebny do życia. Pamiętam pierwszy raz, gdy szłam do szpitala do chorych dzieci. Bałam się, że nie będę umiała z nimi rozmawiać, że ich choroba i cierpienie staną się dla mnie barierą, która może przeszkodzić w nawiązaniu relacji. Szybko okazało się jednak, że nic podobnego, że te chore dzieciaki nie stawiają muru, że są otwarte na zabawę, wspólne wygłupy, czytanie bajek, rysowanie, zabawę klockami. Pomysłów można mieć wiele. Początkowy strach zamienił się w niecierpliwe oczekiwanie następnego spotkania, w radość, jaka mnie wypełnia, gdy widzę, jak chore dziecko zapomina o swoim bólu i jest zwyczajnym dzieckiem – mówi Marysia, wolontariuszka w szpitalu. Podobnych do Marysi jest wielu. Wciąż jednak sporo ludzi siedzi na kanapie i szuka szczęścia. Przykład tych, którzy zdecydowali się porzucić kanapę, pokazuje, że aby być szczęśliwym, trzeba założyć buty i wyjść z domu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama