Nowy numer 44/2020 Archiwum

Siostry od św. Doroty

Ksiądz Jan Antoni Farina pokonywał tę samą drogę wiele razy. Chodził z parafii, w której pracował, do seminarium, gdzie wykładał. Wiele zajęć pochłaniało jego czas, ale jedna myśl nie dawała mu spokoju.

Ilekroć szedł dobrze znaną sobie ulicą, widział wzdłuż niej młode kobiety, biedne, zaniedbane, szukające jakiegoś zajęcia. Dla wszystkich było oczywiste, że dla żadnej z nich przyszłość nie rysuje się optymistycznie. Prawie pewne było, że wszystkie skończą źle. Ksiądz Jan Antoni nie mógł się z tym pogodzić. Pomyślał, że przy parafii, w której pracuje, można by stworzyć Dzieło Miłosierdzia bardzo popularnej we Włoszech św. Doroty, które prowadziłoby szkołę dla dziewcząt, uczącą zawodu i zajmującą się nimi. Rzeczywiście tak się stało, jednak szkoła wymagała nauczycielek, a te – zapłaty. – To był prawdziwy problem, bo skąd wziąć pieniądze na utrzymanie szkoły, edukację dziewcząt i pensje? Sytuacja była dramatyczna – albo trzeba zamknąć szkołę, albo znaleźć nauczycielki, które będą pracowały za darmo. Nikt nie myślał wtedy o założeniu nowego zgromadzenia – opowiada historię s. Monika.

Zaczęło się od trzech kobiet

Na ochotnika zgłosiły się trzy panie, które odczytywały w swoim sercu powołanie. Szkoła mogła dalej funkcjonować. Poświęcono ją Sercu Jezusa i Sercu Maryi. Tak z czasem posługa ubogim i chorym, której panie  także się podejmowały, dała początek zgromadzeniu. Według zamysłu założyciela siostry miały być „nauczycielkami o wypróbowanym powołaniu”, poświęconymi całkowicie wychowaniu ubogich dziewcząt. Zgromadzenie przyjęło nazwę Nauczycielki od św. Doroty Córki Najświętszych Serc, co oznacza szczególny kult i miłość do Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. To im właśnie siostry mają oddać swoje życie i z nich czerpać wzór i miłość do tak ważnej i trudnej misji wychowawczej. – Dla mnie niesamowite jest to, że do wielkich dzieł nie potrzeba wielu ludzi. Trzy kobiety podjęły się pracy, która wydawała się ogromna. Dziewczęta uczyły się nie tylko zawodu, ale i języków obcych, a także muzyki i sztuki – sporo, jak na tamte czasy. Pan Bóg tak wszystko poprowadził, że zgłaszały się nowe osoby odkrywające w sobie pragnienie służby potrzebującym, i tak rozrastało się dzieło ks. Jana Fariny – mówią siostry od św. Doroty.

Z ziemi włoskiej do Polski

Założyciel od początku pragnął, by podobne dzieła podejmować w różnych częściach świata, jednak za jego życia zgromadzenie nie było misyjne. W 1924 roku pierwsze siostry popłynęły z kapłanami do Ekwadoru na misje. Potem przychodziły pytania, czy siostry mogłyby pracować w różnych innych częściach świata. Zgromadzenie rozprzestrzeniło się na wszystkie kontynenty. W 1994 roku pierwsze siostry przybyły do Polski, do Kalisza, na zaproszenie prowincjała franciszkanów. Były to trzy Włoszki nieznające języka polskiego, które swoim życiem codziennym i radością przyciągały ludzi do siebie. – Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z siostrami. Byłam już wówczas, wydawało mi się, ukształtowaną kobietą po studiach, uczyłam w szkole muzyki i wiodłam – w mojej opinii – uporządkowane życie. Kiedyś jedna z uczennic powiedziała mi, że w Kaliszu są takie miłe siostry Włoszki. Chciałam uczyć się włoskiego, więc pomyślałam, że skontaktuję się z nimi. Tak się stało. Zaczęłam je odwiedzać i fascynować się ich życiem, prostotą i radością, jaką niosły. Odkryłam wówczas, że chciałabym wraz z nimi służyć Bogu – opowiada s. Renata. Siostrę Jolantę przyciągnęły dwa serca, które siostry noszą na medalionie. – Już wiedziałam, że chcę być siostrą zakonną, ale nie wiedziałam, gdzie Pan Bóg mnie chce widzieć. Kiedy spotkałam siostry od św. Doroty, ujęły mnie dwie rzeczy: cześć oddawana dwóm sercom – Jezusa i Maryi – oraz ich ufna wiara pełna radości, która przyprowadziła je do obcego kraju bez znajomości języka – mówi s. Jolanta. Swoją historią wstąpienia do zgromadzenia s. Monika potwierdza, że rozdawanie ulotek reklamujących wspólnoty zakonne ma sens. – Można powiedzieć, że jestem dziewczyną z ulotki. Pochodzę z Puław, z parafii św. Józefa. Kiedyś proboszcz zaprosił do nas na rekolekcje księdza z Kalisza, a ten przywiózł ulotki o siostrach od św. Doroty. Napisałam do nich. Otrzymałam list pisany dziwną polszczyzną i to mnie zaintrygowało. Po jakimś czasie znów w moje ręce wpadła ulotka. Nie dawało mi to spokoju. Wybrałam się do Kalisza, by poznać siostry, i tak zaczęła się moja przygoda – wspomina s. Monika. Od 2000 roku siostry pracują w Lublinie w parafii św. Michała Archanioła. Prowadzą tu świetlicę dla dzieci, uczą w szkole i przedszkolu, a także posługują chorym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama