Nowy numer 33/2020 Archiwum

Rodzina na jakiś czas

Osiedle na peryferiach Kraśnika. Jedno z wielu, choć zdecydowanie wyróżniające się na tle okolicznych domów i bloków. Wszystkie budynki są tu takie same i żaden nie jest ogrodzony.

Na terenie nietypowego osiedla stoi 14 domków. Mieszka w nich 67 dzieci wraz ze swymi rodzicami SOS. – Jesteśmy otwarci na wszystkich mieszkańców i cieszymy się, gdy wraz z dziećmi przychodzą, by pobawić się na naszym placu zabaw czy pograć w piłkę na boisku – mówi Łukasz Łagód, pedagog z SOS Wioski Dziecięcej w Kraśniku.

Stworzyć dom

Wioska SOS działa w Kraśniku już od 25 lat. Przebywają w niej dzieci, których rodzice z różnych przyczyn sami nie mogą wychowywać. Domy, w których dzieci w wiosce mieszkają ze swymi opiekunami, niczym szczególnym się nie wyróżniają. – Każda rodzina prowadzi zwyczajne życie – opowiada Łukasz Łagód. – Dzieci wychodzą rano do szkoły, wracają na obiad, odrabiają lekcje, w wolnym czasie rozwijają swoje pasje. Dla mnie, jako pracownika wioski, ważne jest, że my tu uciekamy od instytucjonalności – podkreśla. – Chcemy, by dzieci miały poczucie bezpieczeństwa i by czuły, że żyją w prawdziwych rodzinach, dlatego tak istotne jest, że mieszka z nimi cały czas ten sam opiekun, a nie ktoś, kto przychodzi na dyżur. W większości rodzice SOS to mamy SOS, ale w kraśnickiej wiosce dzieci wychowują także dwa małżeństwa. – Z instytucją taty SOS jeszcze się w Polsce nie spotkałem, ale bardzo bym chciał, żeby także panowie inicjowali decyzję o podjęciu starań, by stać się rodzicami SOS – stwierdza Łukasz Łagód. Razem z dziećmi w wiosce od 11 lat mieszka też dyrektor kraśnickiej placówki Dariusz Krysiak ze swoją rodziną. – Ta praca to moja pasja, więc zupełnie mi nie przeszkadza, że jestem prawie cały czas w pracy – mówi. – Przez te wszystkie lata przez wioskę przewinęło się wiele dzieci. Wiem, że najważniejszym zadaniem wszystkich ludzi tu pracujących jest staranie, by dziecko wróciło do swojej rodziny. Rodzina to rodzina – podkreśla D. Krysiak. – My jesteśmy tylko w zastępstwie, na jakiś okres. Absolutnie nie uzurpujemy sobie prawa do bycia rodzicami, choć zdarza się, że nasi podopieczni mówią do swoich mam SOS „mamo”. My jednak staramy się zapewnić im przede wszystkim jak najlepsze warunki pobytu i zniwelować te braki, jakich doświadczyły wcześniej.

Mama poszukiwana

Aktualnie SOS Wioski Dziecięce po raz drugi ruszyły z kampanią „Szukam mamy”. – Choć w naszej wiosce pracują panie, które są mamami dla kolejnego pokolenia, i święta Bożego Narodzenia w ich domu wyglądają wyjątkowo, bo zjeżdżają się wszyscy byli podopieczni, to jednak mamy świadomość, że niektóre z nich będą chciały odejść wkrótce na emeryturę – informuje D. Krysiak. – Więc także i my poszukujemy mam dla naszych dzieci. – Cały czas szukamy też małżeństw, zachęcamy także mężów, by inicjowali zostanie rodzicami SOS. Marta Czerwonka jest mamą SOS od czerwca 2016 r. – W wiosce pracuję już od 2006 r. Do czerwca minionego roku byłam ciocią. Poznałam tę pracę i bardzo ją lubię. Sama mam trójkę dorosłych już dzieci. Gdy moje dzieci się usamodzielniły, pomyślałam, że mogłabym coś zrobić dla innych. Decyzję pomógł mi podjąć mąż – opowiada pani Marta. – On, choć oficjalnie nie jest rodzicem SOS, gdy tylko jest w domu, bardzo mi pomaga w opiece nad dziećmi – podkreśla. Pani Marta wychowuje trójkę rodzeństwa w wieku 7, 9 i 12 lat. – Nie ukrywam, że własne dzieci wychowuje się łatwiej, bo człowiek zna je od maleńkości, wie, z jakimi problemami się zmagają – zauważa. – Ta praca nie jest łatwa, ale naprawdę daje dużo satysfakcji, nawet jeśli na jej owoce czasami trzeba długo czekać – dodaje.

Trzeba chcieć

Decyzja o byciu rodzicem SOS, jak mówią pracownicy wioski, zmienia życie. – Trzeba zadać sobie pytanie, czy jestem gotowa, gotowy, otworzyć swoje serce na dzieci, na ich problemy, trudności, ale też radości – mówi Ł. Łagód. – Bycie rodzicem SOS to nie jest zawód, to powołanie i misja. Jeśli ktoś to potraktuje jako zawód, sposób na zdobycie pieniędzy, to na pewno tu się nie sprawdzi, jedynie może skrzywdzić dzieci – podkreśla. Dyrektor Dariusz Krysiak zauważa, że najważniejsze to chcieć zostać rodzicem SOS. Owszem, trzeba przejść przez kilka etapów rekrutacyjnych, mieć odpowiednie predyspozycje psychiczne, fizyczne i być gotowym na ciągłe poszerzanie swojej wiedzy, umiejętności w zakresie wychowania oraz wspierania rozwoju dzieci, ale wszystko zaczyna się od wypowiedzenia słowa: chcę. Każdy, kto zostanie rodzicem SOS, musi zamieszkać z dziećmi w wiosce, ale jak przekonuje Ł. Łagód, nie oznacza to, że powinien zupełnie zamknąć swoje dotychczasowe życie. – Nie trzeba sprzedawać swojego domu, oddawać wszystkiego, co się ma, by poświęcić się dzieciom. Ludzie to jakoś godzą. Szczególnie że każda mama ma do pomocy „ciocię”, która na co dzień także angażuje się w opiekę nad dziećmi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama