GN 42/2020 Archiwum

Schronisko u świętego od 25 lat pomaga bezdomnym osobom

Powstało przeszło 25 lat temu, wtedy gdy w Polsce pojawił się wielki problem bezdomności. Nad Wisłą, w miejscu gdzie wcześniej była harcówka, miejsce do życia znalazło blisko 50 bezdomnych mężczyzn.

Pani Jadwiga Podstawek prezesem Puławskiego Koła Towarzystwa Pomocy św. Brata Alberta  jest prawie od początku jego funkcjonowania w Puławach. – Kiedy zaczynałam pracę i jednocześnie przygodę z Towarzystwem, to prawdę mówiąc nie interesowało mnie ani kto to był św. Brat Albert, ani co robił. Miałam pomagać, bo była taka potrzeba i po prostu to robiłam – wspomina kobieta. – W tamtym czasie nikt nie zastanawiał się dlaczego te koła powstają w konkretnych miejscach. Dopiero później zorientowaliśmy się, że są one tworzone tam, gdzie swój ślad w jakiś sposób zostawił św. Brat Albert.

Inicjatorem powstania koła puławskiego był proboszcz parafii św. Brata Alberta w Puławach ks. Aleksander Zeń. - Kiedy budowaliśmy nasz kościół parafialny, najpierw powstała cześć suterenowa – wspomina ks. Aleksander. – To był rok 90 – ty. Nie było jeszcze ani okien ani drzwi, jedynie sklepienie. Któregoś razu zszedłem tam na dół i zobaczyłem siedzących ludzi. Trzy starsze osoby. Dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Zapytałem co robią, a oni odpowiedzieli mi, że tu mieszkają. Był luty. Okazało się, że oni mieszkali w tej suterenie całą zimę, a ja nic o tym nie wiedziałem. Był straszliwy zaduch i nieco cieplej niż na dworze, ale ciągle temperatura bliska zeru. Stwierdziłem, że przecież nie da się w ten sposób mieszkać, bo tu nie ma warunków. Odpowiedzieli, że nie mają lepszych, więc mogą być albo w tym budującym się kościele, albo w lesie. Zostawiłem ich, ale nie mogłem całą noc spać. Zastanawiałem się co robić – opowiada.

Ks. Aleksander postanowił skontaktować się z ks. Janem Mazurem, który ówcześnie przymierzał się do stworzenia miejsca dla bezdomnych w Lublinie. – Przyjechał do Puław, razem poszliśmy do Urzędu Miasta. Udało mi się przekonać radnych, że takie miejsce i u nas jest potrzebne.

Dziś warunków jakie mają podopieczni Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta w Puławach dzisiaj, wielu mogłoby pozazdrościć. – To wszystko dzięki opiece św. Brata Alberta – podkreśla pani prezes. – Pamiętam jak kiedyś oglądałam dużą zmywarkę, która była nam bardzo potrzebna. Kosztowała majątek. Marzyłam o niej, ale miałam świadomość, że długo jeszcze na takie cudo nie będziemy mogli sobie pozwolić – wspomina pani Jadwiga. – A tu się nagle okazało za kilka dni, że ktoś wpłacił nam na konto bardzo dużą sumę pieniędzy, za którą mogliśmy ten sprzęt kupić od ręki – dodaje kierownik schroniska pani Halina Kowalewska. 

W puławskim schronisku na stałe mieszka 48 mężczyzn. - To panowie, którzy nie mają już szans na usamodzielnienie się – stwierdza J. Podstawek. Oprócz stałej liczby mieszkańców aktualnie jest także wielu dochodzących. – W czasie ostrej zimy bywa ich ok. 75. Teraz mamy 60 osób – informuje Halina Kowalewska.

Ci, którzy mieszkają na stałe mają w schronisku wyznaczone konkretne obowiązki. – Teraz jest ich mniej, bo zima, ale od wiosny do późnej jesieni, to nasi podopieczni zajmują się utrzymaniem ogrodu, zbieraniem warzyw i owoców i robieniem z nich przetworów – podkreśla pani Jadwiga.

Obowiązkiem mieszkających w schronisku mężczyzn jest także utrzymanie czystości w budynku i pomoc w kuchni. Każdy też musi dbać o swoje rzeczy. Choć mężczyzn i to z różną przeszłością w jednym budynku jest dosyć sporo, to jak informują opiekunowie, nie zdarzają się między nimi żadne niemiłe incydenty.

Więcej o puławskim schronisku już wkrótce w papierowym wydaniu GN. 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama