GN 42/2020 Archiwum

Szeregowy kapłan

Wszędzie, gdzie przyszło mu pracować, zapisywał się w pamięci ludzi jako dobry człowiek. W wypełnionym kościele w Chodlu wierni, kapłani i rodzina żegnali ks. Tadeusza Józefczaka.

Można by o nim powiedzieć: szeregowy kapłan, ale właśnie w takiej codziennej, zwyczajnej posłudze okazuje się wielkość człowieka. Tak było i w przypadku ks. Tadeusza Józefczaka. Wiele osób daje świadectwo o pięknym życiu tego kapłana – mówił podczas Mszy św. pogrzebowej bp Mieczysław Cisło. – Nas jego śmierć zaskoczyła, ale ks. Tadeusz był na nią przygotowany. Przed laty przeszedł zawał serca, od tamtej pory był gotowy na spotkanie z Panem. Dał temu wyraz przez sporządzenie testamentu i jego kilkukrotną aktualizację. Ostatnią całkiem niedawno – podkreślał biskup. Wspominał też, że kiedy w ubiegłym roku razem modlili się podczas Bożego Ciała, ks. Tadeusz mówił, że cieszy się, że przechodzi na emeryturę, ale nie wystrzega się pracy. Chciał, na ile starczy mu sił, pomagać swemu następcy w parafii Bystrzyca.

Śmierć docenia życie

W homilii bp Mieczysław mówił również, że większość z nas odsuwa myśl o śmierci, ale nie da się od niej uciec. Wielu cenionych dziś ludzi podkreślało, że gdyby nie było śmierci, nie cenilibyśmy życia. Ksiądz Jan Twardowski zapytany, czy boi się śmierci, mówił, że śmierci się nie boi, boi się umierania, bo nie wiadomo, jaką będzie miało formę. Wiara sprawia, że sama śmierć nie budzi lęku. Taką wiarą żył ks. Tadeusz. Urodził się 3 maja 1946 roku w Zastawkach w parafii Chodel. Tu też otrzymał chrzest św., bierzmowanie i modlił się w tym kościele. Tu odkrywał swoje powołanie. Ówczesny proboszcz ks. Frankowski napisał o nim w opinii, że odznaczał się wzorowym zachowaniem, dobrze się uczył, zawsze był życzliwy i nieśmiały. Od dzieciństwa marzył, by zostać księdzem. Widział w Chodlu młodych kleryków, którzy przyjeżdżali na wakacje do domu, i chciał iść ich śladem.

Kapłańska droga

Zdecydował się wstąpić do seminarium. Na IV roku przeżył chwile wahania, czy rzeczywiście kapłaństwo jest jego drogą. Świat wydawał się młodemu człowiekowi tak pociągający, że uczciwość nakazywała mu wstrzymanie kapłańskiego przygotowania. Zdecydował się na urlop, by rozeznać, czy to rzeczywiście jego droga. Po kilku miesiącach jest pewien, że świat nie da mu szczęścia, że spokój odnajdzie tylko w kapłaństwie. Tak się dzieje. Trafia najpierw jako wikary do Radzięcina, a potem do parafii Boby, gdzie szczególnie wpisuje się w pamięć mieszkańców. Nie szczędzi trudu w nauczaniu katechezy dzieci, organizuje pielgrzymki, uczy patriotyzmu. Tu jest pociągającym przykładem dla wielu młodych ludzi, w tym dla dzisiejszego biskupa Artura Mizińskiego, który wzrastał pod okiem ks. Tadeusza. Potem przeniesiono go do Chełma, do parafii Matki Bożej. Stamtąd zostaje skierowany do Niedźwiady, gdzie w prowizorycznych warunkach, mieszkając w salce, buduje świątynię w Tarle. Swój wysiłek przypłaca zawałem serca. To sprawia, że zostaje przeniesiony do parafii Bystrzyca, gdzie był proboszczem przez 26 lat. Na emeryturę przeszedł w czerwcu ubiegłego roku.

Odwiedziny

W 2012 roku odwiedziliśmy ks. Tadeusza, przygotowując panoramę parafii Bystrzyca, która ukazała się w „Gościu”. Mówił wtedy o swoich radościach i troskach, podkreślając, że na parafian zawsze może liczyć. Powiedział wówczas: „Wiem, że wielu z nich z trudem wiąże koniec z końcem, ale jak trzeba, służą pomocą i wsparciem. To dzięki ich hojności i zaangażowaniu udaje się nam co jakiś czas przeprowadzić w kościele niezbędne prace. Poza tym moi parafianie to wielcy miłośnicy muzyki. Myślę, że tak rozśpiewanych wiernych można pozazdrościć. Nie mamy na co dzień organisty, ale kiedy ksiądz zaintonuje jakąś pieśń, ludzie śpiewają do końca, a nie tylko jedną zwrotkę. To, co mnie martwi, to brak integracji nowych parafian z Kościołem. Ludzie sprowadzają się do Bystrzycy, ale nie angażują się w życie parafialnej wspólnoty. Mam nadzieję, że to kwestia czasu i w końcu także w naszym kościele poczują się jak w domu. Bardzo do tego zachęcam”. Zapytany, czy ma jakąś receptę na zjednywanie ludzi, powiedział, że jego zdaniem recepta jest tylko jedna: „Trzeba dla ludzi mieć czas i zwyczajnie ich kochać”. Ksiądz Tadeusz zmarł 30 stycznia 2017 roku. W testamencie napisał, że swoje życie kładzie przed miłosierdzie Boże. Podkreślił, że nikt nie żyje dla siebie, i wyraził wdzięczność za wszelkie dobro, jakiego doświadczał. „Tych, których skrzywdziłem, przepraszam. Urazy przebaczam. Za wszystko dziękuję. Do zobaczenia” kończy swój testament ks. Tadeusz. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył bp Mieczysław w asyście wielu kapłanów i wiernych przybyłych ze wszystkich parafii, w których pracował.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama