Nowy numer 44/2020 Archiwum

Uratowałam człowieka

Ta kolekcja to najnowszy nabytek muzeum na Majdanku. Za zbiorem dokumentów, fotografii i osobistych pamiątek kryje się niezwykła historia Heleny Pawluk.

Prawdopodobnie każdy choć raz w swoim życiu słyszał tak niezwykłą opowieść, że ta odcisnęła niezatarty ślad w pamięci. Zawsze za tak porywającą, wzruszającą i budującą historią stoi konkretna postać. Dlatego warto przypominać sylwetki tych osób, które nawet w najtrudniejszych sytuacjach nie rezygnowały ze swego chrześcijaństwa i pełni człowieczeństwa. Dzięki przekazanym dokumentom i pamiątkom pracownicy Państwowego Muzeum na Majdanku z historii uczynili aktualny i żywy temat.

Impuls

Dokumenty Heleny Pawluk, osadzonej w KL Majdanek i więzieniu hitlerowskim na zamku w Lublinie, przekazał jej wnuk – Wojciech Pawluk z Warszawy. Impulsem do tego gestu był program telewizyjny, w którym muzeum chwaliło się innym nabytkiem. Po jego obejrzeniu wraz z żoną podjął decyzję, by przekazać pamiątki i niezwykłe świadectwa muzeum, bo instytucja materiały zabezpiecza, konserwuje, bada, a przede wszystkim popularyzuje. Anna Wójcik z archiwum Państwowego Muzeum na Majdanku podjęła kontakt telefoniczny, potem doszło do spotkania z wnukiem bohaterki. – To było sympatyczne spotkanie, dowiedziałam się wiele na temat pani Heleny. Mimo że w naszych źródłach widniała jako więźniarka, to nie mieliśmy pojęcia o jej niezwykłym życiu. Znaliśmy jej datę urodzenia, numer obozowy, wiedzieliśmy, że otrzymywała paczki, ale nic więcej – tłumaczy A. Wójcik. Dokumentacja jest obszerna. Znajduje się w niej chociażby akt oskarżenia, który niemiecka prokuratura przesłała do Sondergericht w Lublinie z opisanym powodem, dla którego powinno być wszczęte postępowanie przeciwko Helenie Pawluk: otóż pomogła ona żydowskiemu więźniowi w ucieczce z obozu na Majdanku. Był nim lekarz Naum Pryłucki, którego poznała jeszcze przed wojną.

Kobieta wykształcona

Helena Pawluk, z domu Błeszyńska, urodziła się w 1899 r. w Chmielu pod Lublinem. Miała dwie siostry: Annę i Różę. Swoje lata szkolne i młodość spędziła w Lublinie, mieszkała u rodziny na stancji. Uczęszczała do Żeńskiego Gimnazjum Filologicznego Heleny Czarnieckiej przy ul. Bernardyńskiej. W 1919 r. rozpoczęła studia na uniwersytecie lubelskim na Wydziale Prawa i Nauk Ekonomiczno-Społecznych. Na indeksie Heleny widnieje herb uniwersytetu z orłem, krzyżem i słowami: „Deo et Patriae” oraz podpis założyciela i pierwszego rektora KUL – ks. Idziego Radziszewskiego. Helena ostatecznie obroniła pracę magisterską na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie i tam uzyskała dyplom. Szybko podjęła pracę jako dyplomowany urzędnik pierwszej kategorii w kuratorium. Wyszła za mąż za inżyniera drogowego i wyjechała z nim w okolice Grajewa. Tam prawdopodobnie poznała doktora Pryłuckiego, który leczył jej męża i dzieci.

Siła wrażliwości

Początek wojny zastał ją w Suścu na Roztoczu. Spędzała tam wakacje ze swoimi dwoma synami. W wyniku okoliczności wojennych rozpoczęła działalność pomocową, organizując punkty opatrunkowe i udzielając pomocy rannym żołnierzom. W swoim pamiętniku zapisała: „(…) w okolicznych lasach toczyły się walki i dokonywała się tragedia historyczna. Niemcy rozbijali oddziały kawalerii polskiej. Byli ranni żołnierze bez jakiejkolwiek pomocy sanitarnej. Miałam za sobą doświadczenie wojny 1920 r., którą przebyłam, pracując jako sanitariuszka w pierwszej grupie chirurgicznej majora Szareckiego 3 Armii WP. Byłam również harcerką, dlatego nie mogłam pozostać bezczynnie. Zorganizowałam więc prowizoryczny szpital”. Pomagała jej w tym miejscowa ludność.

Konzentrations-lager Lublin

Po powrocie do Lublina pracowała jako higienistka w ochronce zorganizowanej przez Radę Główną Opiekuńczą Polskiego Komitetu Opiekuńczego w Lublinie. – Wiemy, że użyczała swego mieszkania uciekinierom z Wielkopolski i Pomorza. Wtedy była już wdową. W drugiej połowie 1943 r. oficjalnie zezwolono RGO na przekazywanie pomocy na teren obozu na Majdanku. Przypuszczam, że gdy przywoziła żywność, spotkała na terenie obozu doktora Pryłuckiego – tłumaczy Anna Wójcik. Z niemieckiego aktu oskarżenia dowiadujemy się, że dostarczyła Naumowi Pryłuckiemu odzież cywilną. Wywiozła go podstawioną dorożką. – Nie wiemy natomiast, czy wywiozła go z samego obozu, czy z któregoś z komand, gdzie mógł pracować – tłumaczy pracownica muzeum. Wiadomo, że ukrywała Pryłuckiego przez pięć dni, prawdopodobnie na terenie majątku Radlin. Jednak ktoś z pracowników doniósł o tym fakcie. Niemcy znaleźli ich oboje i przywieźli do obozu na Majdanku w październiku 1943 roku. Wszczęto postępowanie wobec pani Heleny. Na terenie KL Lublin przebywała do połowy stycznia 1944 roku. Potem przeniesiono ją do więzienia hitlerowskiego na zamku. – Wiadomo było, że za pomoc Żydowi będzie skazana na karę śmierci. Rodzina i znajomi wystarali się u wysokich funkcjonariuszy niemieckich o przeniesienie na zamek, gdzie miała oczekiwać na wykonanie wyroku. Tam, według dokumentów, przebywała od 7 stycznia 1944 r. do 22 lipca 1944 r. – precyzuje Anna Wójcik.

Kara śmierci

W marcu 1944 r. Sondergericht skazał Helenę Pawluk na karę śmierci. W więzieniu czekała na uprawomocnienie się i wykonanie wyroku. Z tamtego okresu zachowały się jej listy do siostry i synów. Są one świadectwem niezłomności i chrześcijańskiego życia tej kobiety. – To są wzruszające słowa, w których kobieta pokazuje swoje silne przywiązanie do wiary i Kościoła – precyzuje Wójcik. Jeden z nich, napisany przed Wielkanocą 1944 r., zaczyna się tak: „Drodzy Marku i Staszku! Otóż i Wielkanoc nadchodzi i znów nie będziemy razem. Wiecie już, że otrzymałam karę śmierci za to, że ratowałam człowieka, który kiedyś opiekował się waszym ojcem i was samych nie raz leczył i ratował w chorobie. Takie surowe są niemieckie prawa i kto wie, czy nie trzeba będzie przypłacić tego życiem. Ano trudno. A że śmierć nigdy nie jest przypadkowa, a zawsze zrządzeniem Bożym, dlatego i ja z ufnością patrzę w przyszłość, oddawszy się Bogu w opiekę. Wy też módlcie się gorąco do Boga za mną, a może naszych wspólnych modlitw wysłucha i razem dożyjemy lepszych czasów. Jeśli nie – to widocznie taka była wola Boża, trzeba ją przyjąć z pokorą i poddaniem. Wy też tak myślcie i nie pragnijcie zemsty i nie szukajcie odwetu, a Bogu zostawcie karę i wymiar sprawiedliwości za tyle krzywd, jakie spotkały nasz cały naród. Może teraz nie zrozumiecie moich myśli, może ulegniecie powszechnej żądzy zemsty. Przeczytajcie list ten i pamiętajcie, że ja was inaczej uczyłam, że ja inaczej myślałam i jeśli w sercach swoich macie dla mnie miłość, to myślcie tak jak ja, choćby to było wbrew powszechnemu przekonaniu. Bądźcie prawdziwymi chrześcijanami i starajcie się o to, by to, w co wierzycie, wcielać w czyn, mimo że jest bardzo trudno (…)”.

Pamięć i nadzieja

Likwidacja więzienia hitlerowskiego na zamku, podobnie jak likwidacja obozu na Majdanku, miała miejsce 22 lipca 1944 roku. – Wyrok kilka razy odraczano, Helena oczekiwała na karę w więzieniu. Cudem jest to, że przeżyła. Prawdopodobnie podczas wycofywania się Niemców uniknęła w jakiś sposób kul z karabinów, bo żołnierze tego dnia dokonali masakry na żyjących więźniach – tłumaczy pracownica muzeum. Natomiast Naum Pryłucki zginął najprawdopodobniej w listopadzie 1943 r. podczas egzekucji na terenie obozu, w której jednego dnia zginęły 42 tys. żydowskich więźniów. Po wojnie Helena zatrudniła się jako kierowca, potem wyjechała do Warszawy. Była skromną osobą, pracowitą i szczerą. Zmarła w 1994 roku. – Historia ma w jakimś sensie szczęśliwe zakończenie. Helena Pawluk była przeświadczona o swojej misji, powtarzała, że życie zawdzięcza Bogu. Była prawdziwą patriotką, nie dzieliła ludzi, ale pomagała wszystkim. Interesowała się życiem, tym, co działo się w polityce, gospodarce. Miała swoje zdanie. Ale nawet odnosząc się z krytyką do systemu komunistycznego w powojennej Polsce, używała niezwykle precyzyjnego i mądrego języka – podkreśla Anna Wójcik. Historia ta pokazuje, że nawet w czasach mroku stworzonego przez totalitaryzmy istniało wiele osób, które wprowadzały światło nadziei w ludzkie serca.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama