Nowy numer 43/2020 Archiwum

Mój świat nie jest biało-czarny

Zostawiają wszystko niemal na rok i jadą do Florencji, by mieszkać razem, modlić się, poznawać Boga i głosić to, czego sami doświadczyli. Jednym z misyjnych punktów na ich mapie był Lublin.

Czworo młodych ludzi i kapucyn może wiekiem już nie najmłodszy, ale duchem na pewno. Aleksandra ma 27 lat, Filip 19, Antonella 23, Isana 28 a o. Luigi 59. Od kilku miesięcy mieszkają razem w Szkole Nowej Ewangelizacji we Florencji.

- Pochodzimy z różnych krajów, mamy różne doświadczenia wiary i historie życiowe. Łączy nas to, że każdy w pewnym momencie postanowił się zatrzymać na chwilę i oddać 9 miesięcy swego życia Panu Bogu. To czas rozeznawania co chcemy dalej robić, odczytywania Bożego planu i dawania świadectwa - mówi Filip.

W tym roku krajem misyjnym była Polska, a dokładnie Lublin i Puławy, gdzie podczas spotkań w szkołach i parafiach goście z Włoch spotykali się z Polakami i opowiadali o sobie.

- Urodziłem się w rodzinie wierzącej. Mój tato nazywał się Alfredo a mama Imakulata. Byliśmy raczej biedni, więc żyliśmy skromnie. Byłem zawsze dzieckiem grzecznym i dobrym - opowiada o sobie o. Luigi.

Kiedy miał 8 lat pierwszy raz przyszło mu do głowy, że chciałby być księdzem. Został ministrantem, dużo się modlił, w końcu poprosił rodziców by wysłali go do kapucyńskiej szkoły, gdzie mógłby się uczyć i przygotowywać do bycia zakonnikiem.

- Rodzice nie chcieli o tym słyszeć, lecz ja byłem tak zdeterminowany i tak wszystkim opowiadałem o swoim pragnieniu, że rodzina, a nawet sąsiedzi postanowili składać się finansowo na to bym mógł pojechać do szkoły do kapucynów. Miałem 11 lat. Wszystko było dobrze do czasu, gdy skończyłem 16 lat. Wtedy zaczęły się kłopoty. Przestałem być miły, miałem różne wątpliwości, nachodziły mnie dręczące myśli. Poczułem, że mam w sobie pustkę. Mój ojciec zawsze był poukładany, miał pewność swoich racji, dla niego świat był biały, albo czarny. Ja tak nie potrafiłem i myślałem, że jestem zły. Dopiero po jakimś czasie, dzięki pomocy przyjaciół i przełożonych zrozumiałem, że Pan Bóg kocha mnie takiego jakim jestem. Nie muszę być kopią mojego taty, bo jestem innym człowiekiem. Gdy zaakceptowałem siebie, przyszedł pokój i radość. Dziś wiem, że nie jestem doskonały, że muszę walczyć z wieloma przywarami i słabościami, ale mam pewność, że niezależnie od tego co zrobię i jaki skutek moje starania przyniosą, jestem przez Boga kochany - dawał świadectwo o. Luigi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama