Nowy numer 43/2020 Archiwum

Chrystus w kraju samurajów

Przez wiele lat w japońskim domu Doroty Hałasy stał obrazek Justyna Ukony Takayamy, samuraja, który za wyznawanie Chrystusa był prześladowany. Dostała go przypadkiem w jednym z tokijskich kościołów, gdzie któregoś dnia wybrała się na Mszę św.

Uczennica lubelskiego liceum im. S. Staszica Dorota Hałasa nie spodziewała się, że jej losy związane będą z tak odległym krajem. – Moja koleżanka ze szkoły wpadła na pomysł, byśmy uczyły się jakiegoś rzadkiego języka. Zaczęła pokazywać mi znaki japońskie. Wówczas myślałam, że to niemożliwie, by zrozumieć, co tam jest napisane i że to raczej język dla artystów, którzy potrafią malować takie znaki, a nie dla zwykłych ludzi. Jednak ambicja pchnęła mnie do tego, by zmierzyć się z japońskim. Tak się wciągnęłam, że postanowiłam zdawać na japonistykę. Potem już samo życie tak się potoczyło, że wyjechałam do Japonii, gdzie poznałam męża, założyłam rodzinę, urodziłam dzieci – opowiada pani Dorota. Do Lublina wraca jednak często. Ostatnio z racji wydania książki „Chrystus w kraju samurajów”.

Chrześcijański samuraj

O niezwykłym chrześcijaninie z kraju Kwitnącej Wiśni usłyszała pierwszy raz w latach 90. XX wieku. Mąż powiedział jej, że był taki szlachetnie urodzony wojownik, czyli busi, w Polsce określany potocznie jako samuraj, który w czasie wojen domowych w XVI wieku był panem feudalnym, nazywanym w Japonii daimyo. Przyjął chrześcijaństwo i był bardzo oddany wyznawaniu wiary. Kiedy władca Japonii, Hideyosi, kazał mu porzucić chrześcijaństwo, odmówił, za co został skazany na pozbawienie tytułów i własności, a potem wygnany wraz z rodziną na banicję do Manili, co dla Japończyka było hańbą. Tam zmarł i został pochowany. – Niedługo po usłyszeniu tej historii, w przypadkowym kościele, do którego weszłam, usłyszałam całe kazanie na temat Takayamy i zachętę do tego, by modlić się o jego beatyfikację. Wychodząc z kościoła, wzięłam obrazek z jego wizerunkiem, na którym stał ubrany w tradycyjne szaty samuraja, ale zamiast na mieczu, opierał się na krzyżu. Obrazek postawiłam w swojej sypialni i spoglądałam na niego co wieczór. Dla mnie był symbolem mojego życia, w którym łączę wiarę w Chrystusa z realiami kultury japońskiej. Myślałam, że kiedyś znajdę czas, by coś więcej o nim poczytać – opowiada pani Dorota.

Odnalezieni w stogu siana

Na bliższe poznanie Ukony wpłynęły dwa wydarzenia. Jedno to przyjęcie przez papieża Franciszka dokumentów dotyczących Justyna i rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, drugie – wizyta w Tokio jezuity o. Zygmunta Kwiatkowskiego, który na zaproszenie Polonii przyjechał głosić rekolekcje. – W Japonii katolicy stanowią zaledwie 0,5 proc. mieszkańców, więc naprawdę trudno wśród tysięcy mijanych codziennie ludzi spotkać wyznawcę Chrystusa. To jak szukanie igły w stogu siana. W Kawasaki, będącym przedmieściami Tokio, gdzie mieszkamy, jak w każdym japońskim mieście zabudowa jest bardzo gęsta. Dom przylega ściśle do drugiego, sprawiając, że życie sąsiadów jest na wyciągnięcie ręki. Mimo tego Japończycy są bardzo dyskretni i nie wtrącają się w sprawy innych. Kiedy przyjechał o. Zygmunt głosić rekolekcje, spotkania odbywały się w jednym z domów. Ciągle ktoś wchodził, wychodził, modliliśmy się, śpiewaliśmy. Któregoś dnia zaczepili mnie sąsiedzi i zapytali, co się tam dzieje. Opowiedziałam im, że jesteśmy katolikami, przygotowujemy się do świąt Bożego Narodzenia poprzez rekolekcje. Ku mojemu zaskoczeniu usłyszałam, że oni też są katolikami i chętnie by się do nas przyłączyli. Wówczas o. Zygmunt zaczął z nimi rozmawiać o chrześcijaństwie w Japonii i poznając tę historię, wpadł na pomysł, by napisać książkę o tamtejszych chrześcijanach. Zaproponował, bym zrobiła to razem z nim. Tak powstała książka „Chrystus w kraju samurajów” – opowiada pani Dorota.

Misjonarze w Japonii

Chrystusa do Japonii przywiózł w 1549 roku św. Franciszek Ksawery. Jego portugalski statek rozbił się u wybrzeży jednej z japońskich wysp, o których już wcześniej słyszał od japońskiego zbiega, którego spotkał. Wiedział, że Japończycy to lud mądry, który wysłucha tego, co ma im do powiedzenia, a jeśli swoją naukę potwierdzi życiem, to się do niej przekonają. Tak się stało. Wielu ludzi przyjmowało chrześcijaństwo. Jednak po krótkim czasie nastąpiły gwałtowne prześladowania ze strony władców. Wśród męczenników byli zarówno misjonarze, jak i lud japoński. Prowadzeni byli boso górskimi szlakami na miejsce kaźni. Prześladowania trwały przez 270 lat, spychając Kościół do podziemia. Dopiero w połowie XIX wieku, gdy Japonia otworzyła się na kontakty z Europą, sytuacja się powoli zmieniała. Swój udział w chrystianizacji Japonii miał także lublinianin o. Wojciech Mączyński, który w XVII wieku wstąpił do jezuitów i udał się na misje na Daleki Wschód. Szybko go złapano i uwięziono. Został poddany torturom, które trwały 214 dni. Historię narodzin kościoła w Japonii, jego prześladowania i odrodzenia oraz ludzi, którzy oddali tam życie za Jezusa, Dorota Hałasa wspólnie z o. Zygmuntem Kwiatkowskim SJ opisali w wydanej po polsku książce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama