Nowy numer 47/2020 Archiwum

Zanim skończył się świat

To była piękna epoka pełna wynalazków i postępu. Potem przyszła wojna, jakiej jeszcze ludzkość nie widziała, i zabrała nadzieję. Wtedy w Europie pogrążonej w mroku zaświeciło światło w Fatmie.

Żeby zrozumieć, czym było przesłanie Matki Bożej w Fatimie, trzeba przyjrzeć się ówczesnemu światu. O jego niezwykłej urodzie, a potem beznadziei mówił na KUL prof. Janusz Odziemkowski z UKSW. XIX wiek był dla ludzi wyjątkowy pod każdym względem. W Anglii panowała królowa Wiktoria, wprowadzając nowe zwyczaje, nadając lekkość oficjalnemu życiu dworu, co przenosiło się dalej na życie poza pałacem. W Austrii na tron wstąpił cesarz Franciszek Józef – dobrotliwy, wspaniałomyślny, otwarty na zmiany. Ludzie, którzy swoje życie zaczynali w blasku świec, osiągnąwszy dorosłość, spędzali czas przy oświetleniu gazowym i początkach elektryczności. Konie zamieniono na samochody i pociągi, które osiągnąwszy prędkość 40 km/h, wydawały się ówczesnym ludziom pędzić z nadprzyrodzoną siłą. Wynaleziono szereg maszyn ułatwiających życie, odkryto lekarstwa na wiele chorób.

Piękna epoka

Samozachwyt ludzi nad własną pomysłowością i możliwościami sprawiał, że świat wydawał się piękny, prosty, humanitarny i wspaniały. Naukowcy odbierający w 1901 roku Nagrody Nobla mówili, że współczują młodszym kolegom, bo nie zostało im już nic do odkrycia, wszystko, co było można, zostało zbadane. – Ludziom wydawało się, że osiągnęli kres możliwości, czyniąc gigantyczny postęp w stosunku do tego, czego doświadczali jeszcze na początku swego życia. Nie bez przyczyny lata ostatniej ćwierci wieku XIX i początku XX określano jako belle époque, czyli piękna epoka, która według nich przyniosła kres konfliktom i cierpieniom – mówił prof. Odziemkowski. Od czasów Napoleona nie było żadnych poważniejszych wojen w skali Europy. Lokalne konflikty kończyły się zazwyczaj po kilku miesiącach. – Najpoważniejszy, między Austrią a Francją w połowie XIX wieku, przyniósł bitwę pod Solferino, gdzie naprzeciw siebie stanęły dwie 100-tysięczne armie. W bitwie zginęło 20 tys. ludzi. Uczestniczący w niej cesarz Franciszek Józef, widząc ogrom śmierci i cierpienia, kazał wycofać się swoim żołnierzom, choć nie przegrywali bitwy. Jego wrażliwość nie pozwalała, by dał zgodę na tyle okrucieństwa, ile widział w czasie bitwy. A przecież było to niczym wobec mających później wydarzyć się wojen – podkreślał prof. Odziemkowski.

Kres świata

Kiedy wybuchła I wojna światowa, żołnierze wszystkich armii szli do boju ze śpiewem i uśmiechem na ustach, przekonani, że będzie to krótka, humanitarna potyczka, bo przecież rozwój ludzkości jest tak wielki, że nikt nie pozwoli sobie na barbarzyństwo z przeszłości. Panie w pięknych, długich sukniach machały na pożegnanie żołnierzy bez lęku i trwogi, wierząc, że nic złego nie może się stać w tak pięknym, nowoczesnym i rozwiniętym świecie. Tymczasem szybko okazało się, że postęp ludzkości dokonał się także w dziedzinie wynalazków wojennych. Obie strony dysponowały tak silnymi i nowoczesnymi narzędziami, że nikt nie był w stanie przełamać oporu. Pojawiły się gazy bojowe, siejące spustoszenie, śmierć w męczarniach lub straszliwe kalectwo, miotacze ognia, które spalały ludzi żywcem, czołgi, które rozjeżdżały wszystko dookoła. Piękną epokę zalała fala kalek żebrzących na ulicach z obłędem w oczach. Przyjeżdżający do domu na przepustki żołnierze byli przerażeni. Ich stan udzielał się innym. Powszechne stały się samobójstwa ludzi niemogących poradzić sobie z przeżyciami z pola walki.

Światło w ciemności

Najgorsze jednak wydawało się to, że świat się kończy, że nie ma sposobu, by zakończyć tę najstraszliwszą ze znanych dotąd wojen. Beznadzieja i depresja połączone z ogromną biedą i strachem zapanowały w Europie. Wojna pozycyjna zamknęła żołnierzy w okopach, gdzie stali czasem po pas w wodzie w towarzystwie szczurów i zabitych kolegów. Wielu straciło wiarę w Boga, widząc ogrom zniszczeń, tragedii i nie mając nadziei na to, że kiedykolwiek to się skończy. Wydawało się, że świat pogrążył się w mroku, a belle époque, z której ci sami ludzie byli tak dumni jeszcze kilkanaście lat wcześniej, odeszła na zawsze. W takiej sytuacji bez wyjścia i szans na zakończenie wojny trzem małym portugalskim pastuszkom ukazuje się Matka Boża, mówiąc, że jest rozwiązanie, i prosi, by odmawiać Różaniec. To rok 1917. Na początku dzieci, a z później wraz z nimi inni ludzie, podejmują się modlitwy wskazanej przez Maryję. Wojna wkrótce się kończy i zaczyna się nowa epoka, już nie piękna, ale pełna trudów i cierpienia. Jednak tym razem nie zabiera ludziom nadziei, bo odmawiając Różaniec, są w stanie przetrwać najgorsze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama