Nowy numer 25/2018 Archiwum

Żadnego dnia bym nie zmieniła

– W dobrym towarzystwie czas szybko mija, tak mogę powiedzieć o swoich latach i pracy – mówi s. prof. Zofia Józefa Zdybicka.

Na KUL miało miejsce uroczyste odnowienie doktoratu znanej urszulanki, współtwórczyni lubelskiej szkoły filozoficznej. Pochodzi z Kraśnika, gdzie jako mała dziewczynka miała kontakt z ks. Stanisławem Zielińskim, pierwszym powojennym męczennikiem komunizmu. Natomiast jako pracownik KUL współpracowała z kard. Karolem Wojtyłą. Siostra prof. Zofia Zdybicka jest filozofem i przez wiele lat kierowała Katedrą Filozofii Religii KUL. Tematyka jej zainteresowań badawczych dotyczyła przede wszystkim filozofii Boga i filozofii religii. Podczas uroczystości odnowienia doktoratu, który s. prof. Zdybicka obroniła w 1965 roku, najczęściej padało słowo „dziękuję”. Za lata pracy, nie tylko naukowej, ale i administracyjnej na rzecz uczelni dziękował rektor ks. prof. Antoni Dębiński. Laudację na cześć siostry profesor wygłosił bp Ignacy Dec. Sama s. Zofia podsumowała swoje lata pracy krótko i z humorem. – W dobrym towarzystwie czas szybko płynie. Nie wydaje mi się, bym tak wiele lat pracowała i tyle przeżyła. Dla mnie to była chwila. Nie zmieniłabym niczego – powiedziała s. prof. Zdybicka.

Marzenia o zakonie

Udzielając wywiadu naszej redakcji, opowiadała o swoim powołaniu. – Od dzieciństwa chodziły mi po głowie myśli, by zostać zakonnicą. Nie marzyło mi się zostanie żoną i posiadanie dzieci. Marzyło się za to, że któregoś dnia znajdę jakiś klasztor, w którym będę mogła spędzić resztę życia. Dziś z perspektywy tak wielu lat widzę, że to Pan Bóg dawał mi znaki, jaki ma plan dla mojego życia – wspominała siostra Zofia. W jej rodzinnym domu, gdzie mieszkała z mamą i starszą siostrą po śmierci ojca, wiara była bardzo żywa, ale nigdy nikt nie brał pod uwagę życia w zakonie. Wprost przeciwnie, gdy Zofia zaczęła przebąkiwać, że rozważa taki scenariusz, spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem matki. – Nigdy nie miałam kontaktu z żadną siostrą zakonną, nie wiedziałam, jakie zakony istnieją i jak się do nich dostać, mimo to nabierałam pewności, że to właśnie jest moja droga – opowiadała. W Kraśniku w czasie okupacji była tylko szkoła handlowa, do której Zofia uczęszczała, nie można było jednak zrobić w niej matury. Dziewczyna zawsze bardzo dobrze się uczyła, więc mama chciała, by zdała maturę i poszła na studia. Tak trafiła na dwa lata do Lublina, do szkoły Vetterów, gdzie mogła uzupełnić wykształcenie. – Wspominam te lata jako wspaniały okres w moim życiu. To wtedy jako młodziutka dziewczyna słuchałam kazań lubelskiego biskupa Stefana Wyszyńskiego – przywoływała sytuacje sprzed lat s. Zofia. Im bliżej było matury, tym bardziej rosła w niej pewność, że zostanie siostrą zakonną. Wraz z jej determinacją rósł też sprzeciw bliskich, którzy powtarzali, żeby najpierw skończyć studia, a potem decydować o takich rzeczach. – Ja jednak nie chciałam czekać. Zdałam właśnie maturę i chciałam już być w jakimś zgromadzeniu. Tylko nie miałam pojęcia w jakim. Zaczęły się wakacje. Byłam w Lublinie w pierwszy piątek miesiąca i poszłam do spowiedzi do kościoła jezuitów, gdzie zwykle lubiłam się modlić. Nie zamierzałam akurat opowiadać o swoich rozterkach i historii życiowej. Wyspowiadałam się i chciałam iść, gdy ojciec jezuita zapytał mnie, ile mam lat i co robię. Powiedziałam, że 20, właśnie zdałam maturę i chcę wstąpić do zakonu, ale nie mam pojęcia do jakiego. Tak od słowa do słowa dowiedziałam się o urszulankach, a nawet dostałam książkę o matce Urszuli Ledóchowskiej – opowiadała s. Zofia.

U św. Urszuli

Okazało się, że jezuita był wychowankiem Urszuli Ledóchowskiej i miał kontakt z siostrami. Zofia wróciła do domu. Usiadła w swoim pokoju, otworzyła książkę i zaczęła czytać. Wstała dopiero wtedy, gdy przeczytała całą. Po lekturze ostatniej strony książki była gotowa się spakować i jechać do Pniew. Tak też się stało. – Zawsze miałam szczególne nabożeństwo do św. Józefa, a w zakonie stał mi się jeszcze bliższy. Jego więc wybrałam sobie za patrona i zaczęłam być siostrą Józefą – powiedziała. Podejmując różne obowiązki, czasem myślała o studiach, ale jako że nikt jej nie proponował takiej możliwości, pogodziła się z tym, że nigdy ich nie skończy. – Wybierałam życie zakonne, a nie naukę, więc w końcu po kilku latach jakichś tam nadziei na studia ze spokojem serca zrezygnowałam z tego marzenia dla Pana Boga. Wtedy niespodziewanie zawołała mnie przełożona i powiedziała, bym zdecydowała, co chcę studiować. Wybrałam filozofię, bo wówczas teologię mogli studiować tylko księża – wspominała. Na studia skierowano ją na KUL. Wróciła więc do Lublina, gdzie była już wspólnota urszulańska, opiekująca się studentkami.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma