Nowy numer 34/2019 Archiwum

Warto pokazywać im świat

Wyglądają inaczej, inaczej się też rozwijają. Przez swoich rodziców są jednak kochane najbardziej na świecie.

Gdy jako diagnoza po urodzeniu dziecka, albo jeszcze wcześniej, pada złowrogie słowo „Down”, na chwilę kończy się świat. Rodzice czują się zagubieni i pokrzywdzeni. Po latach jednak poczucie krzywdy mija, a niektórzy uważają się nawet za wybrańców losu.

Będą problemy

Agnieszka i Wojtek Kołodyńscy są rodzicami piątki dzieci. Gdy rodziło się ich trzecie dziecko – druga dziewczynka, nie przeczuwali, że może być coś nie tak. – Całą ciążę przechodziłam wzorcowo – wspomina Agnieszka. – Wszystkie badania były prawidłowe. Basia urodziła się w terminie, siłami natury. Jednak gdy ją tylko zobaczyłam, od razu wiedziałam, że coś jest nie w porządku.

Później przyszli lekarze i powiedzieli, że dziecko ma zespół Downa, że będą problemy oddechowe, że trzeba się szykować na operację serca i w ogóle będzie ciężko. Bardzo się tego przestraszyłam – opowiada. Agnieszkę z Basią umieszczono w sali, która znajdowała się w szpitalnej piwnicy. – Miałam o to wielki żal – mówi kobieta. – Czułam się, jakbym urodziła jakiegoś potwora. Nie byłam jednak dość asertywna, żeby się temu przeciwstawić. Pamiętam jednak taki moment, który dał mi siłę. Tylko jeden jedyny raz pojawił się u mnie starszy lekarz. Przyszedł i powiedział, żebym się nie martwiła na zapas, bo nikt nie ma prawa mówić, że z moją córką będzie jakoś bardzo źle, że będą problemy, bo nikt nie jest wyrocznią i równie dobrze wszystkie przypadłości, które dotykają dzieci z dodatkowym chromosomem, ją mogą ominąć.

Udowodnić, że się da

Dziś Basia ma 10 lat. Chodzi do szkoły. W klasie ma dzieci z różnymi niepełnosprawnościami. Dziewczynka jest zupełnie zdrowa, podobnie jak reszta jej rodzeństwa. – Z medycznych przygód z Basią mamy za sobą dwie kontrole kardiologiczne i kilka przeziębień. Córka ma jedną z najwyższych frekwencji w szkole – cieszy się Agnieszka. Basia ma siostrę i trzech braci. Jest niezwykle empatyczna i wrażliwa, i choć jej rozwój jest wolniejszy, to jednak rodzice postanowili udowodnić światu, że wbrew obiegowym opiniom z takim dzieckiem da się naprawdę bardzo dużo zrobić. Jak zaznacza mama Basi, pewnie nigdy nie będzie tak, że osoby z zespołem Downa w naszym społeczeństwie będą traktowane normalnie, ale jednak nie warto ich ukrywać. – My dużo podróżujemy. Wszędzie zabieramy ze sobą Basię, natomiast sporadycznie na wakacjach spotykamy takie dzieci jak ona. A przecież tym ludziom, zarówno młodszym, jak i starszym, warto pokazywać świat. Nie można ich zamknąć w domu albo serwować jedynie warsztaty terapii zajęciowej – przekonuje kobieta.

Wczesna rehabilitacja

O tym, że zespół Downa bardzo często rozpoznawany jest dopiero przy porodzie, przekonali się także Robert i Kasia Domaniowie. – Dowiedzieliśmy się, że Zuzka będzie miała zespół Downa dokładnie w momencie, gdy zobaczyliśmy ją na oczy – wspomina Robert. – Ja w zasadzie ten poród odbierałem. Gdy zobaczyłem dziecko, od razu wiedziałem, że ma zespół Downa. Z racji wykonywanego zawodu miałem do czynienia z takimi ludźmi i choć nigdy wcześniej nie widziałem takiego maluszka, to jednak pewne cechy natychmiast rzucają się w oczy. Domaniowie nie mieli problemu z akceptacją dziecka, choć, jak mówią, byli bardzo źli na cały świat i nie mogli uwierzyć, że to akurat ich spotkało. – To dziecko jednak było nasze, więc pokochaliśmy je od pierwszego wejrzenia. Robert, ponieważ z wykształcenia jest pedagogiem, natychmiast postanowił zabrać się do pracy z córką. – Rehabilitację Zuzki rozpoczęliśmy, kiedy miała niecałe 3 miesiące. Dzięki tak szybkiemu działaniu córeczka zaczęła chodzić, gdy miała 15 miesięcy, więc naprawdę szybko. Pojawiła się nadzieja, że choć intelektualnie nigdy nie będzie dorównywała innym dzieciom, to może jednak nie będzie z nią tak źle.

Bez względu na PESEL

Dziś Zuzia chodzi do przedszkola. Oprócz niepełnosprawności intelektualnej i fizycznej zmaga się także z innymi problemami zdrowotnymi. – W zasadzie jak prawie każda osoba z zespołem ma problemy gastrologiczne, kardiologiczne i endokrynologiczne. Niestety, w wieku 5 lat zdiagnozowano u niej także cukrzycę. Mamy świadomość, że cały czas będzie musiała być pod czyjąś opieką – stwierdza Robert. Domaniowie należą do lubelskiego Stowarzyszenia Rodzin Osób z Zespołem Downa „Ukryty Skarb”. Kasia jest społeczną konsultantką w szpitalu przy ul. Jaczewskiego w Lublinie i odwiedza kobiety, które albo spodziewają się dzieci z zespołem, albo niespodziewanie takie właśnie urodziły. –  Tych dzieci rodzi się naprawdę dużo – mówi Robert. – Tylko w tym jednym szpitalu w ciągu ostatniego roku na świat przyszło kilkanaścioro. Kiedyś była taka teoria, że dzieci z downem przytrafiają się osobom starszym, jednak okazuje się, że w dużej mierze rodzą je jednak bardzo młodzi ludzie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL