Nowy numer 3/2021 Archiwum

Nie piję, bo kocham

Przez wiele lat był jak statystyczny Polak, który wypija sporo alkoholu przy różnych okazjach. Jednak przyszedł czas, kiedy postanowił to zmienić.

Niewielu znał abstynentów, a ich obecność wywoływała w towarzystwie raczej żarty niż szacunek. W rodzinie nie było inaczej. Kilku nieszczęśnikom alkohol pomógł rozstać się ze zdrowiem, a nawet życiem. – Nie było to jednak dla mnie wystarczającym powodem, aby oprzeć się powszechnie panującym obyczajom imprezowym. Ze starych czasów pamiętam tylko kilka bliskich osób żyjących w abstynencji, w tym babcię, która przez kilkadziesiąt ostatnich lat swojego życia była członkiem Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. To był niedoceniony przez nas przykład – mówi o postawie swojej babci Sławomir Nazaruk.

Wysoka cena

Przez wiele lat dało się tak funkcjonować. Na co dzień odpowiedzialna praca, obowiązki rodzinne, delegacje i przy okazji często alkohol. – To momentami był straszny czas, w którym zacząłem zadawać sobie wiele pytań o to, czy można i warto zerwać z rzeczami, które mnie pochłaniają, a naliczyłem ich kilkadziesiąt. Jedno z najważniejszych pytań dotyczyło czasu, kiedy byłem najbardziej szczęśliwy. Przypomniały mi się czasy liceum, gdy jako młody chłopak zawsze byłem trzeźwy, miałem paczkę przyjaciół, na których można było liczyć, jeździłem w góry, by wspinać się na najtrudniejsze szlaki polskich Tatr, i towarzyszyło mi poczucie, że panuję nad swoim życiem, a Pan Bóg czuwa nade mną. Zatęskniłem za tym cudownym czasem. Chyba wtedy przyszła myśl, że pora na abstynencję.

Dostępne jest 28% treści. Chcesz więcej? Odśwież stronę i czytaj nawet 10 tekstów za darmo.
Szczegóły znajdziesz TUTAJ.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama