Nowy numer 41/2019 Archiwum

Wróciła w trumnie

Wiele z okoliczności tego wydarzenia wciąż pozostaje okrytych tajemnicą. Jedną z nich jest niewyjaśniona śmierć młodej dziewczyny i udział służb bezpieczeństwa w całym zajściu.

Rok 1949 w Lublinie był szczególnie gorący. To, co do tej pory znane, nowa władza zaczęła kwestionować. Wartości chrześcijańskie, zaangażowanie katolików w różne działania społeczne, obecność kapłanów w szpitalach czy religii w szkole znalazły się na czarnej liście. – Trzeba pamiętać, że Kościół dla nowej władzy w Polsce był przeciwnikiem nie tylko ideologicznym, ale i politycznym. Znamienne słowa premiera Cyrankiewicza, że Kościół powinien zamknąć się w swoich murach, a państwo wejść w każdą dziedzinę ludzkiego życia, oddawały sens działań, jakie od 1947 r. podejmowano – wyjaśnia prof. Jacek Wołoszyn z lubelskiego IPN.

Maryja zapłakała

Najpierw stopniowo zaczęto usuwać krzyże z urzędów, eliminować działaczy katolickich, likwidować organizacje młodzieżowe o chrześcijańskiej proweniencji, potem ataki stały się bardziej bezpośrednie. Zmasowane uderzenie przyszło właśnie w 1949 roku. By uniemożliwić młodzieży w Lublinie udział w procesji Bożego Ciała, zarządzono obowiązkowe szkolenie wojskowe. Chodziło o to, by wywieźć młodych z miasta.

W tym czasie na placu Łokietka w Lublinie w procesję wjechał samochód UB, na co ludzie zareagowali oburzeniem: przewrócili samochód i obrzucili go kamieniami. W związku z tym aresztowano szereg osób, przede wszystkim studentów KUL. W tym właśnie czasie na obrazie Matki Bożej w lubelskiej katedrze 3 lipca pojawiły się łzy. Wierni uważali, że to cud, władze – że mistyfikacja, i oskarżyły Kościół o próbę obalenia ustroju. Mimo negatywnych artykułów w prasie i wezwań w zakładach pracy, by nie odwiedzać katedry, wierni tysiącami napływali do Lublina. Wśród osób, które postanowiły przyjechać, by osobiście pomodlić się przed obrazem Matki Bożej, była 18-letnia Helena Rabczuk. – Helena była siostrą mojej mamy. To z jej wspomnień wiem, że ciocia była młodą, zdrową, silną kobietą. Miała ogromne przywiązanie do Matki Bożej, dlatego gdy do naszej wsi pod Włodawę dotarła wiadomość o cudzie w Lublinie, Helena postanowiła tam pojechać – opowiada Antoni Szymoniuk, siostrzeniec Heleny Rabczuk.

Tajemnicza śmierć

Nie było to łatwe przedsięwzięcie, ale Helena się uparła. W okolice Lublina jechał transport drewna z tartaku, z którym dziewczyna się zabrała. Pod katedrę dotarła szczęśliwie i stanęła w tłumie ludzi oczekujących na wejście do środka. Ponieważ kościół w czasie wojny był mocno zniszczony, trwały prace remontowe, a przed katedrą ustawiono rusztowania. Z relacji świadków wynika, że w pewnym momencie ktoś krzyknął, że wali się rusztowanie, i tłum rzucił się do ucieczki, tratując Helenę. – Wersja oficjalna była taka, że ciocię Helenę ludzie zadeptali. W naszej rodzinie jednak i w okolicy zawsze się mówiło, że Helena została zamordowana przez komunistów. Mama wspominała, że gdy jej siostrę przywieziono w końcu w trumnie do domu, miała na skroni i za uchem wielkiego siniaka, jakby ktoś ją czymś mocno uderzył. Rodzina wykluczyła, że ciocia mogła zemdleć. Była młoda, zdrowa i silna. Władze o jej śmierć oskarżyły Kościół i chciały, by mój dziadek przeciw Kościołowi publicznie się wypowiadał, że przez niego zginęła jego córka. Dziadek jednak nie chciał się na to zgodzić. Raz siłą zabrali go do Lublina, by na wiecu przeciw cudowi powiedział, że Kościół zamordował mu dziecko, ale na szczęście udało mu się uciec i zamiast krytykować Kościół, kupił Matce Bożej piękny dywan, który podarował katedrze – opowiada pan Antoni.

Poskładane w całość

W przyszłym roku minie 70 lat od tamtych wydarzeń. Z tej okazji wydawnictwo Gaudium przygotowuje publikację na temat cudu. – 20 lat temu powstało pierwsze opracowanie tamtych wydarzeń dokonane przez panią Agnieszkę Gierobę. Nie udało się wówczas dotrzeć do dokumentów, które dziś są dostępne w IPN, ale były żywe relacje świadków. Dziś sytuacja się zmieniła. Bezpośredni świadkowie już nie żyją, ale odnalazły się dokumenty uważane za zniszczone. Ich opracowania podjęła się pani Mariola Kaca-Błasińska z naszego wydawnictwa. Trwają prace nad książką, która ukaże się w przyszłym roku – mówi ks. Marek Szymański z wydawnictwa Gaudium. Prezentacja źródeł, do których udało się dotrzeć 20 lat temu i dziś, oraz omówienie stosunków państwo–Kościół były tematem sesji pt. „70 lat temu Lublin stał się Częstochową”. Odbyła się ona na lubelskim Zamku. Uczestniczyli w niej prof. Jacek Wołoszyn z IPN, Agnieszka Gieroba z „Gościa Niedzielnego” i Mariola Kaca-Błasińska z wydawnictwa Gaudium. Spotkanie poprowadził ks. Marek Szymański.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL