GN 45/2018 Archiwum

Po nocy przychodzi dzień

Najpierw spłonął jego dom, potem utopił się młodszy brat, a na koniec poraził go prąd i trzeba było amputować nogę i część ręki. Jan Mela uważa się jednak za szczęściarza.

Rozgłos w Polsce zyskał jako Jasiek Mela, dziś jest dorosłym Janem, który nie lubi, gdy wylicza się jego sukcesy czy sportowe wyczyny. Choć życie doświadczyło go tak ciężko, że problemami mógłby obdzielić całkiem spore grono ludzi, nie czuje się przegrany. Przeciwnie, mówi, że nieustannie za wszystko dziękuje. Swoim świadectwem dzielił się z młodymi podczas Sercańskich Dni Młodych w Pliszczynie. Siostra Teresa, która go przedstawiała, powiedziała, że jest najmłodszym w historii zdobywcą obu biegunów, jednym z nielicznych, jeśli nie jedynym, bez nogi i ręki, który wspinał się na najwyższe szczyty świata, pierwszym tancerzem z protezą, który brał udział w programie „Taniec z gwiazdami”, zdobywcą wielu nagród i tytułów.

Po wyliczeniu tych wszystkich niesamowitych osiągnięć zapytała gościa SDM: „Jak żyć, Jasiek, by problemy nie położyły cię na łopatki, a to, co najgorsze, przemieniać w to, co najlepsze?”. – Nie wiem. Własną mocą to niemożliwe, ale dla Boga nie ma z tym problemu – odpowiedział. – To, co mi się przytrafiło w życiu, ktoś uzna za pasmo klęsk. Ja też mam takie chwile, ale wtedy uczę się dziękować Bogu za dobro, jakie wyprowadził z sytuacji, które po ludzku były tragiczne. Staram się zawsze wstawać prawą nogą, bo lewej nie mam – to znacznie ułatwia dobry początek dnia – mówił z poczuciem humoru, zwracając się do młodych Jan Mela.

Z klęski Bóg wyprowadza radość

Dziś trzydziestoletni mężczyzna przekonuje młodych, że nie ma ograniczeń, których nie można pokonać. – Wielu sukcesów nie byłoby w moim życiu, gdyby nie wcześniejsze doświadczenia klęski. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech popatrzy na moją historię. Pan Bóg kilkakrotnie mnie ratował – nie w przenośni, ale dosłownie – gdy byłem bliski śmierci w pożarze domu czy w wypadku porażenia prądem. On wyciągnął do mnie dłoń. Te wszystkie tytuły, którymi mnie przedstawiono, nie mają większego znaczenia. Nie chcę się na nich koncentrować, bo należą do przeszłości. Życie toczy się tu i teraz – mówił gość. Mając za sobą walkę o powrót do sprawności po wypadku, doskonale rozumie innych, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. – Ja wiem, co znaczy strata, może dlatego łatwiej mi rozmawiać z tymi, którzy tego doświadczają. Pomagam, bo w ten sposób spłacam dług wdzięczności. Dostałem dużo więcej, niż straciłem. Mam kredyt u Pana Boga, co jest równoznaczne z kredytem u ludzi, bo Jezusa spotykamy w drugim człowieku. Stąd też wziął się pomysł fundacji „Poza Horyzonty”, bo wiem, że każdy może przekroczyć horyzont. Dla jednego będzie to spojrzenie w lustro i powiedzenie sobie, mimo tego, co tam zobaczy: chłopie, jesteś OK. Dla innego może to być pójście do ojca czy matki i powiedzenie „dziękuję” czy „przepraszam”. Dla jeszcze innego możliwość samodzielnego poruszania się dzięki protezie po amputacji nogi. Oczywiście nie znaczy to, że będzie nam łatwo. Mnie samemu zajęło sporo czasu, zanim mogłem stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie: jesteś w porządku – przyznaje Jan Mela.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy