Nowy numer 33/2018 Archiwum

Zmarł w dniu swoich urodzin

Ci, którzy go znali, mówią, że był to człowiek niezwykle skromny, pełen kultury, ale przede wszystkim człowiek modlitwy, który nie ustawał w głoszeniu Ewangelii.

Ksiądz Janusz Krzak – wysoki postawny mężczyzna z uśmiechem, który chyba nigdy go nie opuszczał. Niestrudzony ewangelizator, chętnie zapraszany do głoszenia rekolekcji. Dobry, łagodny człowiek, a przy okazji wspaniały organizator i budowniczy. Mówił ludziom, że zawsze trzeba być gotowym do drogi, bo nie wiadomo, kiedy Pan Bóg nas zawoła. Jego zawołał dokładnie w dniu 80. urodzin. Biskup Mieczysław Cisło, który przewodniczył Mszy św. pogrzebowej w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej w Siedliszczu, przytoczył zapiski zachowane w archiwum diecezjalnym, wśród których jest opinia katechety z czasów, gdy ks. Janusz Krzak starał się o przyjęcie do seminarium. Już wtedy napisano o nim, że to Boży człowiek, wrażliwy na innych, służący chętnie pomocą, i nikogo nie dziwi, że wybrał drogę kapłańską.

Dobry wybór

Całe jego życie potwierdzało, że ten wybór przynosił mu radość. Poczynając od pierwszych lat swego kapłaństwa, skończywszy na latach proboszczowania, najpierw w Jarczowie, a następnie w Siedliszczu, dał się poznać jako kapłan nieustający w głoszeniu słowa Bożego, budujący nie tylko kościoły materialne, ale przede wszystkim Kościół duchowy.

– Kiedy w 1987 roku przyszedł do parafii w Siedliszczu, ukochał to miejsce i ludzi, poświęcając się im w służbie. Rozbudował tu świątynię i dom parafialny, ale przede wszystkim budował wspólnotę między ludźmi. Zawsze można było na niego liczyć, przyjść porozmawiać, prosić o modlitwę czy pomoc. Miał niezwykłą zdolność obdarowywania przyjaźnią tych, z którymi pracował – mówił ks. Jacek Brogowski, następca ks. Janusza Krzaka w parafii w Siedliszczu. – Odprowadzając do domu Ojca ks. Janusza, chcemy dziękować za jego powołanie i lata pracy, dziękujemy za jego kapłańskie życie, świadectwo umiłowania Boga, jakie nieustannie dawał – mówi bp Mieczysław Cisło.

Nie ulegał emocjom

Homilię wygłosił ks. infułat Kazimierz Bownik, przyjaciel zmarłego. – To był człowiek pokoju, nie ulegał emocjom. Nie pamiętam w ciągu 63 lat naszej przyjaźni, by kiedykolwiek wybuchnął gniewem, żeby narzekał. Był opanowany i spokojny, pełen ufności w Bożą pomoc. To wiara była fundamentem jego spokoju i pokoju, który emanował na tych, którzy byli blisko niego, a przecież Boża Opatrzność nie szczędziła mu różnych doświadczeń. Ojca nie pamiętał, bo rozstał się z nim, mając zaledwie rok. Wybuchła wojna i tata poszedł walczyć. Nigdy do domu nie wrócił, Janusza więc i jego brata wychowywała mama. Niestety i ona zmarła w kilka tygodni po rozpoczęciu przez niego studiów seminaryjnych. Został więc sam.

Rok po święceniach zachorował poważnie na gruźlicę, wiele miesięcy spędził w szpitalach i sanatoriach, ale się nie skarżył. Mimo jego nieprzeciętnych zdolności wszystkie nominacje na parafie sytuowały go na poziomie gminy, ale Janusz nigdy nie narzekał, w każdej parafii czuł się dobrze. Z każdym proboszczem żył w zgodzie, a byli to ludzie o różnych temperamentach. Nigdy nie panikował, a najważniejszą rzeczą było, że potrafił milczeć. My, koledzy z roku, w różnych sytuacjach podziwialiśmy go, ufał, że Boża Opatrzność każdą sytuację należycie rozwiąże – mówił podczas homilii ks. Kazimierz.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma