Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Uratowany przez Matkę Bożą

Ilu ludzi może powiedzieć o sobie, że wyszło bez szwanku po zderzeniu motoru z ciężarówką? Ojciec Stanisław Miciuk OFM Cap jest przekonany, że życie uratowała mu Matka Boża.

Być dalej kapłanem...

Któregoś razu zakonnik jak zwykle wybrał się na motorze wysoko w góry do jednej z kaplic. − Zjeżdżałem już po ciemku. Wiadomo, że w górach nie ma prostych dróg, tylko serpentyny. Pokonywałem jednak tę drogę tak wiele razy, że czułem się pewnie. Jechałem jakieś 90 km/h, kiedy zobaczyłem stojącą w poprzek drogi nieoświetloną ciężarówkę. Próbowałem hamować i jakoś skręcić w bok, ale na górskiej drodze było już za późno na wszelkie manewry i zderzyłem się ze stojącym na drodze samochodem. Kiedy odzyskałem przytomność w szpitalu, lekarz powiedział mi, że to cud, że żyję, ale rękę mam tak strzaskaną, że nigdy nie będzie sprawna. Pomyślałem sobie wtedy, że mogę cierpieć, tylko niech Pan Bóg pozwoli mi dalej być kapłanem i służyć ludziom. Modliłem się do Matki Bożej, dziękując za uratowanie życia i oddając się Jej w opiekę. Ku zdumieniu lekarzy ręka się zrosła, a ja mogę nią swobodnie poruszać – dawał świadectwo o. Stanisław.

Śmierć była o krok

Kolejne niecodzienne doświadczenie opieki Matki Bożej przyszło całkiem niedawno.

− Jak zwykle jechałem na motorze do jednej ze wspólnot. Gdy wracałem, zaczął padać deszcz. To oznaczało, że wiele dróg zamieni się w strumienie. Myślałem, że zdążę wrócić, zanim zrobi się niebezpiecznie. Zjeżdżając z gór, zobaczyłem, że rzeczywiście moją drogę przecina już szeroki strumień wody, ale byłem pewny, że przez niego przejadę. Tymczasem gdy motor znajdował się pośrodku wody, okazało się, że prąd jest tak silny, że porwał mnie wraz z nim. Ustawiłem się więc tak, by płynąć z prądem i wypatrywać miejsca, gdzie będę mógł się wydostać. Niestety, strumień przybierał na sile. W końcu usłyszałem narastający huk i zdałem sobie sprawę, że zbliżam się do wodospadu. Wiedziałem, że jak zaraz nie wydarzy się jakiś cud, zginę. Trzymałem się kierownicy motoru, który nagle zahaczył o jakąś gałąź. Złapałem się jej i szukając nogami podparcia zacząłem przesuwać się ku brzegowi. To, że pod moim ciężarem i naporem wody gałąź wytrzymała, a ja wyszedłem z wody, było doświadczeniem kolejnego cudu uratowania mojego życia. Dlatego nie mogę nie głosić Ewangelii – mówi o. Stanisław.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL