Nowy numer 50/2018 Archiwum

Przecieranie ścieżek

– Praca w „Gościu Niedzielnym” była nie tylko działaniem duszpasterskim, ale i wyzwaniem oraz ciekawą przygodą, gdzie dane mi było spotkać wielu ludzi – wspomina ks. Ryszard Podpora, jeden z pierwszych redaktorów lubelskiego dodatku tygodnika.

Obecność „Gościa Niedzielnego” w naszej diecezji zawdzięczamy abp. Józefowi Życińskiemu. To on, jako wcześniejszy biskup tarnowski, gdzie „Gość Niedzielny” miał swoją wieloletnią tradycję, postanowił zaprosić go także do Lublina. Wcześniej w naszej diecezji obecna była tylko „Niedziela”. − Pamiętam konferencję dziekanów w starej auli KUL, na której obecny był ówczesny redaktor naczelny „Gościa”, śp. ks. Stanisław Tkocz, i jego zastępca, Andrzej Grajewski. Wtedy księża zostali poinformowani, że oferta prasy katolickiej w diecezji zostanie poszerzona o „Gościa Niedzielnego” z lubelskim dodatkiem. Pierwszym redaktorem lubelskim został ks. Janusz Kozłowski – poeta, kapłan zaangażowany w wiele projektów literackich. Jednak pierwsze chwile wejścia tygodnika do diecezji nie były łatwe.

Trudne początki

− Ksiądz Janusz, człowiek o duszy artysty, nie miał łatwo. Dotychczas w diecezji panowała zasada, że księża sprzedający „Niedzielę” w parafiach musieli zapłacić za wszystkie otrzymane egzemplarze, niezależnie od tego, ile z nich się sprzedało. Budziło to oczywiście frustrację księży, którzy obawiali się kolejnych obciążeń finansowych w związku z „Gościem”. Tu jednak od początku była jasna zasada, że płacimy tylko za sprzedane egzemplarze, resztę należy zwrócić. Dla naszej młodej redakcji były to jednak trudne warunki. Księża najpierw wykładali „Niedzielę”, bo za nią i tak musieli zapłacić, a dopiero potem „Gościa”. Oznaczało to dla nas liczne zwroty. Sytuacja była naprawdę patowa. Szybko się okazało, że konieczne są dodatkowe personalne wzmocnienia naszej redakcji. Ksiądz Janusz przejął sprawy dystrybucji, a ja wszedłem w skład redakcji – mówi ks. Ryszard.

Kluczem do sukcesu „Gościa” były wyjazdy redakcji do parafii i przygotowywanie artykułów i zdjęć na miejscu.

− Zdobyłem w tej sprawie pewne doświadczenie, bowiem od 1995 roku byłem diecezjalnym asystentem Akcji Katolickiej w naszej diecezji i odwiedzałem parafie, zakładając tam nowe oddziały. Poznałem przy tej okazji wielu ludzi świeckich zaangażowanych w życie Kościoła. Wiedziałem więc, gdzie mogę liczyć na wsparcie, także w sprawie „Gościa”. Całym zespołem redakcyjnym, tj. z Agnieszką Gierobą i Barbarą Pycel, jechaliśmy wyznaczoną trasą, odwiedzając umówione parafie. Rozmawialiśmy tam z księżmi, odwiedzaliśmy szkoły, ciekawych ludzi, o których usłyszeliśmy, i pisaliśmy o nich na naszych łamach. Tak krok po kroku poznawaliśmy diecezję i podnosiliśmy nakład gazety – opowiada ks. Ryszard.

Przełom lat 90. i roku 2000 był trudnym czasem dla czytelnictwa w ogóle. Wysokie bezrobocie w Polsce sprawiało, że ludzie niechętnie wydawali pieniądze na gazety. Remedium okazały się dołączane do gazet gadżety – a to długopis, podkładka pod mysz komputerową, puzzle itp. Szukaliśmy sponsorów, którzy w zamian za artykuł w „Gościu” mogliby przekazać nam coś, co można dołożyć do gazety. I tak co pewien czas pojawiał się prezent dla czytelników. Małymi krokami, na różne sposoby, zdobywaliśmy czytelnika. Mieliśmy doświadczenie, że gdy ktoś raz kupił „Gościa”, przeważnie do niego wracał. To cieszyło – mówi ks. Ryszard.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy