Nowy numer 50/2018 Archiwum

Dziennikarstwo ze szczypiorkiem

„Gość Niedzielny” to dobrych (w sensie długości, ale i jakości) kilka lat mojego życia. Osiem lat tej samej drogi z Czubów do centrum miasta, pracy z kilkoma szefami, przyjaźni z Agnieszką i zaufania, jakim mnie obdarzono.

Wszystko zaczęło się niedługo po studiach, jeszcze bez rodziny, kiedy głowa pełna pomysłów i serce zapalone do ewangelizacji były gotowe na podbój wschodnich rubieży Rzeczypospolitej. To była końcówka sierpnia lub początek września. W redakcji pojawiłam się dosłownie z ulicy, kiedy po kilkugodzinnym roznoszeniu listów motywacyjnych po okolicznych firmach dotarłam na skraj placu przy katedrze, przed pałac biskupi. Już dziś nie pamiętam, kto mi powiedział, że pod tym adresem mieści się lubelska redakcja „Gościa Niedzielnego”. Trochę zdziwiona tym, że brama była zamknięta, postanowiłam zejść wąskim przejściem w dół i poszukać wejścia od tyłu. Nie wiedziałam, czy uda mi się dotrzeć do środka. Było około 15.00, ale ja jeszcze nie wiedziałam, że miałam małe szanse, aby zastać kogoś w redakcji. Pracowaliśmy zwykle do 13.00, chyba że trzeba było przygotować jakiś tekst „na wczoraj” albo zrobić porządki… Szczęśliwie trafiłam właśnie na sprzątanie, redakcja była otwarta, a przy komputerze zastałam mojego przyszłego szefa, ks. dr. Ryszarda Podporę.

Pierwsze koty za płoty

Nasze spotkanie trwało krótko. Pokazałam swoje teksty, napisałam coś na komputerze, opowiedziałam w kilku zdaniach o sobie i wyszłam z zapewnieniem, że ktoś się do mnie odezwie. Bez większych nadziei, trochę rozbawiona całą tą dziwną „rozmową kwalifikacyjną”, wróciłam do domu spakować się na jakieś warsztaty, na które chętnie wtedy jeździłam. Kilka dni później odebrałam telefon i poinformowano mnie, że dostałam pracę w redakcji i mogę zacząć od października. Tak zaczęła się moja dziennikarska przygoda, którą rozpoczęłam przygotowaniem materiału z Parafianki, chyba najdalej położonej parafii diecezji lubelskiej. Nigdy nie zapomnę prawie godzinnej podróży autobusem, spotkania z ks. Stefanem, ówczesnym proboszczem, jego gospodynią, rozmowy przy stole, obiadu i tak serdecznego przyjęcia, że lepszego powitania w nowej pracy nie można sobie wymarzyć. Otwarta, trochę naiwna, bo pewna takiej samej otwartości w każdej wspólnocie, zaopatrzona w reklamówkę z sałatą, szczypiorkiem i innymi płodami parafialnego ogródka w Parafiance, żegnana przez błogosławiącego z mozaiki fasady kościoła św. Andrzeja Bobolę, wróciłam do Lublina, czekając na nowe zlecenia.

A potem przyszła miłość

Zaczęły się podróże, wyjazdy, spotkania, przygotowywanie relacji z różnych wydarzeń parafialnych, szkolnych, uniwersyteckich. Udało mi się wziąć udział w obchodach 10-lecia lubelskiej redakcji, a tymczasem piszę tekst na jej 20-lecie. To był bardzo piękny czas. Wolny aż do momentu, kiedy stanęła przede mną druga miłość mojego życia. Mężczyzna miał na imię Goran i mieszkał w Zagrzebiu, w Chorwacji. Wybierając tę miłość, byłam pewna, że muszę zrezygnować z tej pierwszej, z rodziny i przyjaciół w Polsce. Po pewnym czasie okazało się jednak, że Bóg, zabierając nam coś, co jest dla nas ważne, przygotowuje coś jeszcze ważniejszego, większego. Oprócz męża, który w tym czasie zakochał się w Polsce, dostałam trójkę dzieci: Tosię, Jasia i Hanię. I choć nie mogłam już więcej pisać dla dodatku lubelskiego, otworzyła się przede mną możliwość pisania dla głównego wydania „Gościa”, jako korespondent z Zagrzebia, oraz do innych mediów w Polsce. W Chorwacji odnalazłam nie tylko nową rodzinę, ale też nowych znajomych, historie, które z radością opisywałam polskim Czytelnikom, i najważniejsze − Boga, który w każdej części świata jest taki sam. Dzisiaj, oprócz pisania tekstów, piszę ikony i uczę dzieci w polskiej szkole w Zagrzebiu. To wielki zaszczyt nauczać najmłodszych nie tylko języka, ale czegoś więcej. Zrozumiałam to dopiero, kiedy wyjechałam z Polski.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy