Nowy numer 27/2020 Archiwum

Mój mąż widzi Jezusa

Wszystko potoczyło się szybko. Od zmywania podłogi w przedświątecznych porządkach oderwał mnie telefon Szymka 10 lat, który razem z Robertem pojechał kupić choinkę: Mamo, tato się źle poczuł. Zadzwoniłem po karetkę.

Krótko po tym zadzwonił znajomy ksiądz. Powiedział Joli o pewnej osobie z Domowego Kościoła. Ta opowiedziała, jak w nocy nie mogła spać i modliła się za rodzinę Joli i Roberta. „Około godziny 1.00 ujrzała salę szpitalną, do której zstępowały zastępy aniołów. Stanęli przy łóżku Roberta. Robert wstał. Był ubrany w białe szaty i wśród aniołów zaczął iść drogą do nieba. Szedł w wielkiej radości, jego twarz była przemieniona. Na końcu tej drogi stali Pan Jezus i Jego Matka”. Po tym widzeniu osoba ta nie mogła już dalej się modlić o uzdrowienie Roberta, bo była pewna, że to, co widziała, stało się naprawdę. To podniosło Jolę z wielkiej udręki. – Kochani! Niebo istnieje. Ja wciąż tę rzeczywistość poznaję przez wiarę, ale mój mąż Robert jest już w nią zanurzony cały. A teraz zwracam się do Ciebie, Drogi Przyjacielu, który to czytasz. Niezależnie od tego, kim jesteś. Nie koncentruj się na tym, co w życiu osiągnąłeś lub co zaprzepaściłeś. Przyjmij te słowa: Bóg ukochał Ciebie odwieczną miłością – daje świadectwo Jola.

***

Świadectwo Joli ukazało się w "Gościu Niedzielnym" w 2014 roku, trzy miesiące po śmierci Roberta. Od tamtego czasu minęły 4 lata, jednak doświadczenie Joli i jej rodziny, z którym przyszło się im zmierzyć w okresie świąt Bożego Narodzenia stało się umocnieniem dla wielu osób przeżywających różne trudności.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama