Nowy numer 7/2019 Archiwum

Drzewka, auta i lekcja demokracji

Od trzydziestu lat słyszę, że wreszcie możemy poczuć się gospodarzami we własnym kraju, wziąć odpowiedzialność także za swoją "małą ojczyznę". No to po odpowiedzialności… Mogę sobie uważać, co chcę, ktoś wyżej zdecyduje lepiej.

Wycięto mi tuż przed domem drzewa. Od razu ponad sto. Podobno dzięki temu powstanie osiemdziesiąt miejsc parkingowych. Świetnie, będę parkował do rozpuku. Gdzie mi się żywnie spodoba, o ile nie będzie zajęte.

Drzewa były stare i piękne. Dawały cień, produkowały tlen. Bez tlenu jakoś się obejdziemy, przecież stężenie szkodliwych pyłów tylko trochę przekracza dopuszczalne normy. A czasem nawet nie przekracza. A cień jest potrzebny tylko wtedy, kiedy jest gorąco. No to można nie wychodzić z domu. No chyba, że się chce przejść szybciutko do samochodu…

Rozmawiam ze znajomymi. Nikt nic nie wiedział, wszyscy zdziwieni. W gazetach czytamy, że decyzja zapadła „po konsultacjach społecznych”. Przepraszam, nie ze mną. To było jedno z piękniejszych miejsc w Lublinie. Kirkut, kościół salezjanów, otoczone drzewami. Teraz to pustynia. Wycinanie drzew pod nowe miejsca parkingowe to strzał w kolano – nie da się wyciąć tylu drzew, żeby wszyscy chętni mogli wygodnie zaparkować. Państwo wybaczą, miasta nie są z gumy.

Przy okazji dostaliśmy lekcję nie-odpowiedzialności. Od trzydziestu lat słyszę, że wreszcie możemy poczuć się gospodarzami we własnym kraju, wziąć odpowiedzialność także za swoją „małą ojczyznę”. No to po odpowiedzialności… Mogę sobie uważać, co chcę, ktoś wyżej zdecyduje lepiej.

Oburzeni są wszyscy, z którymi rozmawiam. Kalinowszczyzna już jest rozjeżdżana przez przyjezdnych. Oni swoją zieleń mają. Przyjadą do nas, zostawią auto, a potem wrócą do swoich domów wśród zieleni. My musimy ustąpić, bo oni mają swoje potrzeby. My nie. Tak przebiega gettyzacja dużych miejskich osiedli. Pamiętają Państwo Wojtka Bellona? „W moim mieście wycięli sady”. Tak musi być i nie ma rady...

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • CSOG
    29.01.2019 14:19
    Demokracja i Don Kichot. (Akt pierwszy)
    Co mają wspólnego utopie i ich obrońcy równie szlachetni i heroiczni, co oderwani od jakiegokolwiek realizmu rzeczywistości? Termin utopia w swoim podstawowym znaczeniu określa coś nieistniejącego, takie nie miejsce (gr. ou – nie, topos – miejsce) mógł jednak zostać utworzony od wyrazu eutopia oznaczającego dobre miejsce. Termin ten (utopia) stosowany jest również do wyrażenia ludzkiej tęsknoty za lepszym światem. Taka sama tęsknota była zdaje się motorem napędowym Don Kichota, postaci z jednej strony praktycznej i kierującej się logiką, z drugiej zaś pozwalającej by fantazje zmieniały mu obraz rzeczywistości. Któż z nas jednak nie lubi obietnic, wizji spraw i rozwiązań doskonałych? Systemów wzniosłych, pięknych, idealnych i bez wad, pragnie chyba każda ludzka dusza. Tak bardzo ich łakniemy, że pozwalamy choć przez chwilkę się oszukiwać, że mogą być realne. Komunizm, demokracja, sprawiedliwe rządy ludu. Nie chcemy wierzyć, że raj na ziemi utraciliśmy bardzo dawno temu, bezpowrotnie, i bez możliwości odwołania. Wolimy przetwarzać naszą donkiszoterię w nowsze, świeższe formy, niż całkiem jej się wyrzec. Romantyczne wezwanie „mierz siły na zamiary nie zamiar podług sił” to przecież oczywista propozycja budowania nowych utopii i utopijnych idei.
    (Akt drugi.) Śmietnikowa demokracja. Byłem onegdaj świadkiem i równocześnie uczestnikiem pewnej debaty na temat przycinania żywopłotu okalającego pojemniki na odpady komunalne. – Patrz pan, jak pocięły ten żywopłot, nie pytały się nikogo. Jak był wysoki, to mniej smród się roznosił i ptaki tak nie lazły.
    Próbowałem wyrazić swoje zdanie, że rozprzestrzenianiu się brzydkich zapachów i ptactwu, wysokość żywopłotu nie przeszkadza, a przystrzyżony wygląda bardziej estetycznie. Szybko poniechałem rozumiejąc, że żywopłot i tak stoi po mojej myśli, a rozmówczyni przekonać się raczej nie da. Nieopodal stał mężczyzna starszy (ode mnie i od owej kobiety też), który ni to chciał, ni nie chciał zabrać głos. Lecz z wyrazu twarzy wnioskowałem, że prawdopodobnie ten żywopłot, to on by usunął w całości i zastąpił go betonowym cokołem. Dobrze że nie było głosowania, tak myślę. Ileż to negatywnych emocji jeszcze by obudziło, ile nowych zrodziło pomysłów. I tych realnych i tych jak demokracja całkowicie odrealnionych.
    (Trzeci akt.) Wojtek Bellon to optymistą on był, sadów żałował i miał rację. Janek Kaczmarek satyryk acz realista, zaśpiewał kiedyś sobie: „Zanim zniknie pod betonem osiedlowych skwerków reszta, a w piwnicy odda ducha szara mysz, Zanim wszystko, co zielone, co w pachnącej trawie mieszka, na podeszwach rozniesiemy wzdłuż i wszerz…”
    Zanim to się stanie trzeba sobie powiedzieć: Dobrze, że są utopie. Dobrze, że są Don Kichot’owie. Bez nich nie mielibyśmy nawet fantazji, nawet nadziei, że może być lepiej. (I to byłby epilog, albo coda, jak ktoś woli)
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL