Nowy numer 42/2019 Archiwum

O paleniu książek i o paleniu książkami - nieco polemicznie

Kojarzy się to jednoznacznie i to nie najfajniej - z paleniem książek przez nazistowskie młodzieżówki w III Rzeszy. Bardziej oczytani pamiętają też inny kontekst: książkę Raya Bradbury’ego „451 stopni Fahrenheita”, powieść SF, gdzie w dalekiej przyszłości też pali się książki.

Akurat miałem pisać coś o książkach, ale jeszcze nie wiedziałem, o których, i teraz już wiem: o tych palonych, o których huczy cała Polska. W tej sprawie można być tylko fundamentalnie „za” albo „przeciw”, więc spróbuję tak, jak nie można: tylko troszkę przeciw. Ksiądz z Koszalina, wraz z ministrantami, spalił książki dotyczące wróżbiarstwa i okultyzmu. Kojarzy się to jednoznacznie i to nie najfajniej – z paleniem książek przez nazistowskie młodzieżówki w III Rzeszy. Bardziej oczytani pamiętają też inny kontekst: książkę Raya Bradbury’ego „451 stopni Fahrenheita”, powieść SF, gdzie w dalekiej przyszłości też pali się książki.

Człowiek jest istotą symboliczną, myśli obrazami i mitami, a nasze społeczeństwo jest bardzo wyczulone na mity godzące w podstawy wolności społecznej. Ale wydaje się, że intencja księdza była zupełnie inna – w ognisku znalazły się nie tylko książki, ale również przedmioty związane z magią. Rozumiem, co happening miał wyrażać, „główna idea utworu” mi pasuje, tylko „środki wyrazu” tym razem zawiodły. Swoją drogą, dobór lektur poszedł po linii najmniejszego oporu: „Harry Potter”, „Zmierzch” - to takie "gotowce", jak już się nie chce dyskutować o pogodzie, pięćset plus i osiągnięciach Nawałki.

Ale nie będę rzucał kamieniem – przyznam, że tuż po transformacji ustrojowej znaleźliśmy na dnie szafy stary podręcznik do historii z 1953 roku. To było curiosum jakich mało, z „zaplutymi karłami reakcji” włącznie. W podniosłym nastroju, całorodzinnie, pozwoliliśmy podręcznikowi spłonąć w babcinym piecu. Dziś tej decyzji żałuję, bo książeczka miała wartość nieocenioną jako świadek pewnej epoki. Ale w życiu nie potraktowałbym tamtej decyzji jako atak na podwaliny liberalnej demokracji. Zakłamaną książkę spotkał zasłużony los. Piszę o tym tylko dlatego, by podkreślić, jak bardzo niekiedy kontekst sytuacji decyduje o jej odczytaniu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • JAWA25
    03.04.2019 19:56
    A krócej i prościej ? Że harry poter (którego nie cierpię, ale inna historia) jest godny zrównania ze stalinowskich podręcznikiem?
    doceń 25
  • CSOG
    04.04.2019 00:05
    Kapitalna konkluzja. Nieczęsto zdarza mi się zgadzać z autorem powyższego artykułu, tym razem, w większości się zgadzam. Postawiłbym jednak na tą konkluzję, uwypuklił ją i rozszerzył myśl o niej. Jak bardzo, w tym konkretnym przypadku ,kontekst sytuacji decyduje o jej odczytaniu? Dla mnie kontekst ten jest zdecydowanie szerszy niż tło, niewątpliwie niefortunnego, happeningu ze spaleniem książek. Właściwym kontekstem jest niezwykle zintensyfikowany atak na Kościół i chrześcijaństwo. Atak wykorzystujący każdą okazję, każdy powód, każdą przesłankę, do wywołania zaklęcia o treści „nic nie usprawiedliwia takiego …”. W miejscu wielokropka pojawia się najczęściej (lecz nie wyłącznie) zwrot „zachowania księdza”. I chciałoby się dopisać, że ten kontekst i siła tego ataku jest bez precedensu, gdyby nie niezaprzeczalny fakt, że precedens miał już miejsce. Dwa tysiące lat temu, kiedy przybito do Krzyża Syna Boga. A wcześniej był sąd, była rozprawa, lub tylko jak niektórzy twierdzą, tragifarsa sądu i rozprawy. W każdym razie szukano okazji, przesłanki, dowodu. Szukano powodu. Żeby krzyknąć winny, uderzyć. Zabić.
    W piątek znowu pójdę na Drogę Krzyżową. Powspominam nieco, jak to tam wtedy było? Gorzko, boleśnie, niesprawiedliwie. Stanę pod Stacją Pierwszą „Jezus Skazany”. To będzie dla mnie najwłaściwsze miejsce żeby pomyśleć o sędziach i sądzonych. O sprawcach, oprawcach i ofiarach. Bo na wojnach i wojenkach, zawsze są tylko ofiary. O wszystkich atakach na Kościół i księży. O filmie Kler. O podważaniu świętości Papieża. Chcę i muszę na to się zdobyć, żeby dać się złu we mnie wykrzyczeć, zanim … Zanim podejmę decyzję, gdzie w zasadzie chcę stanąć? Bo przecież trzeba zająć jakieś stanowisko. W tłumie wrzeszczących „Ukrzyżuj!”? Pośród tych, którzy w milczeniu tylko się przyglądali? Blisko zdjętego przeraźliwym strachem człowieka, który jąka: Nie znam człowieka.?
    Czy obok Tego Który umierając chce jeszcze wyszeptać „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.”
    Zamyśliłem się, rozpisałem. A miało być tylko o paleniu książek. I o kontekstach.
    doceń 3
  • CSOG
    04.04.2019 12:37
    Kiedy byłem dzieckiem opowiadali mi rodzice o cyganie, który wysyłając dziecko z glinianym dzbankiem po mleko, ku przestrodze sprawiał mu zawczasu lanie. Miał ów cygan swoją, a i nie głupią rację, że po co bić dziecko po fakcie, gdy garnek potłuczony, a mleko rozlane? Rozsądniej zawczasu uwrażliwić dziecko, by obolałe, uwagę i staranność zachowało. Będąc już starszy, zetknąłem się z ukazem przypisywanym Carowi Rosji Piotrowi I „O badaniu świadków w sądach: Bardzo też pożyteczne bywa najsamprzód zdzielić świadka, ledwie wejdzie, mocno kijem po głowie, od czego ten bardzo zdumiony bywa". Ma więc to wyprzedzające uderzenie swoje historyczne konotacje, swoją własną logikę, a nawet uzasadnienie.
    Tu znów wracające wspomnienie z dzieciństwa z rzucania kamieniami. Miały te kamienie taką dziwną właściwość, że lubiły przeczyć prawom fizyki i wypuszczone z ręki nie spadały na ziemię pod stopy zgodnie z prawem ciążenia, tylko zawsze w jakimś określonym poziomo kierunku leciały. Miały też różne osoby i przedmioty, a najczęściej szyby, równie niepojętą właściwość, że kamienie takie, wbrew prawom fizyki w poziomie przestrzeń przemierzające, z dziwną i niewytłumaczalną siłą do siebie przyciągały. To wszystko było bardzo dziwne i tajemnicze. I tylko moje intencje zawsze były zawsze jasne, oczywiste. Przecież nigdy rzucić kamieniem nie chciałem. Do dziś nie wiem jak to działało, że te kamienie same, jak chciały tak latały i rany zadawały.
    Ja przecież nie chciałem.
    *****
    „Główne idee” wszystkich utworów, zawsze i wszędzie są niezmienne. Walka dobra ze złem. Podobnie zawsze, wszędzie i w każdym przypadku jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kontekst, a jeśli coś zawodzi to zawodzą „środki wyrazu”.
    Zwłaszcza takie środki, które wbrew własnym założeniom i intencjom nie mają dookreślonego, a w najgorszych przypadkach żadnego wyrazu.
    *****
    Człowiek podobnie jak środowisko jego życia, jest stworzeniem organicznym. Reaguje na prawach i zasadach działania anatomicznego układu nerwowego.
    Wrażliwość społeczna podobna jest do takiej naszej biologiczno osobistej, w której
    układ współczulny jest zwyrodnieniowo przerośnięty, a przywspółczulny obumiera w patologicznym niedorozwoju. Jeśli społeczeństwo chce zachować zdrowie, niech przed podjęciem akcji i działania poszuka wytchnienia, odpoczynku, ciszy i spokoju.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL