Nowy numer 42/2019 Archiwum

Organista z pasją

Całe życie pana Mariana związane było z muzyką i Kościołem. Niestraszne były mu czasy komunizmu, które wierzących ludzi spychały na margines życia, i ograniczenia, jakie mogły być nałożone na jego rodzinę.

Skąd w małym chłopcu wychowywanym na wsi wzięło się zamiłowanie do muzyki, dziś trudno powiedzieć. Na pewno bliscy widzieli jego zdolności, bo ojciec chrzestny podarował Marianowi skrzypce. Na wsi chłopak, który miał skrzypce, to był ktoś! W Chodlu, gdzie mieszkała rodzina Stefankiewiczów, znajduje się piękny XVII-wieczny kościół, znany także ze zjazdów chórów kościelnych odbywających się z okazji dnia św. Cecylii − patronki śpiewu i muzyki kościelnej. Może właśnie to miejsce nasunęło młodemu chłopakowi myśl o zostaniu organistą? Najpierw jednak musiał skończyć szkołę.

Edukację w Chodlu zakończył w 1938 roku. Wkrótce potem wybuchła wojna i jako 15-latek wraz z innymi młodymi ludźmi został wywieziony na przymusowe roboty do Niemiec. – Nie wspominał tego pobytu źle, choć pracował tam po 12 godzin dziennie. Wrócił do Polski po około pięciu latach, mając jeszcze za sobą epizod obozu przejściowego w wojsku amerykańskim. Już jako dorosły człowiek nauczył się języka niemieckiego i odwiedził miejsca, gdzie przebywał. Jednak powrót do domu z wojennej tułaczki okazał się trudnym zderzeniem z rzeczywistością, stąd decyzja o podjęciu nauki – mówi córka Mariana, Maria Stefankiewicz.

Szkoła organistowska

W Lublinie na Podwalu działała szkoła organistowska, do której Marian się zapisał. Przygotowywała ona adeptów do pracy organisty w szerokim zakresie, ucząc takich przedmiotów jak: gra na organach, solfeż, emisja głosu, liturgia, język łaciński. Nauka była również okazją do spotkań z ówczesnym biskupem lubelskim Stefanem Wyszyńskim, który − także jako syn organisty − darzył tę szkołę wielką sympatią. – Tato często wspominał tamte spotkania i mówił, że biskup Wyszyński interesował się szkołą, warunkami nauki i zamieszkania, odwiedzał bursę na Podwalu i rozmawiał z uczniami – wspomina pani Maria.

Po skończeniu nauki Marian zdecydował się zapisać do szkoły muzycznej − dziś to Państwowa Szkoła Muzyczna st. Podstawowego i Licealnego im. K. Lipińskiego w Lublinie. Swoją pierwszą pracę podjął jako organista w Niemcach pod Lublinem. Tam też przeniósł się z rodziną: żoną Heleną i dwójką dzieci. – W tamtych czasach organista nie tylko odpowiadał za śpiew w kościele, ale też prowadził kancelarię. Tato więc spisywał różne dokumenty. Dla nas, dzieci, życie przy parafii było czymś naturalnym. Czuliśmy się tam jak u siebie i nigdy obowiązków taty nie uważaliśmy za trudne, choć dziś, patrząc perspektywy czasu, widzę, że życie naszej rodziny podporządkowane było pracy ojca. Niedziele i święta to zawsze najwięcej obowiązków, ale my tego tak nie odczuwaliśmy. Naturalne było, że wszystkie plany czy święta układało się tak, by tata mógł być w kościele – wspomina pani Maria.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL