Nowy numer 28/2020 Archiwum

Czy mamy nad Wisłą i Bugiem problem z miłosierdziem?

Naszym nadwiślańskim (i nadbużańskim też) katolikom łatwiej przychodzi cytować: "i nie przebaczaj zaiste, nie w twojej mocy przebaczać...", niż mówić o uczynkach miłosierdzia.

Jest tajemnicą naszej narodowej literatury, że będąc w tak ścisłym związku z chrześcijaństwem, tak niewiele w sumie mówi ona, przynajmniej wprost, o miłosierdziu. Naszym nadwiślańskim (i nadbużańskim też) katolikom łatwiej przychodzi cytować: „i nie przebaczaj zaiste, nie w twojej mocy przebaczać...”, niż mówić o uczynkach miłosierdzia. Paradoks naszej poezji współczesnej polega na tym, że jedyny bodajże tekst wspominający o miłosierdziu jest wierszem Szymborskiej. Nie wspominam rzecz jasna o szerokim nurcie poezji konfesyjnej, mówimy o kanonie.

Czy to znaczy, że mamy problem z miłosierdziem? Nie wiem, mam natomiast świadomość, że definicje słownikowe nie wystarczą, by miłosierdzie praktykować. Co więcej, można definiować miłosierdzie wcielając je w życie, bez słowników i precyzyjnych definicji. Nie wystarczy być litościwym, wrażliwym, nie chodzi o łatwe uleganie wzruszeniom, miłosierdzie chrześcijańskie powinno iść w parze z czynem. Wyciągnąć pomocną dłoń do drugiego, który mnie potrzebuje - tak to rozumiem.

Warto w tym kontekście przypomnieć pierwsze zapisane polskie zdanie: „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj” - miał powiedzieć Bogwał do swej żony, co miało znaczyć: „Daj, niech ja pomielę, a ty odpocznij”. Najpierw dostrzec drugiego w jego trudzie, potem wyjść mu naprzeciw z pomocą, tak rozumiem papieskie wezwanie do rozwijania „wyobraźni miłosierdzia”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama