Nowy numer 07/2020 Archiwum

Nieziemska rzeczywistość

Dom na lubelskim Sławinku tętni życiem. Jest gwarno i radośnie. Gości w progu witają 5-letnie bliźniaczki Marianna i Debora. Za nimi, nieco onieśmielony, chowa się 3-letni Józio. Jedyny chłopak, nie licząc taty, w dziesięcioosobowej rodzinie Głosów.

Józek „wymodlony” przez Chińczyków

Głosowie często zapraszali do siebie nowo poznanych chińskich znajomych. – Uprawialiśmy trochę takie duszpasterstwo pizzy – śmieje się Jana. – Dla nich pizza to naprawdę coś. Więc gdy przychodzili na tę pizzę, to my inicjowaliśmy modlitwę przed jedzeniem. Pokazywaliśmy też, że gdy mąż z żoną się pokłócą, to istnieje coś takiego jak przebaczenie. Oni w ogóle nie znają takiego słowa. W kryzysowej sytuacji jedynym wyjściem jest rozwód, ostatecznie wielka góra prezentów.

Choć mają świadomość, że owoce ich pobytu mogą przyjść dopiero za jakiś czas, wierzą, że ta misja była bardzo potrzebna. – Pamiętam, jak kiedyś jeden ze znajomych Chińczyków przyszedł do mnie w nocy porozmawiać – opowiada Andrzej. – Sam fakt, że chciał rozmawiać, i to z Europejczykiem, był wielkim wydarzeniem, a gdy się okazało, że chciał rozmawiać o sobie, swoich problemach, to już w ogóle byłem zszokowany – dodaje. – Być może ta rozmowa uchroniła go od samobójstwa, które tam jest na porządku dziennym. W Chinach okazało się, że Jana jest w kolejnej ciąży. – Wszyscy życzyli nam chłopczyka – wspominają. – Mówili nawet, że będą się o chłopca dla nas modlić. – Ja też się modliłam o brata – wtrąca 10-letnia Frania. Na USG okazało się, że będzie chłopak. Dziś Józek ma 3 latka. Samodzielny, uśmiechnięty. Zdrowy, jak cała reszta rodzeństwa. Niedawno rodzina zgłosiła chęć wyjazdu w kolejne miejsce. – Do Chin już nie mieliśmy możliwości powrotu. Oni nie chcą na studiach ludzi, którzy mają tyle dzieci – mówi Andrzej.

Okazało się, że świeckich misjonarzy potrzeba w Gruzji. – Wyruszyliśmy więc do Tbilisi. To bardzo trudny teren – zaznacza Andrzej. – Mimo, że to kraj prawosławny, nie ma tam w zasadzie żadnych świątyń. Jest zaledwie kilka kościołów. Potrzebny był ktoś, kto choć trochę zna język rosyjski. Dlatego wybrano nas – wyjaśnia. Razem z Głosami do Tbilisi trafiła jeszcze jedna polska rodzina. W parafii, do której zostali skierowani, pracuje też polski ksiądz. – Byliśmy tam cztery miesiące, ale kiedy poczęło się ósme dziecko, wróciliśmy, by urodzić w Polsce – mówi Jana. Dziś Głosowie są już prawie gotowi, by znowu wyruszyć do Tbilisi. – Salomea ma 3 miesiące. Możemy jechać. Powoli też kończymy remont mieszkania, w którym będziemy mieszkać. Wiemy, że jesteśmy tam bardzo potrzebni, bo okazuje się, że Jezusa szukają również muzułmanie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama