Nowy numer 08/2020 Archiwum

Tu się żyje mocno!

Nikt z nich nie planował swego życia związać ze wspólnotą. Małżonkowie mieli swoje sprawy, a osoby bezżenne swoje. Kiedy jednak poznali, czym jest oaza, wszystkie wybory życiowe oparli na zasadach Ewangelii i służbie innym. Za to zaangażowanie zostali odznaczeni medalami „Lumen mundi”.

Elżbieta i Witold Kowalczykowie, Elżbieta Ogrodnik i Grażyna Wilczyńska na różnych polach działalności służyli i dalej służą wspólnocie Ruchu Światło–Życie. Ich zaangażowanie zostało docenione wyróżnieniem nadanym przez abp. Stanisława Budzika podczas uroczystości podsumowania oaz wakacyjnych w lubelskiej katedrze.

U początku drogi

Elżbieta Ogrodnik dzieli swoje małżeństwo na dwa okresy. Pierwszy bez Domowego Kościoła i drugi po wejściu do wspólnoty. Dziś jest sama, bo mąż Stefan odszedł do Pana w 2001 roku. Twierdzi, że ich życie nabrało pełni i stało się naprawdę szczęśliwe dopiero wtedy, gdy Pan Bóg postawił na ich drodze Ruch Światło–Życie.

W 1974 r., kiedy wypoczywali na wakacjach w Małem Cichem, widywali grupę młodzieży z księdzem. Rozśpiewaną, rozmodloną, radosną. – Stefan podszedł do tego księdza z pytaniem, co to za wypoczynek, bo my bardzo chętnie wysłalibyśmy córki na podobne wakacje. Kiedy ksiądz się dowiedział, że jesteśmy z Lublina, stwierdził, że to świetnie się składa, bo tam jest oazowa centrala. Podaliśmy nasz numer telefonu i usłyszeliśmy, że ktoś się z nami skontaktuje – opowiada pani Ogrodnik.

O Ruchu Światło–Życie, zwanym oazą, wtedy niemal nikt nie słyszał. To były początki. Ks. Franciszek Blachnicki, szykanowany przez władze komunistyczne, musiał opuścić Katowice i przyjechał do Lublina na studia na KUL. Proponował młodzieży spotkania wokół Ewangelii i organizował rekolekcje wakacyjne połączone z wypoczynkiem. Na co dzień obserwował też, jak bardzo małżonkowie potrzebują jakiejś formy duszpasterstwa, która pomoże im wzrastać we wzajemnej miłości. Opierając się na doświadczeniach ruchu dla małżeństw z Francji, zaczął tworzyć program nazywany Domowym Kościołem Ruchu Światło–Życie. – Kiedy dostaliśmy zaproszenie na Sławinek, nie wiedzieliśmy, w jakim celu. Wtedy do Kościoła lepiej było się nie przyznawać, a organizowanie jakichś spotkań religijnych mogło się źle skończyć. Na miejscu okazało się, że przyszło jeszcze kilka par. Spotkał się z nami ks. Franciszek Blachnicki i zaproponował wspólnotę dla małżeństw. Tak zawiązał się pierwszy krąg Domowego Kościoła, w którym mieliśmy szczęście się formować. Stopniowo podejmowaliśmy się różnych posług dla innych. Mąż specjalnie w tym celu skończył studia teologiczne, choć już był profesorem innego kierunku. W końcu zostaliśmy pierwszą parą diecezjalną – mówi pani Elżbieta.

Oporni na wołanie

Nic nie zapowiadało, że ich życie zmieni się tak bardzo po siedmiu latach małżeństwa. Ela i Witek Kowalczykowie byli młodzi, mieli małe dzieci, pracowali na UMCS i robili kariery naukowe. Witek był wówczas początkującym asystentem i wyobrażał sobie, że jego życie rodzinne będzie się kręciło także wokół uczelni. – Wydawało mi się, że praca naukowca nakłada na mnie pewne zobowiązania towarzyskie, bywanie w różnych miejscach i zapraszanie gości do siebie. Dlatego, kiedy spotkaliśmy na spacerze kolegę, a on i jego żona gorąco zaczęli nas zapraszać, byśmy przyszli na spotkanie oazy rodzin, nie wypadało mi odmówić, choć jakoś szczególnie chętni nie byliśmy – wspomina Witek.

Nie znaczy to, że byli niewierzący. Przeciwnie, oboje wyrośli z tradycyjnych rodzin, chodzili do kościoła. Są spokrewnieni z bp. Bolesławem Pylakiem, który błogosławił ich małżeństwo, jednak nie szukali dla siebie żadnej wspólnoty czy możliwości pogłębiania wiary.

– Wiedzieliśmy, że jest ruch oazowy, ale myśleliśmy, że to dla młodzieży. Jednak przy różnych okazjach znajomi nas namawiali, byśmy przyszli zobaczyć, co to jest. Zachęcali, że są tam różni ludzie, także z uczelni, że będziemy tam dobrze się czuć. Wciąż jednak nie byliśmy przekonani. Aż do 1979 roku, do wizyty Jana Pawła II w Polsce. Pojechaliśmy na spotkanie z papieżem do Warszawy. Słyszeliśmy jego wołanie, by zstąpił Duch Święty, ale jakoś nie dotarło ono do nas od razu. Dziś z perspektywy 40 lat widzimy jednak, jak ten Duch zadziałał – mówią małżonkowie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama