Nowy numer 42/2020 Archiwum

Mocne życie. Świadectwa osób nagrodzonych medalem "Lumen mundi"

Nikt z nich nie planował swego życia związać ze wspólnotą. Małżonkowie mieli swoje sprawy, a osoby bezżenne swoje. Kiedy jednak poznali czym jest oaza, wszystkie wybory życiowe oparli na zasadach Ewangelii.

Nie znaczy to, że byli niewierzący. Przeciwnie, oboje wywodzili się z tradycyjnych rodzin, chodzili do kościoła. Byli spokrewnieni z bp. Bolesławem Pylakiem, który udzielał im ślubu, jednak nie szukali dla siebie żadnej wspólnoty, czy możliwości pogłębiania wiary.

- Wiedzieliśmy, że jest ruch oazowy, ale myśleliśmy, że to dla młodzieży. Jednak przy różnych okazjach znajomi nas namawiali, byśmy przyszli zobaczyć, co to jest. Zachęcali, że są tam różni ludzie, także z uczelni, że będziemy tam dobrze się czuć. Wciąż jednak nie byliśmy przekonani, aż do 1979 roku, do wizyty Jana Pawła II w Polsce. Pojechaliśmy na spotkanie z papieżem do Warszawy. Słyszeliśmy jego wołanie by zstąpił Duch Święty, ale jakoś nie dotarło ono do nas od razu. Dziś z perspektywy 40 lat widzimy jednak, jak ten Duch zadziałał – mówią małżonkowie.

Kiedy pod koniec czerwca kolejny raz dostali zaproszenie, by przyjść na spotkanie kręgu oazy rodzin, jak wówczas mówiono, postanowili pójść i zobaczyć. To krok, który zdecydował o ich przyszłym życiu.

– Stopniowo zaczęliśmy odkrywać wielkie bogactwo, jakie do naszego małżeństwa wnosi wspólnota. Jesteśmy bardzo różni, jak ogień i woda, bywa, że trudno nam się porozumieć. Gdybyśmy nie stosowali zasad Domowego Kościoła, może nie bylibyśmy dziś razem – mówią

To był drugi krąg, jaki powstał w Lublinie. Tworzyły go wówczas małżeństwa z całego miasta. Z czasem ruch się rozwijał i ludzi we wspólnocie przybywało. Ela i Witek mieszkali wówczas na osiedlu Maki, gdzie zaczął budować się kościół pod wezwaniem św. Maksymiliana. Małżonkowie szybko włączyli się w życie parafii, współpracowali z ówczesnym proboszczem ks. Józefem Siemczykiem i spotykając się z innymi małżeństwami zachęcali, by dołączały do oazy rodzin.

– Pojechaliśmy wtedy też na nasze pierwsze rekolekcje do Łabuń, co było potwierdzeniem, że chcemy być we wspólnocie i swoje relacje małżeńskie i rodzinne oprzeć na zasadach Domowego Kościoła Ruchu Światło–Życie, jak oficjalnie nazywał się ruch oazowy dla rodzin – mówi Ela.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama