GN 45/2019 Archiwum

Misjonarze – ludzie z pierwszej linii frontu

Pochodzą z różnych stron świata, wychowali się w innych kulturach i tradycjach, a jednak coś łączy ich tak mocno, że zostawiają wszystko i idą, by nieść Chrystusa ludziom, którzy o Nim nie słyszeli. Październik jest szczególnym miesiącem misyjnym.

Ojciec Emanuel pochodzi z Burkina Faso. Od ponad dwóch lat mieszka w Polsce, w Lublinie, gdzie mówi o misjach i zachęca, by troszczyć się o nie. – Misje są mi szczególnie bliskie, bo to właśnie misjonarzom zawdzięczam swoją wiarę – mówi. W jego rodzinnej wiosce była parafia, w której pracowali ojcowie biali. Było ich czterech, każdy z innego kraju (z Belgii, Hiszpanii, Francji i Kanady), a jednak tworzyli wspólnotę życia. – Patrzyłem na nich i myślałem, że są jak pierwsi chrześcijanie. Razem się modlą, pracują, mieszkają, a przy tym mają w sobie taką radość i entuzjazm, że każdy, kto wchodzi do ich domu czy się z nimi spotyka, wychodzi umocniony. Też tak chciałem służyć Bogu poprzez głoszenie Ewangelii – opowiada o. Emanuel.

Gotowy do drogi

Wstąpił najpierw do małego diecezjalnego seminarium, ale pragnienie, by otworzyć się na Boży plan i pójść, dokądkolwiek zostanie posłany, było tak ogromne, że postanowił wstąpić do Zgromadzenia Misjonarzy Afryki (Ojców Białych). Spełniło się jego pragnienie misyjności.

Najpierw został posłany do Burundi, potem do Konga, gdzie spędził sześć lat wraz ze współbraćmi z różnych stron świata, pracując z nimi dla Chrystusa i Afryki. – Po tym czasie dostałem propozycję, by wyjechać do Polski i tu pracować na rzecz misji, mówiąc o nich i pomagając odkrywać misyjne powołania. W pierwszej chwili byłem zaskoczony, bo słyszałem, że język polski jest dla nas, Afrykanów, bardzo trudny i że jest tu strasznie zimno, ale potem zaraz przyszła myśl, że pójdę wszędzie, dokąd Pan Bóg mnie pośle. Tak znalazłem się w Lublinie. Wciąż jestem gotowy, by służyć misjom na różne sposoby. Jeśli dziś dostałbym od przełożonych propozycję, by jechać do Afryki, jutro mogę ruszać – mówi o. Emanuel.

Życiowy przewrót

Podróż w drugą stronę, czyli z Polski do Afryki, ma za sobą ojciec Paweł Mazurek. – Ja o misjach nigdy nie myślałem – aż do rekolekcji podczas studiów, na które trafiłem przypadkiem, choć wiadomo, że u Boga przypadków nie ma. Prowadził je ojciec biały i wówczas poczułem w sobie poruszenie. Przyszło mi do głowy, że skończę tę moją biologię i jako człowiek świecki może na jakiś czas wyjadę pomóc misjonarzom – opowiada o. Paweł. Po kilku miesiącach drugi raz wybrał się na rekolekcje prowadzone przez misjonarzy i wtedy odczytał, że Bóg chce go widzieć na misjach jako kapłana. – To był dla mnie przewrót. Musiałem wszystko sobie poukładać, co nie było łatwe i trochę trwało. Miałem jakieś swoje plany i pomysły na życie, a tu nagle taka zmiana. Jednak dużo modlitwy i rozeznawania, czy to moja droga, przyniosło decyzję, że chcę być księdzem i misjonarzem. Kiedy podjąłem taką decyzję, poczułem wielką radość i spokój. Zaczął się czas nauki i przygotowania do pierwszego wyjazdu do Afryki, do nowicjatu w Tanzanii – wspomina o. Paweł. Kiedy ktoś go pytał, dlaczego wybrał akurat misje, odpowiadał, że nie daje mu spokoju świadomość, że są na świecie osoby, które nie znają Chrystusa, które wciąż czekają na Niego, a nie ma ludzi, którzy by Go im zanieśli.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama