Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Misjonarze – ludzie z pierwszej linii frontu

Pochodzą z różnych stron świata, wychowali się w innych kulturach i tradycjach, a jednak coś łączy ich tak mocno, że zostawiają wszystko i idą, by nieść Chrystusa ludziom, którzy o Nim nie słyszeli. Październik jest szczególnym miesiącem misyjnym.

Misjonarz – człowiek wszechstronny

Misjonarz to też osoba, do której zawsze można przyjść po pomoc. – W mojej wiosce były trzy samochody. Jeden miał szef tego regionu, drugi jakiś lokalny biznesmen, a trzeci mieliśmy my. Kiedy ktoś zachorował czy zaczynał się jakiś trudny poród, ludzie przychodzili do nas z prośbą, byśmy pomogli dostać się do szpitala. Pomoc medyczna to jedna z dodatkowych działalności misyjnych, podobnie jak edukacja. W wielu miejscach to właśnie misjonarze zapewniają rozwój infrastruktury, budując szkoły, przychodnie czy kościoły. Może się wydawać, że to wielkie rzeczy, ale misje uczą prostych rozwiązań. Dla nas trudnością jest przestawienie się z tego, jak coś się robi w Polsce, na to, jak to coś robi się w Afryce. Kiedy pęknie rura, nikt nie jedzie od razu do sklepu oddalonego np. o 120 km, ale zastanawia się, jak można to naprawić za pomocą tego, co jest pod ręką. Akurat do naprawy tej awarii przydała się dętka od roweru. Uczymy się lokalnego języka, ich zwyczajów i pokory we wszystkim – mówi misjonarz i podkreśla, że jeżeli wchodzimy do innej kultury, musimy zdjąć buty, by niczego nie podeptać. Przyjmujemy ich kulturę i ubogacamy ją Ewangelią.

Jest też niemało przykładów z życia, które mogą stać się nauką dla nas. – Kiedy nie ma jakiegoś sąsiada w kościele na niedzielnej Mszy św., po jej zakończeniu ktoś znajomy idzie do takiego domu z pytaniem: „Dlaczego cię nie było?”. Być może ktoś zachorował lub coś się wydarzyło i potrzebna jest jakaś pomoc. Tam nie zostawia się nikogo, nie traktuje obojętnie. Jeśli tworzysz wspólnotę wiary z ludźmi, to zawsze możesz na nich liczyć – opowiada o. Paweł.

Z różnych stron świata

Na świecie jest około 1200 ojców białych. Ich świadectwo wciąż pociąga kolejnych kandydatów. Obecnie w Afryce jest 500 kleryków, którzy chcą zostać misjonarzami Afryki. – To w większości powołania z Afryki, z innych części świata jest ich bardzo mało. Obecnie z Polski mamy jedno nowe powołanie. Wciąż jednak trzeba Bożych szaleńców z miłości, bo to miłość czyni nas szalonymi po ludzku, byśmy zostawili „dostatnie” życie i poszli do buszu nieść Chrystusa – mówią misjonarze.

Żeby pracować na rzecz misji, nie trzeba jechać do Afryki. – Każdy może odmówić choć jedno „Zdrowaś, Maryjo” w intencji misji i pracujących tam misjonarzy. Sam wielokrotnie doświadczyłem, jaką taka modlitwa ma moc. Kiedy zdarzają się jakieś trudne sytuacje czy zwątpienia, świadomość, że np. ktoś w Polsce modli się za mnie, dodaje sił i pozwala znaleźć rozwiązanie. O misjach można mówić innym i wspierać je materialnie. Każdy z pewnością znajdzie jakiś sposób dobry dla siebie, by włączyć się w misyjne dzieło Kościoła – podkreśla o. Paweł.

Jedyny dom Zgromadzenia Misjonarzy Afryki znajduje się w podlubelskim Natalinie. Tam też w ostatnie soboty miesiąca odbywają się Msze misyjne, na które każdy jest zaproszony.•

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama