Nowy numer 04/2020 Archiwum

Dobro wraca

Choć po ludzku wydaje się niemożliwe, by Ala odzyskała zdrowie, jej rodzice wierzą, że zdarzy się cud i ich jedyne dziecko znowu się do nich uśmiechnie.

Agnieszka i Wojciech Mazurkowie od półtora roku walczą o to, by ich córka, która uległa wypadkowi, wybudziła się ze śpiączki. Jednak, jak mówi mama Alicji, do tego potrzebny jest cud. – Kilku profesorów pokazywało nam badania, mówili, że w zasadzie nie ma czego stymulować, bo nasze dziecko nie ma mózgu – stwierdza. – W ogóle to, że Ala żyje, jest podobno nienormalne.

Choć z Alicją nie ma kontaktu, bliscy cały czas są przy niej i pomagają w rehabilitacji. – Przeszliśmy terapie w wielu klinikach w całej Polsce, sami też skończyliśmy we Włoszech kurs rehabilitacyjny metodą Glena Domana – opowiada mama Alicji. – To fantastyczna forma terapii, jednak przy tej metodzie rehabilitacji z człowiekiem dziennie pracuje kilkadziesiąt osób. To stymulacja od rana do wieczora. U nas na razie niemożliwa.

Leczenie, które działa cuda

Od sierpnia Alicja przebywa w domu. Choć ciągle korzysta z terapii, na które musi dojeżdżać, niedługo to się już zmieni. Będzie mogła być rehabilitowana na miejscu.

Rodzice Ali, myśląc, jak pomóc swojemu dziecku, ale też jak pomóc wielu innym ludziom, którzy potrzebują specjalistycznej terapii, wybudowali w Turce pod Lublinem specjalistyczny ośrodek. – My na rehabilitację w prywatnych klinikach czekaliśmy zawsze przynajmniej miesiąc. To bardzo długo, nie mówiąc już o tym, jak drogie są takie terapie. Wielu ludzi w ogóle nie ma szans, by na taką formę leczenia, która potrafi zdziałać cuda, się dostać.

Na swojej działce częściowo ze swoich pieniędzy, ale też dzięki kredytom i pożyczkom, postanowili sami zbudować placówkę rehabilitacyjną, w szczególności dla dorosłych, dla których takich miejsc w zasadzie w Polsce nie ma. – Pamiętam tę rozmowę, która odbyła się osiem miesięcy temu wieczorem, przy stole w kuchni, w czasie której mój mąż postanowił, że zbuduje taką placówkę – wspomina pani Agnieszka. – Rehabilitantka Ali opowiadała, jak to fantastycznie mieć swój ośrodek. Myśmy mieli plac i pozwolenie na budowę. Dzień po tej rozmowie święcony był plac, a w ciągu tygodnia zalane były fundamenty.

Mazurkowie nikomu nie mówili o swoich planach. – Baliśmy się, że to nie wypali, że nic z tego nie wyjdzie.

Ostatnie miesiące opieki nad Alą były też katorżniczą pracą, którą wykonała rodzina. – Chcielibyśmy w jakikolwiek sposób oddać dobro, którego doświadczyliśmy od innych – podkreślają Agnieszka i Wojciech Mazurkowie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama