Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Jestem fanką Pana Boga

Anna Matuszewska, nowy rzecznik Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży AL, mówi o wartościach, które przekazuje wspólnota, potrzebie ciągłej formacji oraz o Bożych szaleńcach.

Justyna Jarosińska: W KSM działasz od ośmiu lat. Jesteś tzw. dinozaurem. Co dał Ci ten czas?


Anna Matuszewska: Rozpoczęłam swoją przygodę z KSM w momencie, w którym człowiek zaczyna myśleć o życiu bardziej poważnie. Miałam 15 lat. To taki dziwny okres dla młodego człowieka. Bardzo się cieszę, że całą swoją młodość – od bycia nastolatką do stania się dorosłą kobietą – przeżyłam w tej wspólnocie. Cała formacja miała w moim życiu bardzo szeroki wymiar, wszystkie decyzje, które podejmowałam, poczynając od wyboru szkoły, grona znajomych, sposobu na życie, opierały się na KSM. Dzięki temu teraz mogę powiedzieć, że niczego nie żałuję. To niesamowita wartość.


KSM to formacja duchowa, ale też pewnego rodzaju edukacja młodego człowieka. Czego Ty się nauczyłaś?


W zasadzie wszystkiego. Począwszy od rzeczy bardzo praktycznych, np. planowania, organizacji różnych wydarzeń, myślenia przyczynowo-skutkowego, ale także wypowiadania się, takiego zwykłego obycia w społeczeństwie. Pamiętam, jak przez pierwszy rok w swoim oddziale parafialnym nie odezwałam się ani słowem. Bałam się, że coś powiem nie tak. Dziś naszym młodym członkom powtarzam, by nie byli takimi amebami. W KSM nauczyłam się, że warto mieć swoje zdanie i umieć go bronić. Poznałam też swoją wartość. W okresie nastoletnim ta wartość jest bardzo ważna. Młodzi bardzo zwracają uwagę na to, jak są postrzegani, co myślą o nich inni.


A relacja z Panem Bogiem?


Cały czas na nowo ją odkrywam, nieustannie się jej uczę. Wiara wyniesiona z domu, choć była bardzo ważna, okazała się niewystarczająca. W pewnym okresie, gdy rodzice dla mnie, nastolatki, stali się już nieco mniejszymi autorytetami, na mojej drodze stanęła wspólnota – to ona mnie religijnie kształtowała. Jestem naprawdę fanką Pana Boga. On tak dobrze dostosowuje swoje działanie do życia każdego, jego dojrzałości, sytuacji, w jakiej się znajduje. Jestem pewna, że gdyby nie KSM, nie byłabym taką osobą, jaką jestem. Cały czas się kształtuję, ale mam już swoje wartości, których chcę bronić. Okres studiów był też dla mnie dobrym czasem na weryfikację tego, co tak naprawdę jest ważne. Na studiach zderzamy się z ludźmi, którzy mają zupełnie inne wartości. Czy jesteśmy w stanie pokazać swoje? Ja się starałam. Wchodziłam w nowe towarzystwo ze swoimi ideałami, z poczuciem, że trzeba sobie stawiać cele, do czegoś dążyć.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama