Nowy numer 48/2020 Archiwum

Na ratunek ludziom

„Stan zdrowia słaby, zdolności dobre – bardzo pilny, kaznodzieja dobry, charakter cichy” – tak o diakonie Stanisławie Mysakowskim pisał rektor lubelskiego seminarium, przedstawiając jego sylwetkę do święceń kapłańskich.

Stasiu od najmłodszych lat dużo czasu spędzał w kościele. Nie dlatego, że od urodzenia był bardzo pobożny, ale ponieważ jego tata był organistą. Dziś trudno powiedzieć, czy to obserwacja z bliska kapłanów pracujących w jego rodzinnych Wojsławicach na Chełmszczyźnie, czy pobożność przekazana przez rodziców rozbudzała w młodym chłopaku chęć służenia Bogu.

Jednego zawsze był pewien – nie można kochać Boga, jeśli nie miłuje się ludzi. Może dlatego, gdy odczytał swoje powołanie i po ukończeniu lubelskiego seminarium w 1920 roku został księdzem, bardziej niż kariery naukowej pragnął pracy wśród wiernych. Wysłany na studia teologiczne pisał do biskupa: „Po seminaryjnych studiach, ściśle teoretycznych, dobrą będzie rzeczą, jeśli przypatrzę się, poznam trochę życie i jego potrzeby”. Na to pragnienie biskup odpowiedział, kierując go do pracy w parafii Nawrócenia św. Pawła w Lublinie.

Codzienne sprawy

Wystarczyło kilka miesięcy, by młody wikary zorientował się, jak wiele potrzeb kryją ludzkie serca. Pragnął znaleźć sposób, oprócz płomiennych homilii i dyżurów w konfesjonale, by przyprowadzać ludzi do Boga i pomagać im w zwyczajnym, codziennym życiu. Zorganizował więc Stowarzyszenie Rycerzy Serca Jezusowego, nadając organizacji statut osoby prawnej. – Przyjmowano do niego wszystkich, a zwłaszcza młodzież, często wałęsającą się bez celu po ulicach. Tutaj znajdowali zajęcie i czuli, że żywe zainteresowanie innych i wartości chrześcijańskie stają się im drogie i bliskie. Na przykład któregoś razu zgłosiło się trzech braci, znanych w dzielnicy Bronowice jako postrach i chuliganeria. Ksiądz Stanisław przyjął ich z otwartymi ramionami, a oni, uczestnicząc w spotkaniach stowarzyszenia, zmienili się nie do poznania – opowiadała Janina Natowska, świadek w procesie beatyfikacyjnym ks. Mysakowskiego, pracownica stowarzyszenia.

Organizując spotkania Rycerzy Serca Jezusowego, ks. Stanisław podzielił członków na grupy: młodzież męską, żeńską, kobiety i mężczyzn. Oni dzielili się na oddziały, a te na zastępy. Wszyscy mieli swoje sztandary i tarcze. Raz w tygodniu odbywały się lekcje śpiewu, które początkowo ks. Stanisław prowadził osobiście. W każdą niedzielę młodzież miała swoją Mszę św. o godz. 10, a po niej spotkanie i konferencję. Zachęcano do lektury wartościowych pozycji, organizowano jasełka i okolicznościowe akademie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama