Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Miasto jest jak przedpokój

Szymon Pietrasiewicz, aktywista miejski, współzałożyciel Lubelskiego Ruchu Miejskiego Miasto dla Ludzi i członek Rady Dzielnicy Za Cukrownią, mówi o tym, jaką wartość mają drzewa i zrównoważony rozwój aglomeracji.

Ks. Rafał Pastwa: Dzielnica Za Cukrownią…

Szymon Pietrasiewicz: Jest najbiedniejszą i najbardziej zaniedbaną częścią naszego miasta. To dzielnica z największymi deficytami społecznymi. Staramy się tam pracować na rzecz społeczności lokalnej, ale też zmiany wizerunku tej przestrzeni.

Aktywiści nie u wszystkich budzą pozytywne skojarzenia.

Można powiedzieć, że aktywiści sprzątają bałagan, który ktoś inny spowodował. Aktywista jest nowym określeniem społecznika. Społecznicy stali się aktywistami, aby nie ograniczać się do mikroskali, tylko do swojego najbliższego otoczenia. Oczywiście wchodzą niekiedy w radykalne interakcje z władzą czy określoną grupą ludzi, prowadząc z nimi polemikę. Problemy lokalne występują w zagęszczeniu punktowym w różnych miastach na świecie, są one bardzo zbliżone do siebie – dotyczą komunikacji publicznej, drzew i zieleni, zrównoważonego rozwoju, ekologii, walki o prawa pieszych, o komfortowy dostęp do wysokiej klasy przestrzeni publicznej. Aktywiści miejscy uważają, że przestrzeń publiczna jest formą przedłużenia naszego mieszkania, że to przedpokój. Twierdzimy, że to, co jest na zewnątrz naszego mieszkania, również stanowi nasz dom i należy o to dbać. Chcemy, żeby ta przestrzeń była przyjazna dla wszystkich użytkowników: dla pieszych, rowerzystów osób starszych, z niepełnosprawnościami, by wszyscy mogli się swobodnie poruszać i przemieszczać w tej przestrzeni.

Otwarcie na świat, podróże – to miało na Ciebie wpływ?

W szkole średniej wyjechałem na wymianę młodzieżową do Münsteru i tam zobaczyłem pierwszy raz w życiu ścieżki rowerowe. Były to lata 90. minionego wieku. Była to cała struktura, łącznie z parkingami wielopoziomowymi dla rowerów, co druga osoba podróżowała rowerem – nie mieściło mi się to w głowie, wyglądało to jak w bajce. Gdy wróciłem do Lublina, zrozumiałem, że jest coś nie tak, że przyzwyczaiłem się do tej „patologii”, gdzie muszę użerać się z samochodami, które zajeżdżają drogę, ochlapują, zabierają przestrzeń innym użytkownikom. A rowerem jeżdżę po mieście od szkoły podstawowej. Mamy lata zaniedbań w infrastrukturze, jest to co prawda poprawiane, ale dynamika mogłaby być większa.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama